« Dzienniki - Październik II - 2005 | Strona główna | Mój gość - Ada Sroczyńska - poetka »

30 października 2005

Książka - Felieton

Ostatnio, Maggi zakupiła książkę w sklepie polonijnym i namiętnie ją czytała.

Później podrzuciła Zenowi w ramach upowszechniania kultury (jak stwierdziła). Zen, też z nie mniejszym zainteresowaniem wchłonął treść powieści i zaczął mi już opowiadać jej treść, ale ja stanowczo odmówiłem słuchania.
- Też chciałbym przeczytać! – dobitnie zaprotestowałem.
Mowa, o jednej z ostatnich publikacji na rynku polonijnym w Australii, książce Roberta Panasiewicza pt. Saul.
W końcu i na mnie przyszła kolej...
Akcja powieści rozgrywa się w czasach mało ciekawych – druga połowa lat osiemdziesiątych. Okres który większość z nas, zna tylko z opowiadań, bo siedząc poza granicami PRL-u niewiele wiedzieliśmy, co tam się dzieje. Polska już nie była na pierwszych stronach gazet, ani newsów - właściwie zniknęła z mediów zupełnie. A na okres transformacji ustrojowej, jeszcze się wtedy nie zapowiadało. Poza tym internet też nie był w powszechnym użyciu, więc kontakt z tamtymi stronami istniał jedynie poprzez powiązania rodzinne.
Krajobraz bieszczadzki dla mieszkańców sponiewieranej ustrojem społeczności był czymś, co jeszcze miało koloryt, na tle szarości dnia codziennego Polski, ciągle... ludowej.
Wciągnęła mnie fabuła, rozumiałem doskonale psychikę bohaterów, choć nigdy tak do końca nie byłem w podobnej sytuacji. Ciekawa narracja głównego bohatera wprowadza klimat tych dziewiczych miejsc, czuję się atmosferę połonin i życia ludzi lasu... Interesująco też, wpleciona jest zagadka intrygującej ikony.
A Zen i Maggi po tej lekturze stwierdzili, że to ich życiorysy były tematem akcji tej powieści. I to każde z osobna.
Zen uważa się za pierwowzór Tomka – głównego bohatera powieści, bo sam szkołę rzucił i w Bieszczady wyjechał aby... psychicznie odpocząć.
- Aleś ty nigdy nie studiował! – strofowała go Maggi.
- A co, klasa maturalna to nie jak studia ?! – zapienił się Zen. – To na pewno jest o mnie!
- Ja też tam widzę motywy z mojego życia – zaczęła tajemniczo Maggi. – Co prawda nigdy w Bieszczadach nie byłam, ale jak... na prowincję z internatu na ferie wracałam, to robotnicy sezonowi uganiali się za mną. A jeden to się zakochał na umór – dokończyła zarumieniając się.
- No i gdzie on teraz jest? – wykrztusił Zen podenerwowany niespodziewanymi zwierzeniami swej małżonki.
- Nie wiem, internetowali go czy coś takiego, podobno wyjechał za granicę... z musu – wyznała Maggi.
- A ten mus teraz stoi przede mną – zaśmiał się ironicznie Zen.
- Nie ma się czego śmiać. Jak zabawa w remizie była to się obowiązkowo bili.
- No chyba nie o ciebie?! – dodał sarkastycznie.
- Kto wie, kto wie... – z tajemniczą miną odpowiedziała Maggi.
- Ja też byłem swego czasu zakochany – dumnie wyznał Zen.
- Wiem, przecież mi to mówiłeś... nie raz.
- Mmmh, you know... przeedtem – wycedził Zen.
- Jak to przeedtem – próbowała go naśladować Maggi – mówiłeś że nie było żadnego... przeedtem.
- To jeszcze jak w Bieszczadach byłem, przecież mówiłem że książka jest o mnie i tam była taka...
- Czy to ta czarna z tym kędziorkiem nad czołem, co to ją w stanie wojennym w kolejce po papier toaletowy spotkałeś?
- Ale ty masz pamięć... – wtrąciłem z podziwem.
- Takich rzeczy się nie zapomina – z dumą powiedziała Maggi – tuzin rolek importowanego papieru wtedy kupiłam!
Co by nie było, czy autor sięgał po fragmenty życiorysów moich przyjaciół, czy to zwykły zbieg okoliczności, książka mnie wciągnęła i przeczytałem jednym tchem.
Boję się tylko, że Maggi i Zen chwycą za pióra i będą mnie zamęczać literacką weną. A Maggi ma wprawę, już to kiedyś robiła, co prawda z nie najlepszym skutkiem. Ale przyznam się szczerze, że najbardziej obawiam się o Zenka... On taki wrażliwy... żeby tylko się za bardzo nie przejął .

Wasz Chris

« Dzienniki - Październik II - 2005 | Strona główna | Mój gość - Ada Sroczyńska - poetka »