« Mój gość - Ada Sroczyńska - poetka | Strona główna | Język - Felieton »

1 listopada 2005

Dzienniki - listopad I - 2005

Wszystkiego najlepszego naszym zmarłym! – wygłosił toast zawiany gość zajazdu w dniu Wszystkich
Świętych.

Było to dość dawno i jeszcze w kraju nad Wisłą i Odrą. Tu w Australii święto Zmarłych brzmi dziwnie i kojarzy się co najwyżej z Halloweenem. O dniu Wszystkich Świętych też niewielu słyszało, tak że dzień ten, nie jest niczym nadzwyczajnym w pojęciu społeczności australijskiej. Natomiast w dzień dzisiejszy wypada (zawsze pierwszy wtorek listopada) największa gonitwa na południowej półkuli (jak to reklamują), czyli Melbourne Cup.
Każde miasto i miasteczko ma swój puchar, ale ten jest największy. Cała Australia zamiera wczesnym popołudniem na czas gonitwy końskiej. Kilkadziesiąt milionów dolarów przewinie się przez ręce bukmacherów przyjmijących zakłady.
W większości firm, jest wystawiony telewizor (u nas rzutnik na wielki ekran na hali) transmitujący wyścigi konne, a przy tym coś do picia i przekąski. W niektórych przedsiębiorstwach organizowane jest barbecue z tej okazji w innych po prostu zamykają interes i przenoszą się na całe popłudnie do restauracji. Oczywiście w Melbourne, ten dzień jest świętem i firmy są pozamykane. A dzień piękny – 31°.
Właśnie wczoraj ukazał się mój kolejny wiersz (Ostoja) w tygodniku Angora. Miło mi...
Od razu odbija się to w korespondencji.
MOON.JPG


3 listopada 2005 (czwartek)

Dziś dostałem takie miłe niespodzianki... Zauroczony jestem... Życie jest jednak piękne!

Z tego wszystkiego nie wspomniałem że już od paru dni pracuję w macierzystej firmie (tam gdzie węże J). Już nie mam tego wrażenia wakacyjnego, tego nastroju. Tu nie ma gdzie połazić, bo okolica nieciekawa. Teraz gdy zatęsknią za spacerem w czasie lunchu, wskakuję w samochód i podjeżdżam tam, gdzie do niedawna po prostu wychodziłem z biura. No cóż, co piękne to się kiedyś kończy... A że do wszystkiego można się przyzwyczaić to i tu przywyknę. Jak znam moją firmę, to za parę miesięcy (lub wcześniej) znów będę się gdzieś przenosił.
Nic nowego pod słońcem.
mawsonlakes1.jpg

Chętnie wyjechałbym gdzieś w góry, na przykład do... Kudowy - Zdroju. Marzenie.........
Za niecałe dwa miesiące będę w górach Tasmanii.

Róże są najpiękniejsze w tym okresie. Ale róże są tak pospolite w swym pięknie że ignoruję je swym aparatem. Wolę bardziej subtelne kwiatki, na przykład... niezapominajki.

5 listopada 2005 (sobota)

Wczesnym popołudniem piszę, odpisuję i przepisuję i co najważniejsze słucham. Słucham Mirę Kubasińską . Wspominam... jej głos, jej muzyka... pozostały.
Bardzo stare, nostalgiczne nagrania Blackout, gdzie Mira innym niż współczesne jej wokalistki głosem i interpretacją zachwycała. A późniejsze nagrania Breakout to już było całkiem coś świeżego. Gdybyś kochał hej, Czy mnie jeszcze pamiętasz – to klasyka polskiego rocka.

Rano natomiast wybrałem się na łazikowanie po okoliczych górach gdzie trzy wodospady dodają uroku. Przeszedłem trasę w drugą stronę i zaliczyłem dodatkowe trakty. Och jak było pięknie. Taki dzień zaliczam do dni wakacyjnych, czuję się jakbym był gdzieś na urlopie, a ja ledwie wyjechałem z domu. Widoków miasta narobiłem w różnych “dekoracjach”. Centrum miasta i ocean na horyzoncie dodaje smaku otaczającej panoramie. Wspaniały wypoczynek, choć nogi trochę bolą, w końcu 3.5 godziny marszu.

panorama6mala.JPG

7 listopada 2005 (poniedziałek)

Następny miły weekend minął. Lubię ciepło. A teraz tak będzie aż do maja.
Czytałem ostatnio statystyki muzyczne wszechczasów. Bardzo ciekawe!
Utworzono listę przebojów pod względem najdłuższego przebywania na pierwszym miejscu. Otóż, bezwzględnym superhitem był White Christmas (Śnieżne Boże Narodzenie) w wykonaniu Binga Crosby’ego. A było to w 1943 roku (w Polsce czwarty rok okupacji niemieckiej), kiedy to utrzymywał się ten przebój przez 23 tygodnie na pierwszym miejscu.
Z bardziej współczesnych – szwedzka ABBA w 1976 roku miała przebój Fernando przez 14 tygodni, a Mamma Mia w 1975 roku przez 10 tygodni.
Oczywiście, lista jest zdominowana przez produkcje amerykańskie przeplatane co nie co angielskimi i trochę australijskimi, a z innych krajów to już tylko rodzynki.
Z bardziej znanych: Beatles “trzymali” Hey Jude (1968) przez 13 tygodni.
Bryan Adams i Space Girls miały swoje przeboje przez 11 tygodni sukcesywnie (I do it for you, … Wannabe), a z ostatnich produkcji, tylko Eminem (2002 rok) trwało przez 11 tygodni z Lose-yourself.

9 listopada 2005 (środa)

Leje jak z cebra. Jesteśmy statystycznie najsuchszym miejscem na suchym kontynencie. Ma tu niby spadać tyci tyci opadów, a leje... niemiłosiernie!
Chciałbym widzieć miny tych co te statystyki opracowali. Żartuję, ale nie do żartu tym których zalało,albo stracili całoroczny dochód z produkcji ogrodniczo – warzywnej. Niewielkie rzeczki zamarzyły sobie wielkość Amazonki i wylewają jak popadnie, zalewając wiele kilometrów pól i obszarów zabudowanych.
A ja stoję na przejeździe kolejowm i liczę wagony. Tu pociągi dwukilometrowej długości, nie należą do rzadkości. Automatyczne szlabany (pardon... zapory kolejowe) funkcjonują od lat siedemdziesiątych i nikt tu nie pamięta dróżnika, a tym bardziej śpiącego dróżnika...
Wieczorem oglądam dziennik telewizyjny... polało zdrowo w okolicy i pozalewało sporo dzielnic i miejscowości – nie tylko w naszym stanie.

11 listopada 2005 (piątek)

U nas dziś tylko Rememberance Day, w Polsce - Dzień Niepodległości. U nas, o 11 przed południem -minuta ciszy aby uczcić tych co polegli w I Wojnie światowej – a to były największe straty w ludziach w Australi – 62 tysiące poległo na różnych frontach. A w Polsce rocznica niepodległości – 89-ta. No i nowy rząd.
W XVIII wieku Stanisław Konarski otrzymał od króla Stanisława Augusta medal z napisem: Sapere Auso (Temu, który odważył się być mądrym). Chciałbym żeby obecny rząd otrzymał podobny zaszczyt po zakończeniu służby narodowi.
A ja z samego rana zmarzłem – dobrze, że nie zmokłem. Zieloniutko wokoło – zwykle robi się już żółtawo na wzgórzach...
DYWAN.JPG

Na podwórku rozkwitły dywany płożących się kwiatów. Lubię teraz przesiadywać przy dźwiękach szemrzącej wody i w ciepłe długiego dnia.


14 listopada 2005 (poniedziałek)

Weekend całkiem przyjemny. Rano poszedłem na moje ulubione wzgórze. Przeszedłem go wzdłuż i wszerz. Po drodze wyminął mnie biegnąc (ma parę) ksiądz Gerry z naszego australijskiego kościółka. Wcale go nie poznałem ubrany jak lekkoatleta, a poranek chłodny. Tu właśnie na poboczu wzgórza miałem okazję zaobserwować jak deformuje się środowisko natury. Po ulewnych deszczach ostatnich dni porobiły się olbrzymie wyrwy na zboczu i ziemia wraz kamieniami spłynęła tarasując dość szeroki trakt. I w ten sposób, całe drzewa z korzeniami zakończyły swą egzystencję. Później poszliśmy na party i było miło. Niedziela... rodzinnie na powietrzu. Jest ciepło i przyjemnie... świętujemy.
A dziś już kolejny dzień bliżej świąt. Tak, już odliczam... do 22 grudnia niedaleko, a potem upragniony holiday.

« Mój gość - Ada Sroczyńska - poetka | Strona główna | Język - Felieton »