« Dzienniki - luty II - 2006 | Strona główna | Literackie spotkania - Felieton »

1 marca 2006

Dzienniki - marzec I - 2006

Dostałem wstępną część mych wierszy „umuzycznionych” przez kompozytora i muzyka Roberta Wolfa.

Wczuł się doskonale w nastrój mojej liryki i trafił w dziesiątkę z klimatem. Bardzo mi się ta część podoba. Ciągle wiele pracy przed nami. Ale wszystko idzie we właściwym kierunku. Podobnie z książką, coraz bliżej druku...

A lato nas nie opuszcza, jest ciepło ale nie gorąco.

3 marca 2006 (piątek)

Dzisiaj lunch w restauracji – żegnamy kolegę z pracy którego kontrakt właśnie się kończy. Prawie rok pracowaliśmy razem nad tym samym projektem. Objadam się indykiem w potrawce. A pogoda marzenie... wcale się nie chce wracać do pracy. Tym bardziej, że z wielkich okien knajpki roztacza się piękny widok na pole golfowe.
ADELA5.JPG

Dziś wieczorem zaczyna się w naszym mieście Festiwal Sztuki. Dziesiątki przedstawień kabaretowych, koncertów wszelkich rodzajów muzyki od opery do rocka poprzez country and western i etniczne występy dalekowschodnich muzyków i tancerzy. Są pokazy filmów, i galerie sztuki, występy cyrkowe i pokazy uliczne. Wszystko dla wszystkich...

6 marca 2006 (poniedziałek)

Niedzielny gorący dzień spędziłem na imprezach festiwalowych. Festiwal nazywa się Adelaide Fringe. A podaję to nie bez kozery bo w najbliższy weekend dochodzą jeszcze: Adelaide Festival, Adelaide Cup Carnival i Womadelaide. Wszystkie o podobnym charakterze. Adelaide Fringe jest najbardziej urozmaicony... 465 różnych grup (lub indywidualistów) teatralnych, muzycznych, kabaretowych, wystaw sztuki użytkowo-artystycznej produkuje się na przestrzeni ponad 3 tygodni. Ale chcieć je wszystkie zobaczyć... nie sposób.
Dziś w otoczeniu pięknego ogrodu botanicznego byłem na koncercie muzyki jazzowej w wykonaniu dwu interesujących grup muzycznych. Standardy Duke Ellingtona, Parkera itp. a piwo i wino przy takiej okazji smakuje wybornie. Później galerie fotografii i plastyki a na końcu pobyt na błoniach (parki otaczające centrum miasta) gdzie w atmosferze „średniowiecznych gier i zabaw” obchodziliśmy same ciekawostki, występy artystów, jarmarczną rozrywkę... nasycając się atmosferą. Na drugi tydzień znowu się wybieram...

Miło tu jest... pamiętam to zafascynowanie 20 lat temu... Tak tak, te imprezy to już tradycja w mieście. A wtedy właśnie jako człowiek nie związany i... młody jeszcze, brałem udział w całonocnych imprezach na ulicach miasta, które tradycyjnie odbywają się w dzień otwarcia (czyli wczoraj) i zakończenia. Jakież to było dla mnie nowe, swieże ( w kraju demokracji ludowej z którego przybyłem tego typu imprezy były nie do pomyślenia...


8 marca 2006 (środa)

Dzisiaj w Polsce Dzień Kobiet. U nas to święto jest niezanane. Wspominają tylko o tym w wiadomościach z okazji nielicznych marszów feministek tego dnia.
Swoją drogą składam serdeczne życzenia wszystkim paniom Polkom. Wszystkiego Dobrego i Szczęścia!
IRIS.JPG

I dołączym irysa z mojego ogródka.


10 marca 2006 (piątek)

Pogoda się rozkręca i na weekend znów upały, w okolicach 40 stopni...

Dziś w lokalnej audycji radiowej po polsku - wywiad ze mną wsparty dwoma wierszami przedstawionymi przez aktora A. Siedleckiego.
Ja już mam rutynę :) to już moja trzecia rozmowa literacka w radio.
A do tego jestem w doborowym towarzystwie, bo i Marcel Weyland (tłumacz Pana Tadeusza) i Stan z Australinku i Robert Panasiewicz - literat z Perth, przedstawiani są w tej samej audycji.

No i dziś zaczyna się długi weekend. Bajkowo...
Właśnie przeczytałerm że zmarła Hanka Bielicka. Pożyła sobie długo bo 91 lat. A nagadała się przez to swoje długie życie. Profesjonalnie „gadała” już od 1939 roku. I potrafiła rozśmieszyć wszystkie generacje i chwała jej za to! Jeszcze jedna estradowa legenda odeszła...


12 marca 2006 (niedziela)

Gorąco... ale dziś wieczorem zapowiadane jest ochłodzenie. W sobotę 38, dzis 34 stopnie.
Po sobotnim party niedzielne południe spędzam na plaży. Woda w oceanie cieplutka, ale już zaczynają się pojawiać... przezroczyste meduzy. Wyglądają jak bezbarwne (szklane), małe kiełbaski... A one w kontakcie ze skórą... parzą. Teraz nie ma ich wiele, lecz pod koniec miesiąca i w kwietniu jest tego sporo, widać ile pozostaje na plaży. No i od czasu do czasu, spoglądam w stronę horyzontu czy jakiś ogon się nie pojawia, bo rekiny zrobiły się tak bezczelne, że potrafią podchodzić pod miejskie plaże i nic sobie z tego nie robią...
Tassie35a.jpg

14 marca 2006 (wtorek)


Wczoraj znów na imprezach festiwalowych Adelaide Fringe.
ADEL3.jpg

Sporo przyjezdnych, turystów pstrykających fotki w mieście. A ja też poczułem się jak turysta we własnym mieście i też parę zdjęć miasta zrobiłem. Niektóre załączam, reszta przy okazji…
Wczorajszy dzień był świętem w Południowej Australii – Puchar Adelajdy. Czyli wielkie wyścigi konne są powodem, że nie idziemy do pracy i sklepy są pozamykane. Jeszcze w tamtym roku święto to wypadało w maju, kiedy często słota i deszcz, a teraz przenieśli w bardziej ludzką pogodę...
ADEL2.jpg

...Występy uliczne, teatralne, muzyczne.
Ludzie są szczęśliwi, rozbawieni. Widać relaks na twarzach większości. Przechodzę obok ubogiego… widać po nim na odległość, że raczej nie sypia w domu a i w kieszeni nawet bilon mu nie zadzwoni… On nie ma szczęśliwej miny. Widzę posępny wyraz twarzy… jakiż kontrast z resztą otoczenia.
ADELA6.JPG

A ja się śmieję, biję brawo i chłonę atmosferę…
Trzeba się cieszyć najdrobniejszą okruszyną która przynosi radość – jak mawia znajoma poetessa.
U tego muzyka zakupiłem jego najnowsze płyty z jego kompozycjami, w jego wykonaniu na tym niesamowitym instrumencie elektrycznym zwanym: dulcimer.
Dopiero później odkryłem że jedna z kompozycji nazywa się : Rozpadało się we Wrocławiu…
Tak Lindsay Buckland napisał na temat tej kompozycji: “Wrocław jest pięknym polskim miastem. Pasja życia pulsuje w nim mocno… napisałem to w pokoju hotelowym kiedy europejskie lato niestety powoli przemija…”

Wieczorem natomiast, zrobiłem sobie maraton filmowy. Oglądałem film “Zawrócony” z Zb. Zamachowskim w roli głównej i film Wajdy pt.Wielki tydzień. Obydwa dramaty z różnych okresów pokręconej historii społeczeństwa polskiego.

Kiedy mi nie najlepiej psychicznie, oglądam tego typu filmy i… mi jeszcze gorzej rozważając, że głupota ludzka potrafi tyle zła i krzywdy wyrządzić…
Ale już taki jestem…

« Dzienniki - luty II - 2006 | Strona główna | Literackie spotkania - Felieton »