« Dzienniki - luty I - 2006 | Strona główna | Dzienniki - luty II - 2006 »

14 lutego 2006

Dyscypliny - Felieton

W związku z zimowymi igrzyskami w Turynie zasiedliśmy z Zenem przed telewizorem.

Maggi widząc naszą determinację w wielogodzinnym gapieniu się w ich plazmowy (tak, tak..) ekran, w myśl staroangielskiej zasady: jak czegoś nie możesz zwalczyć to się do tego przyłącz, nagle zapragnęła uświadomienia w sferze dyscyplin sportowych rozgrywanych na zimowej olimpiadzie.

Taka zielona to ona pod tym względem nie była.
Na hokeju się zna, bo przecież nie kto inny jak kanadyjski hokeista Czerkawski był mężem Izabeli Scorupco…
Skoki narciarskie ma w jednym palcu, bo uwielbia mistrza Adama. Co prawda, Małysz w tym roku o medalu może pomarzyć, ale dla Maggi jest największym faworytem.
Maggi zna się całkiem nieźle na tańcach na lodzie czyli jeździe figurowej. No i dokładnie pamięta Stevena Bradbury, który to zdobył złoty medal w Short Tracku na 1 kilometr jadąc ostatni na Olimpiadzie w Salt Lake City. Chińczyk przewrócił się a za nim czterech innych, tylko nas dzielny Steven spokojnie dojechał do mety… jako pierwszy.

- Jak to czasem nie należy się śpieszyć – zauważyłem.

Oczywiście saneczkarstwo, czy bobsleje też nie są jej obce, ale taki skeleton to i dla mnie czarna magia. W sukurs przyszedl Zen. Wyjaśnił nam, że ta dyscylina była już rozgrywana na trzech olimpiadach zimowych: w 1928, 1948 i 2002 roku na wspomnianych igrzyskach w Salt Lake City. A Skeleton to odmiana saneczkarstwa, tylko tu nie zjeżdża się na plecach, a na brzuchu i głową w dół na trochę innych sankach.

- Jakie to proste - powiedziałem – że ja na to sam nie wpadłem…

Maggi nie za bardzo kojarzyła dyscyplin typu: Biathlon, zwany dwubojem zimowym, który polega na wielodystansowych biegach narciarskich i strzelaniu; czy narciarstwo alpejskie – slalom, zjazd w rożnych kombinacjach. Te giganty, supergiganty trochę jej pomieszały szyk, bo już myślała, że ma dobre rozeznanie. Do tego jeszcze doszła Kombinacja norweska, czyli dwudniowy konkurs skoków i biegów narciarskich.
A nowe dyscypliny takie jak: Snowboarding z Halfpipe czy Muldy nie były jej znane w ogóle. Curling pamiętała z telewizji i polecała nam tę dyscyplinę w ramach prac domowych.
I znów Zen błysnął dając nam krótki rys historyczny tej dyscypliny z miotłami:

- Zamiatanie lodu w celu zwiększenia poślizgu kamienia, czyli ciężarka z wajchą wywodzi się z XVI-wiekowej szkockiej tradycji. W Kanadzie na przykład, jest ciągle obowiązkowym sportem na zajęciach wuefu…

No i teraz, już jak trójka świadomych kibiców siedzimy i w każdej wolnej chwili gapimy się w telewizor.

- Ciekawe czy wprowadzą kiedyś dyscyplinę przeciągania liny na lodzie? – zapytała Maggi.
- Pytanie wcale nie głupie… – powiedział Zen, karcąc wzrokiem mój ironiczny uśmieszek – przecież przeciąganie liny jako konkurencja olimpijska była już w 1900 roku w Paryżu i dopiero po olimpiadzie w Sztokholmie w 1912 roku zaniechano jej, więc… nic nie stoi na przeszkodzie aby się odrodziła w formie igrów zimowych – zauważył.

Ja gębe rozdziawiłem… I znów mnie zaskoczył wiedzą nieoceniony Zen.

Wasz Chris

« Dzienniki - luty I - 2006 | Strona główna | Dzienniki - luty II - 2006 »