« UFO - Felieton | Strona główna | Na koniec roku - Felieton »

1 grudnia 2005

Dzienniki - grudzień I - 2005

No satisfaction! – jak śpiewali Rollingstonsi w mych młodzieńczych latach.

Czuję jakbym biegam w tę i z powrotem. I ciągle brak zadowolenia...
Jak jedno cieszy, to drugie martwi. Człowiek na rodrożu. Oj, dolo ludzka...

Moje literackie projekty nabierają kształtów. Dziś omawiam z muzykiem Robertem Wolfem, podkład muzyczny do moich wierszy recytowanych przez znakomitego aktora – Andrzeja Siedleckiego.
Za parę miesiący płyta CD powinna być gotowa. Wielkie to dla mnie wydarzenie.
A i pierwsze szkice ilustrujące moją powieść też otrzymuję i to też niezmiernie cieszy, bo nagle wszystko się rusza. Tyle lat marazmu, już właściwie książka miała się ukazać i stop – z niewiadomych przyczyn i, znów krok do przodu i zatrzymanie. Ale teraz (mam nadzieję ) idzie w dobrym kierunku i tak wiersze jak i powieść, zostaną i to ciekawie wydane.
Wiem, wiem to tylko początek drogi zacznie się promocja, marketing, dystrybucja – i to jest najtrudniejsze. No cóż... nie ja pierwszy i nie ostatni. Mam duchowe i nie tylko - poparcie, a to jest bardzo ważne.
JJ.JPG


3 grudnia 2005 (sobota)

Otrzymałem płytkę CD Master z nagraniem mych 33 wierszy!. Jakże się cieszę. Andrzej Siedlecki zrobił to zgodnie z moim oczekiwaniem – emocjonalnie i z profesjonalizmem. To jest naprawdę dobra interpretacja.

Czytając ostatnio artykuł o Albercie Einsteinie znalazłem niezmiernie interesujące informacje o innym i całkiem współczesnym, bo ciągle żyjącym uczonym - Gennadiju Iwanowiczu Szypowie, który był przez długi czas wykładowcą fizyki na Moskiewskim Uniwersytecie dopóki go stamtąd nie wykopali a głównie za teorię próżni którą z uporem maniaka głosił.
Niby przedstawiał świat naukowej... fantazji (jak na obecne czasy), a wszystko w praktyce pasuje.
Bo to nie tylko teorie. On wraz z asystentem wyprodukował sporo urządzeń potwierdzających te teorie. I co ciekawe, jego „siedem poziomów rzeczywistości” dowodzi nieznanych i niewidzialnych do tej pory energii i materii. Naukowo „pokrywa” psychotronikę, parapsychologię a i... istnienie Boga, czyli siły stwórczej.
A jego 7 poziomów rzeczywistości, to:
1. Absolutnie „Nic”
2. Pierwotne pole wirowania (świadomości)
3. Próżnia
4. Plazma – czyli cząstki elementarne
5. Gaz
6. Ciecz
7. Ciało stałe

Właściwie tylko pierwsze 3 budzą fascynacje (bo te inne, są powszechnie znane) i wyjaśniają (lub próbują) dotychczas niewytłumaczalne zjawiska a i niespożytą energię, która według Szypowa ciągle istnieje we Wszechświecie.
No... jeżeli to się sprawdzi w przyszłości to teoria pana Einsteina przy Szypowie, będzie jak pierwszy magnetofon do najnowszego iPoda.
A co najważniejsze, teoria ta otwiera oczy na wszystkie niewytłumaczalne dotąd zjawiska, siły i energie. Mmmmh, zapowiada się niezła rewolucja w każdej dziedzinie życia, a największa w nauce.

5 grudnia 2005 (poniedziałek)

Dziś czuję się luźniej i idę o poranku rześko przed siebie. Zawiozę dziecko do szkoły a więc wyjadę nieco później z domu. Dzięki temu robię sobie dłuższą trasę niż zwykle.
Jutro dzień św. Mikołaja. U nas i to święto, i zwyczaj z nim związany jest zupełnie nieznane. Mikołaje już od miesiąca kręcą się wszędzie, a prezenty zwykle daje się w piewszy dzień świąt. My tu w tradycji polskiej, dajemy prezenty w trakcie wigilii.


7 grudnia 2005 (środa)

Mam tyle ciekawej korespondencji, niespodzianek, propozycji, wymiany myśli i interesujących danych. To wszystko jednak zajmuje mi bardzo dużo czasu, bo na wszystkie listy odpowiadam. Ale to jest jednocześnie bardzo przyjemne i niech tak będzie. Kontakt z ludźmi ze świata, to jedna z przyjemniejszych rzeczy jakie nas spotykają. A ludzie mają naprawdę interesujące drogi życia, wręcz niesamowite. Powoli chwytam nici wakacyjnego nastroju. Jest tak miło i ciepło...
wiosna88a.jpg

Właśnie otrzymałem korespondencję od redaktorki Transatlantyku Nadziei z Kanady www.tnpolonia.com
Pani Jolanta zauważyła, że po raz pierwszy od 20 lat w Kanadzie pojawił się znaczek o tematyce bożonarodzeniowej i podjęła ten temat w ciekawym artykule. Polecam!


9 grudnia 2005 (piątek)

Bajkowy dzień. Pogoda wymarzona od samego rana. U nas nastał właśnie sezon zabaw i imprez Bożonarodzeniowych. Każda firma organizuje impezę dla swych pracowików, głównie w restauracjach z 3 daniową kolacją, jakimś występem estradowym i tańcami. I najróżniesze imprezy organizowane są przez wszelkiego rodzaju stowarzyszenia, kluby, organizacje a nawet kółka parafialne. Tu Adwent wcale nie kojarzony jest z postem i coś takiego jak Ostatki nie istnieje.

W szkołach już wakacje. Od razu wyczuwa się to na ulicach. Mniej samochodów, mniejszy ruch. I tak będzie aż do końca stycznia.
xmas lights.jpg

Wczoraj porozwieszałem lampki pod werandą. Kiedy nadchodzi wieczór magia Christmasu natychmiast nas ogarnia. Sąsiednie domy już od tygodni udekorowane jak choinki girlandami światełek bożonarodzeniowych i takowymi dekoracjami. Ludzie wydają setki dolarów na te iluminacje i później co wieczór aż do Nowego Roku, rozświetlają swe domy i otoczenie nabiera bajkowych wymiarów. W niektórych miejscach całe ulice, dom za domem, jarzą się świątecznymi dekoracjami. Ja tego nie robię. Ubieram choinkę to wystarczy, nie musi cały dom jej przypominać.

11 grudnia 2005 (poniedziałek)

Upały nadeszły. Wczoraj było blisko 40 stopni. W takie dni siedzi się w klimatyzowanym domu, szczególnie gdy się partowało w sobotnią noc. A noc była wspaniała, wesoła i rubaszna. Po takich imprezach w takie gorące dni, najlepiej smakuje zimne piwo i wielogodzinne oglądanie transmisji z golfa. Przynajmniej mnie, robi to doskonale...
A dziś aura zgoła odmienna. Popadało od rana, później zrobiło się parno jak w tropiku a w południe znów ochłodzenie. Huśtawka klimatyczna.

No i stało się to, co już dzieje się w Europie od pewnego czasu. Zamieszki na tle rasowym.
Tak, w sydnejskich dzielnicach przymorskich młodzi muzułmanie starli się z białymi mieszkańcami tego regionu. Po zamieszkach we Francji, Belgii i innych krajach Europy i u nas zaczęli wojować.
A Sydney jak i Melbourne to wyjątkowo kosmopolityczne miasta. Ludności wielokulturowej jest olbrzymi procent w porównaniu z taką Adelajdą. Ale nie o to chodzi... problem zawitał na Antypody i to się liczy...
Źle to świadczy o naszej wspaniałomyślnej wielokulturowości.


13 grudnia 2005 (środa)

Kolejna rocznica stanu wojennego...
Dla nas pamiętających dobrze tamte czasy jest to rocznica bardzo żywa. Dla młodych, to już tylko historia.
Dwadzieściacztery lata temu siedziałem zaszokowany w niedzielny śnieżny poranek, nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, co naprawdę dla mnie znaczy „stan wojenny”... A znaczył dużo...

Korzystając z okazji publikacji tego materiału na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia życzę wszystkim Czytelnikom tej strony szczęścia i zadowolenia a i zdrowia, w dopełnieniu
wzniosłych przeżyć i radosnych chwil...

ZACH22.JPG

« UFO - Felieton | Strona główna | Na koniec roku - Felieton »