« Dzienniki - grudzień III - 2005 | Strona główna | Robert Panasiewicz - spotkanie autorskie »

1 stycznia 2006

Dzienniki - styczeń I - 2006

Nowy Rok przywitał mnie pechowo. Moje wypożyczone autko wagi lekkiej, zostało znokautowane przez auto wagi półciężkiej na pochyłym parkingu w miasteczku - Bernie.

Po prostu, beztroski Tasmańczyk (może ciągle pod wrażeniem minionej nocy) wychodząc z samochodu pozostawił go na Neutral , bez ręcznego hamulca i poszedł do smażalni kurczaków. Ja siedząc w mej pożyczonej Corolli, też czekając na klientów wspomnianej smażalni zauważyłem, że bestia zbliża się w mą stronę. Nie miałem czasu na nic, jedynie na kontemplację uderzenia w mój tył...Ulica była dość spadzista i w sumie mój natręt miał szczęście, bo gdybym ja tam nie stał, to jego auto potoczyłoby się wprost na ruchliwe skrzyżowanie ze światłami i byłby niezły karambol. Mnie na szczęście większej krzywdy nie zrobił. A niech się martwią firmy ubezpieczeniowe.

A ja właśnie byłem na zwiedzaniu północnej części wyspy. Chociaż dziś zimno i pada deszcz (do południa) ja wytrwale zwiedzam.
Tassie102.jpg

Niesamowita ilość poletek z makiem w tych okolicach. I to oficjalne uprawy ( inne, nie mają racji bytu) maku do celów farmaceutycznych są tu na każdym kroku. I co ciekawe, nie słyszy się
o kradzieżach tego „cennego” surowca.


3 stycznia 2006 (wtorek)

Dziś jedziemy w góry. Po spotkaniu z przyjaciółmi i krótkim pobycie na północy Tasmanii wyprawiamy się do centrum wyspy. Tam czekają nas góry- Cradle Mountains.

Powrócę jeszcze do wieczoru pożegnalnego. Zabawiliśmy „zdrowo” ale nie o tym chcę pisać. Zawsze wzbudzają zainteresowanie ludzie z pasją, a to odkryłem u znajomych. Pasja kolekcjonowania figurek porcelanowych z całego świata i przy tym niemała wiedza w tym zakresie.
Obejrzałem eksponaty z kolekcji angielskiej, francuskiej i najliczniej reprezentowane figurki niemieckie z kolekcji Hummel.
Najcenniejsze w świecie figurki angielskie to kolekcja Royal Doulton czy Lambeth. Francuzi mają swój Sevres a Niemcy wpomniane „hummele”.
Siostra Maria Innocentia Hummel prowadziła sierociniec i aby urozmaicić życie swym podopiecznym zaczęła „produkować” figurki dzieci w scenkach rodzajowych i tak to się zaczęło. Popularność jej porcelanowych dzieł wzrastała i od 1934 roku firma Goebel Company w Niemczech zaczęła je produkować. Aż do 1946 roku, czyli do chwili jej śmierci wszystkie figurki wyprodukowyne przez firmę były projektem, a przynajmnej aprobowane przez siostrę Hummel.
Jeszcze tego samego wieczora poznałem tajemnice szkła artystycznego. Już wiem co znaczy szkło Murano. Wiem też, że huty szkła już od 1291 roku wyrabiały artystyczne wręcz magiczne cacka w okolicy Wenecji. Taki dmuchacz szkła uchodził prawie za czarnoksiężnika, ale jednocześnie miał zobowiązania w stosunku do miasta gdzie rezydował – nie mógł go tak po prostu opuścić, aby nie zdradzić tajemnicy swego zawodu obcym.
Zdobywając tę interesującą wiedzę, w miarę upływu nocy bardziej szczegółowo zacząłem przyglądać się kieliszkowi z którego sączyłem tasmańskie wino. Po północy, byłem już zafascynowany jego artystycznym kształtem...


4 stycznia 2006 (środa)

Its official! Rok 2005 był najcieplejszym w całej dotychczasowej historii Australii.
Potwierdza się więc teoria globalnego ocieplenia. Jednocześnie nie podpisujemy (Australia) protokołu z Kioto. Niekonsekwencja?! Nie, raczej silne lobby biznesu.
Tassie23a.jpg

Zwiedzamy zachodnie wybrzeże Tasmanii. Jest tu tylko jedno miejscowość – Strahan. I właśnie tu rezydujemy przez 3 dni. Małe bo małe ale urocze. A park miejski prosperujący od ponad stu lat to... bajka. Prowadzi on poszukujących zapachów, cienia i wrażeń wzrokowych człowieka do wspaniałego wodospadu. Miło tu – robimy parę zdjęć i video. Sąsiednie miasteczko – Queenstown, mimo że trzy razy większe nie pozostawia na nas większego echa. Chyba najbiedniejsze miasteczko jakie odwiedzaliśm do tej pory na wyspie. Dużo tu biedy (kiedyś dumne miasto górnicze - wydobycie miedzi) a okolica ciągle przypomina krajobrazy księżycowe po przemysłowym eksploatowanu okolicznych wzgórz. Teraz polegają jedynie na turystyce.


5 stycznia 2006 (czwartek)

Wpływamy w dziewicze tereny zatoki Macquarie i ujścia rzeki Gordon. To miejsce jest wpisane w światową listę zabytków przyrody i to na bardzo wysokim miejscu. Wygląda surowo i do złudzenia przypomina (z filmów) widoki Amazonki. Tak płyniemy na statku wycieczkowym wśród 700-letnich eukaliptusów: leaderwood, blackwood itp...
Tassie40a.jpg

Nasz statek mknie z szybkością 60 km/godz. w przeliczeniu na warunki drogowe. Pogoda idealna!
Pierwszy raz od miesiąca – jak upewniają nas przewodnicy. Jedzenie (launch) mają znakomite. W czasie sześciogodzinnego rejsu dwa razy wychodzimy na ląd.
Raz, aby posmakować kontaktu z Florą Światowego Dziedzictwa i pospacerować wśród jej bogactwa. Drugi raz, na wysepce Sary, gdzie ustanowiono pierwsze więzienie dla przestępców z wysp brytyjskich. Właściwie, nic tam po nich prawie nie zostało ale przewodnik jest wybitną jednostką w swym fachu. Świetny aktor i komediant. Zaliczyliśmy sporą połać zatoki i rzeki. Stałem na statku wgapiony w dziewiczy krajobraz a wtedy wiadomo jakie myśli do głowy przychodzą. Vanitas vanitatum (reszta po polsku)... wszystko jest marnością. A po południu, spacer plażą otwartego oceanu Południowego. Bajka! Z lewej strony zarys gór, smak wina i zapach bryzy... i wieczorne spacery po miasteczku.

6 stycznia 2006 (piątek)

Pogoda piękna. Ciągle jesteśmy na Tasmanii. Dziś od rana podróżujemy. Po opuszczeniu Strahan udajemy się przez Queenstown „wirującą” drogą i pędzimy „zawrotną” prędkością w kierunku Hobart.
Droga jest taka, że często aby zobaczyć gdzie jadę muszę patrzeć przez boczną szybę. Zawijasy pozwalają na jazdę z szybkością 15 do 30 km na godz. Albo się wspinamy, albo zjeżdżamy w dół. A widoki wspaniałe. Krótkie postoje, na obejrzenie uroczego wodospadu Nelson udekorowanego podzwrotnikową roślinnością, czy najgłębszego jeziora Australii – jez. Klary (167 m. głębokie).
Tassie12a.jpg

Oglądamy też dziesiątki innych błękitnych jezior to z prawej, to z lewej strony. A również miasteczka i osady po drodze. Najbardziej utkwił mi smak wspaniałej kawy w prawdziwej kawiarni (rzadkość w Australii) w New Norfolk. W sumie niecałe 300 kilometrów zajęło nam prawie 6 godzin. Ale warto.... Tasmania to naprawdę coś specyficznego - miniaturowy świat piękna krajobrazu i roślinności (szczególnie kiedy jest piękna pogoda).

Po południu znów jesteśmy w Hobart. Tym razem zwiedzamy centrum handlowe miasta a wieczorem znów jesteśmy w na ulubionym wybrzeżu i przystani usytuowanej w centrum miasta.
Tassie107.jpg

Ostatnie rybki ze smażalni z miejscowym piwem smakują wybornie.

Teraz siedzę na szóstym piętrze hotelu w centrum miasta, piszę te słowa i smakuję wino spoglądając co chwila na zatokę. Jeszcze słońce jest na horyzoncie. Jest 20.30... jutro odlot.


8 stycznia 2006 (niedziela)

Znów w domu. Wczoraj późnym popołudniem wróciliśmy pełni wrażeń.
U nas ciepło prawdziwie. To Południowa Australia - tu słońce nie żartuje.
Rozpakowanie, oglądanie pamiątek, zdjęć, video...
Zatrzęsienie korespondencji (ile niezapominajek) i to takie przyjemne...
Lubie powroty.... ale po jakimś czasie znów bym pojechał w nieznane. Cygańska dusza...
Powrót do normalności. A więc utarty rytuał dnia – poranny marsz, praca, dom. Trochę czytania, pisania, mówienia.
Właśnie... podobno mówimy już od 100 tysięcy lat, czyli odkąd pojawiliśmy się w formie... homosapiens.
A teraz używam na codzień dwa z pośród sześciu tysięcy języków tego świata.
Według „jezykologów” apogeum już minęło i teraz języki będą gwałtownie zamierać wraz z ostatnimi używającymi je członkami plemień i szczepów obu Ameryk i Afryki.

10 stycznia 2006 (wtorek)

Rozpocząłem pracę po urlopie i muszę przyznać, że jestem trochę zaganiany. Może to i dobrze, czas płynie szybciej.

Wyobraźnia jest okiem duszy... powiedział Joseph Joubert. Czyżby aż tak wielu nie miało duszy? – chciałoby się zapytać w kontekście.


12 stycznia 2006 (czwartek)

Otwórz najpierw drzwi do swego wnętrza zanim otworzysz je na świat – powiedział John Liepa i myślę że miał rację.
Tak, aby zrozumieć świat trzeba najpierw zrozumieć samego siebie a to łatwym nie jest.
Mnie na przykład ciągle zdarzają się wahania – samookreślenia. Nie zawsze wiem która droga najlepsza. Bo cóż to znaczy najlepsza. Pojęcie DOBRA jest zwykle abstrakcją subiektywną.
O, o... już zaczynam filozofować. To chyba z tego gorąca tak mnie wzięło. Lecz bez względu na pogodę wahania mam i już...
Tassie32a.jpg

14 stycznia 2006 (sobota)

Uporałem się już z intelektualnym nawałem zaleglości teraz czas na fizyczną część.
Remontuję dziecka „rezydencję”. Malowanie, wymiana podłogi itp.
A i ogród wymaga uwagi. Jest sporo zajęć, na nudę nie narzekam.
Sezon tenisa w Australii w pełni. Zjechali wszyscy najlepsi – jest co oglądać.
Fatalnie wylosowała polska tenisistka Domachowska. Już w pierwszej rundzie trafiła na mistrzynię z Belgii Justine Henin-Hardenne.
Szanse ma prawie zerowe... choć tamta po niedawnej kontuzji.

« Dzienniki - grudzień III - 2005 | Strona główna | Robert Panasiewicz - spotkanie autorskie »