« Język - Felieton | Strona główna | UFO - Felieton »

15 listopada 2005

Dzienniki - Listopad II - 2005

Potop chrześcijaństwa – tak powinienem nazwać poniższe rozważana.

Muszę przyznać, że często wręcz dręczą mnie pytania natury religijnej, filozoficznej, psychologii rodzaju ludzkiego...
Niepokoi sytuacja, że my chrześcijanie przesiadamy się w coraz mniejszą łódkę. Jest faktem, że zaczynaliśmy od łodzi rybackiej św. Piotra, która wielką nie była, ale obecna tendencja jest niepokojąca. Inna sprawa – świadomość podlegania wahaniom i cyklom w sprawch tak ważkich jak religie, to żadne novum, szczególnie w obecnych czasach transformacji ideologii konsumpcji.
Dwa tysiące lat temu, jak wspomniałem, zaczynaliśmy od malutkiej łajby. Łajby typu mini kutra rybackiego. I bez kozery - ryba w tym czasie była symbolem chrześcijaństwa.
W późniejszych czasach przesiedliśmy się do coraz wygodniejszych jednostek pływających. W czwartym wieku naszej ery była to już obszerna jednostka, niczym Arka Noego... Statek w którym było wystarczająco miejsca dla wszystkich. Jednak, już trzy wieki później zaczęto budować drugą arkę i załoga z pasażerami podzieliła się. Nie będę się tu wdawał w dywagacje kto wysiadł z tej oryginalnej, a kto tam pozostał... Nie jest to meritum sprawy, czyli moich rozważań...
Arki ciągle się zapełniały. Ale nie trzeba było długo czekać, a protestanci zaczęli budować własną łódź.
Chrześcijaństwo zaczęło opływać świat w kilku, a później w kilkunastu łodziach, które obecnie z roku na rok pustoszeją... Ludzie odchodzą... Odchodzą od Kościoła, odchodzą od wiary.
Obydwa te stwierdzenia nie są równoznaczne. Nie chodzący do Kościoła często nie robią rozbratu z wiarą. A często odchodzą nie ze względu na pyszałkowatość natury ludzkiej, czy lenistwo... Po prostu coraz więcej faktów wykazuje, że podawane prawdy wiary nie idą w parze z prawdą oczywistą, czyli naukowo potwierdzonymi faktami. Kiedyś ludzie święcie wierzyli, że ziemia jest płaska do czasu kiedy nauka stwierdziła coś zupełnie innego. Podobnie jest z niebem i piekłem. Raj, czyli niebo w obłokach gdzieś hen wysoko, a piekło dla odmiany w mrocznych czeluściach ziemi pod nami. Później dodano czyściec, a jeszcze później odchłań dla nie ochrzczonych dzieci...
Odkąd zaczęliśmy penetrować przestrzeń kosmiczną a i o głębi ziemi wiemy niemało, te tradycyjne miejsca uświęcenia i potępienia wytraciły swą fizyczność. A gdzieś przecież być to musi, bo mówi się o przybraniu ciała po śmierci (ciała zmartwychwstanie... co dla mnie jest największym nieporozumieniem w chrześcijaństwie).
I tu zaczyna się cała masa kłopotów, szczególnie z pismami Starego Testamentu. Od samego początku... opis stworzenia świata i czasokres... To samo z człowiekiem. Co światlejsi (odważniejsi?) ludzie Kościoła mówią otwarcie, że nie należy traktować tego wszystkiego dosłownie... ale generalnie postawa Kościoła - to... milczenie.
Dopóki nie było możliwości poznania i określania czasu powstawania materii, nic nie mąciło tego obrazu. Teraz, odkąd nauka potrafi z całą pewnością określić wiek ziemi, i bez wątpliwości określiła, że powstanie człowieka sięga dużo głębiej niż 6 tysięcy lat, biblijne powstanie świata stało się jeszcze jedną bajką. Gdyby od początku traktowano to jako przypowieść nie byłoby problemu, ale przez wieki była to jedyna pewna teoria naszego istnienia. Z drugiej strony, cała masa faktów z Biblii jest teraz potwierdzana odkryciami archeologicznymi. Ale wiedza historyczna, a zjawiska nadprzyrodzone to dwie różne dziedziny poznania.
Stary Testament od dawna uważany był za kontrowersyjny i często wręcz nie zalecany przez Kościół do studiowania przez wiernych. Tak, tylko teraz zaczyna być też problem z Nowym Testamentem. A to już całkowicie rzutuje na naszą wiarę. Od dłuższego czasu słyszy się o historycznie przypuszczanych zdarzeniach innych, niż interpretacje podane przez Kościół. Od wieków na przykład, skrzętnie pomijane jest rodzeństwo Jesusa, a przecież nawet w Ewangielii jest o tym mowa. Inna sprawa, że nie ma wcale pewności czy mówimy tu o siostrach i braciach zrodzonych z tej samej matki. Natomiast nie ma wątpliwości że Józef – ziemski ojciec? (opiekun) Jezusa miał więcej dzieci. I cała rodzina żyła razem. To znaczy 4 braci (Jakub, Jozes, Szymon i Judasz ) a także dwie siostry (Miriam i Salome) , które prawie na pewno były córkami Józefa z pierwszego małżeństwa. Co więcej, uczeni badający życie Jezusa podają tezy, że właśnie rodzina stanowiła trzon apostolstwa. I parę innych informacji które rewolucjonizują spojrzenie na tamte czasy. Nie dobrze, że Kościół jako główna insytytucja do tego powołana nie idzie w tej sprawie z duchem czasu i nie informuje, nie poprawia pewnch aksjomatów dawno temu za prawdę podanych. Bo tu nie chodzi o to czy Jezus istniał i działał... tylko kwestię poprawnych danych historycznych. A co się z tym wiąże poprawek i korekt w prawdach wiary. Jeżeli będziemy przymykali oficjalne oko na prawdę, to łodzie będą jeszcze bardziej pustoszeć. Bo ci co wierzą, przekonają się, że wierzą inaczej niż podaje ich Kościół, a więc tak naprawdę nic ich z nim nie będzie wiązało...

wiosna556.jpg

17 listopada 2005 (czwartek)

Uff, emocji wczoraj było co niemiara. Tak dużo, że i spać z tego wszystkiego nie mogłem.
Australijscy piłkarze po niedzielnej przegranej w Urugwaju 0:1, grali wczoraj u siebie, w Sydney.
Stawka meczu była ogromna – gra w przyszłorocznych Mistrzostwach Świata w Niemczech.
W normalnym czasie było 1:0 dla nas, ale to nie wystarczało. Extra-time nie przyniósł rezultatu i wynik się utrzymywał. Sędzie zarządził rzuty karne, które rozstrzygnęły mecz na naszą korzyść. Emocji i radości nie brakowało!
Ostatnio Australia grała na MŚ w 1974 roku też w Niemczech i od tego czasu nigdy nie udało im się zakwalifikować. Wtedy też grała Polska i to jak... Teraz znów się obydwie drużyny spotkają, a ja mam w ten sposób dwa zespoły do kibicowania.


19 listopada 2005 (sobota)

Gdzieżby mi kiedyś przyszło do głowy, że będę samotnie wędrował po australijskim buszu. Wśród eukaliptusów, dziwnych traw, potoków. Rozglądał się wokoło czy nie ma w pobliżu węża i podziwiał wyfruwające prawie spod nóg bajecznie kolorowe papugi, a ptak kukubarra będzie mnie rozbawiał swym zwariowanym śmiechem. Nieprawdopodobne bywa często możliwym. Nigdy nie mów nigdy...
Ja mawia znajoma poetka: marzenia są po to aby je spełniać.
BUSH1.JPG

W piątek wieczorem otrzymałem kolejną miłą recenzję literacką. Pochlebne słowa o moich wierszach kierowane przez fachowca w tych sprawach p. Koprowskiego. Przyjemnie być docenianym.... a dziś z rana znowu w drodze wśród wzgórz, ptaków i w rytm szemrzącego potoku idę przed siebie.

21 listopada 2005 (poniedziałek)

Dziś odpoczywam, mam wolne. Wczoraj „partowałem”, a teraz się relaksuję. Nawet na poranny marsz nie poszedłem. Ale jutro już nie odpuszczę.
Nawiązując do moich rozważań sprzed kilku dni, właśnie wyłapałem dane odnośnie uczestnictwa w niedzielnych nabożeństwach w Polsce. Otóż 45% Polaków uczęszcza regularnie na niedzielne msze, a 16% wiernych przystępuje do komunii świętej.
U nas te liczby wyglądają całkiem inaczej, chodzi tylko parę procent ale z tych co chodzą 95% przyjmuje komunię. Czyli jak już się zdecyduję iść do kościoła to oczywiście idę też do komunii. Ludzie tu nie bardzo wiedzą co to jest spowiedź. A cóż się dziwić, nikt im nawet o tym nie przypomina.

23 listopada 2005 (środa)

Rozchodziłem się ostatnio. Wczoraj znów zrobiłem prawie 18 kilometrów w dzikiej okolicy. Struś niechętnie ustąpił mi drogi spacerując majestatycznie po wąskiej ścieżce. Widząc, że ja jednak idę dużo szybciej zboczył na stronę i zdziwiony mym pośpiechem, szedł dalej swoim tempem. A i kangurki podskakiwały w pobliżu mnie. Najfajniejsze są małe. Takie ciekawskie i płochliwe zarazem. Podczas trzygodzinnego marszu spotkałem tylko 3 czy 4 osoby. Też wędrujących jak ja.
Pogodę mamy wspaniałą.
I motto na dziś: Szczęście które dzielisz z kimś jest dwa razy większe. To wymyślił sam pan Sokrates z Aten.
niezapominajki.jpg

A moje ulubienice rozpostarły się na skalistym gruncie...

25 listopada 2005 (piątek)

Czytam ostatnio dzieło Waldemara Łysiaka pt. MW. A dostałem zę pięknie wydaną książkę od... mojej nieocenionej sąsiadki.
Książka wznowiona z lekkim „umuzycznieniem” jak to nazywa sam autor, czyli z niewielkimi przeróbkami plastycznymi tekstu.
MW to skrót od wielu rzeczy, ale głównie od Muzeum Wyobraźnii – jak sugeruje Łysiak. Zaraz po tym przekręca skrót na Muzeum Wymyślone aby znów pomieszać w głowie czytelnikowi i zmienić na... Muzeum Wieczoru 367 w roku (?!).
Jest to w sumie literacki przewodnik po ulubionych dziełach malarskich autora tej książki. Oprowadza nas w formie snów, obsesji, koszmarów czy fantasmagorii przypisanych do poszczególnych obrazów.
Przy okazji przytoczę zdanie Łysiaka na temat mentalności pisarza: „... ma zawsze coś z tych boskich kretynów, gotowych w każdej chwili stanąć przed lufą pistoletu dla majtek jakiejś dziewczny”.

G.JPG


28 listopada 2005 (poniedziałek)

Weekend miły. Wzgórza o poranku swieże i co niezwykłe ciągle zielone...
Byłem na party u przyjaciela. A tam wspomienia z Francji, Hiszpanii, Anglii, Wrocławia. Jego niedawne wojaże wraz z wyścigiem Tour de France, i innymi przy okazji. Pamiętam zachwyt życiem Wrocławia po zmroku. Zdjęcia, video, czerwone wino i nastroje. Wszystko razem tak emocjonalne.
Yes!
Własnie przecztałem że p.Szymborska wydała kolejny, mikroskopijny zbiorek wierszy pt. Dwukropek.
Mam jej poprzednią książeczkę pt. Chwila i wielokrotnie tam zaglądam. Kiedy pojadę do Polski „upoluję” i tę.
Przeczytam też krótkie fragmenty nowych wierszy. Tak, to cała Szymborska. Ona trzyma swój styl, i nie znając nazwiska autora bez wahania wskazałbym ją jako autorkę. I muszę przyznać... lubię jej twórczość.

30 listopada 2005 (środa)

Ambiwalentne uczucia wręcz mną pomiatają... Radość i przygnębienie mieszają się nawzajem.
Życie! – każdy wie jakie jest. To tak jak w pierwszej polskiej encyklopedii, pod hasłem: koń – napisano: koń jaki jest, każdy widzi.W dzisiejszych czasach powszechność konia wygasa i jego wizerunek nie jest tak oczywisty jak kiedyś.
A i życie jest inne...

Oglądałem film Karol na DVD. Film bardzo długi i dość dobrze zrobiony. Rzuca się jednak w oczy brak mistrzowskiej reżyserii. We fragmentach film niby czytanka dla dziatwy szkolnej jest zbyt standardowy. Trochę tak zrobiony jak dzieła socrealizmu z drugiej połowy XX wieku. Gra aktorów dobra, scenariusz przekonywujący a jednak film nie porywa. A może i dobrze. W końcu w tym wszystkim najważniejsza jest postać Karola Wojtyły – Człowieka.

« Język - Felieton | Strona główna | UFO - Felieton »