« Na koniec roku - Felieton | Strona główna | Dzienniki - grudzień III - 2005 »

15 grudnia 2005

Dzienniki - grudzień II - 2005

Jedyna religia w której nie ma Boga, nieba ani piekła to... Buddyzm.


Do niedawna traktowałem ją z lekkim przymrużeniem oka, ale przyglądając się bliżej, to filozofia (tak filozofia) buddyjska niesie niesamowitą moc w opanowaniu własnej woli i osiągnięcia szczęścia bez fałszywej pogoni za nim.
A zacząłem bardziej o tym myśleć osiem lat temu przy okazji wizyty w Tajlandii.
Budda podobno mówił: kto nie odczuwa lęku, nie potrzebuje boga.
I on uczył jak nie odczuwać lęku, właśnie poprzez 4 szlachetne Prawdy.
1. życie jest cierpieniem i mimo cyklu reinkarnacji nie wyzwalamy się z tego naturalnie
2. przyczyną cierpienia jest egoistyczna żądza przywiązania do rzeczy, złość i ignorancja.
3. z cierpienia można się wyzwolić przechodząc w stan nirwany
4. osiem dróg prowadzi do nirwany:
- prawa wiary
- prawe przedsięwzięcie
- prawe słowo
- prawy czyn
- prawe życie
- prawe dążenie
- prawa myśl
- prawe wgłębienie się w siebie
Łebski facet ten Budda (właściwie Przebudzony... bo to znaczy jego imię), a żył już dość dawno... urodził się w 563 roku p.n.e. Dużo ciekawych informacji otacza nimbem jego osobę ale ja pozostanę na tym.
Chciałbym tylko dodać, że mimo iż wyznawcy hinduizmu obwołali Buddę dziesiątym wcieleniem boga Wisznu to on sam odrzucał hinduizm i działalność braminów (kasty kapłańskiej w Indiach).

17 grudnia 2005 (sobota)

święta za pasem...
Pogoda ciągle nietypowa. Dziś znów deszcz i nie mogłem rano pójść jak zwykle na długi marsz w nieznane.
E.JPG

Bardzo często przechodzę koło dobrze zachowanych ruin. Otoczenie w postaci pozostałości wspaniałego gaju drzew cytrynowych i umarłego drzewa morwy które wbrew prawom natury ciągle rodzi dorodny owoc. Wszystko razem ukazuje świetność minionej epoki, finezję i fachowość murarską. Pewnie żył tu dobrze prosperujący farmer a ruiny przejdą do klasyki architektury australijskiej. Ale to dopiero będzie... na razie mają około stu lat, a już świadczą jako zabytek dawnej architektury dla potomnych.

19 grudnia 2005 (poniedziałek)

Premier rządu australijskiego pan John Howard zaapelował aby przywrócić wystrojowi świąt Bożego Narodzenia jego oryginalny charakter – czyli pokazywać i promować szopki betlejemskie jako nieodzowny atrybut tych świąt.
Premier powiedział: nie musimy demonstrować naszej tolerancji dla mniejszości, poprzez ukrywanie naszych tradycji.Tak, i w ten sposób natychmiast kilka szopek pokazało się w wielkich centrach handlowych. Nawet ja ujrzałem szopkę wielkości 2 metry na 1,5 wysokości na naszym hipermarkecie. Jest to właściwie miasteczko handlowe. Siedem supermarketów i setka pomniejszych placówek handlowych – wszystko pod jednym dachem.
Podobno jest 9 milionów rowerów w Pekinie... a u nas sporo supermarketów.

21 grudnia 2005 (środa)

Uporałem się już życzeniami. Choć życzenia stosunkowo krótkie ale ile to smaczków, ozdobników. Inaczej pisze się do osoby nieznanej, inaczej do rodziny, a jeszcze inaczej do kogoś, kogo imię – sam jego dźwięk – przywołuje setki skojarzeń, myśli, obrazów, uczuć...
mawsonlikes11.jpg

Codziennie ciepło nawet bardzo. Pogoda dostosowała się do wakacyjnego czasu.
Dziś maturzyści w całym kraju otrzymają wyniki egzaminów i ilość zdobytych punktów. Jest to bardzo ważne, bo od ilości tych punktów zależy czy dostaną się na wybrane studia. Zwykle każdy maturzysta ma przygotowane trzy opcje preferowanych kierunków o różnych wymaganiach punktowych.
Ci, którzy nie otrzymają wystarczającej ilości, mają możliwość robienia tzw. trzynastej klasy, czyli chodzenie na wybrane przedmioty do szkoły średniej jeszcze jeden rok i ich zdawanie w celu poprawy punktacji, lub wybór kursów czy studiów, nie wymagających specjalnej puli punktów.
Egzaminów na studia jako takie tu nie ma. Ale na kierunki medyczne są rozmowy kwalifikacyjne i mimo, że zdobyło się wymaganą (bardzo wysoką) liczbę punktów można się na wybrany kierunek nie dostać. Bo np. nie ma się tradycji lekarskich w rodzinie... Takie wypadki się zdarzają.

Właśnie dowiedziałem się, że mój wiersz Puszcza Kozienicka został nagrodzony w konkursie poetyckim im. Zb. Herberta w Otwocku. Miło mi i memu wierszowi. Oto on:
Puszcza Kozienicka

na skraju chaszczy
gajówka
welonem jeżyn otulona
echem niesiona
to ona
a oczy, usta i nos
przecinka wąska
w leśny abisal wchłania
do Cisku wiedzie, gdzie
królewską drogą
z ostrogą
srogą
jagiellońskiej dynastii koń
kopytem ubił trakt
ruczaj źródlanej toni
migocze świetliście
mgliście
liście
tuż przy malinach rosochatych
na mokradłach torfowiska
niezapominajki i konwalie
rozsiadły się w zastępach
ostępach
kępach
wśród sosen z koroną w niebie
bomb niemieckich leje
ściółką igliwia pokryte
obok króluje leszczyna
dalej olszyna
szyna
na polanie
tartaczne wózki wąskotorówki
tory prowadzą donikąd
w oddali zawodzą sroki
godowe toki
uroki
duch puszczy na mchach
zielonych ucztuje
to znów na pagórkach
we wrzosie się grzeje
nie opuszcza swych pokoi
ni koi
ostoi
zapach sączonej żywicy wchłania
oczy i uszy i nos
jak kos
na głos


23 grudnia 2005 (piątek)

Przeczytałem właśnie słowa Prymasa Glempa o ustępującym prez. Kwaśniewskim.
„Prezydent Kwaśniewski był drugim w historii władcą Polski po Ziemowicie, który nie był chrześcijaninem. Jednak on czuje chrześcijaństwo bardzo dobrze, lepiej niż niejeden ochrzczony człowiek. W stosunku do Kościoła, Papieża czy ludzi Kościoła zachowywał się bardzo przychylnie” – ładna laurka.

Dziś krótki dzień ale dość gorący. Po uroczystym i obfitym lunchu w pracy rozpoczynam wakacje. Aż do 9 stycznia.

Od poety Władysława Rysia otrzymałem wraz z życzeniami dość obszerną Szopkę polską wierszem.
Pozwolę sobie zacytować fragment z Prologu.

Kolędować wypada nam z klasą:
kto nie z nami - zapewne jest gejem...
Gdy wyborcy z nadziejami zasną,
wnet elity ruszą do Betlejem.
Tupolewy to nie jeleń rączy,
więc na miotły siadają okrakiem;
Radek do nich przy żłobie dołączy,
tylko kontrakt podpisze z Irakiem……

A więc gotowi do świąt ……………


25 grudnia 2005 (niedziela)

Christmas!!!
Kwiaty w mym ogrodzie nabierają tajemniczego wyglądu szczególnie o zmroku...
PTAKMALY.JPG

Ale powróce jeszcze do dnia wczorajszego czyli Wigilii.
Poranek wigilijny - jestem jak co dzień, na moim marszowym spacerze. W dni świąteczne je wydłużam.
Aura wczoraj nie typowa. Zwykle jest tego dnia gorąco, a w tu chłodno i wieje, jakby się ktoś powiesił - jak to się mówiło w latach mego dzieciństwa.
Natychmiast przypomina mi się dzień wigilijny sprzed 20 lat kiedy to w tak wietrzy dzień przyszło nam w 7 osób spędzić wieczór wigilijny w namiocie typu... dwójka, bo tylko ten się oparł morderczej wichurze.

Fantazja, fascynacja i spontaniczność to atrybuty młodości. Kiedy tego zaczyna brakować nadchodzi szara starość... A wiek... praktycznie nie gra tu roli.
No, ale trzeba trochę przeżyć aby dojść do takich wniosków J

Dziś już Christmas!! Wczoraj jednak trochę za dużo popróbowałem tych wigilijnych potraw, dziś to ograniczę... przerzucę się na napoje...


« Na koniec roku - Felieton | Strona główna | Dzienniki - grudzień III - 2005 »