« Dzienniki - wrzesień I - 2005 | Strona główna | Dzienniki - wrzesień II - 2005 »

14 września 2005

Sztuka - Felieton

„Czy ludzka miłość w ogóle zdolna do tego
by przetrwać całe istnienie człowieka”

A.Jawień (Przed sklepem jubilera)


- Ale się ostatnio ukulturalniamy – zauważył Zen – przedstawienia teatralne, występy...
Faktycznie, znów wpadliśmy w objęcia Melpomeny, a to dzięki Marcie Kieć-Gubale i Andrzejowi Siedleckiemu, profesjonalnym aktorom z Sydnej, którzy przywieźli do nas sztukę Przed sklepem jubilera.
Adaptacji dramatu Andrzeja Jawienia, czyli ks. Karola Wojtyły, znanego później jako Jan Paweł II, dokonał Andrzej Siedlecki. Sztukę tę K. Wojtyła napisał około 1960 roku pod pseudonimem Jawień. Używał ich kilka w tym czasie, podpisując nimi swą poezję i prozę.
W Adelajdzie wystawiano sztukę w dwóch ośrodkach: na Ottoway i w kościele Zmartwychwstania Pańskiego na Unley. Nie wiem, czy to za sprawą specyfiki naszego klimatu (wiadomo... City of Churches), czy rutyna akustyka sprawiły, że u nas pod tym względem nie było najmniejszego problemu. Jeżeli już o tym mowa, to jedynie para dzieci zachowywała się zbyt „akustycznie” co nie ułatwiało pracy aktorom.
A spektakl był pomyślany w formie... bardziej słuchowiska radiowego, niż widowiska teatralnego. Choć trzeba przyznać, że para aktorska mimiką i gestem dodawała ekspresji granym postaciom. Co więcej... kreowanie kilku ról nie było łatwym przedsięwzięciem dla aktorów, choć widzowie raczej nie mieli problemu z rozszyfrowaniem treści i sytuacji w sztuce.
Maggi, która siedziała tuż przy mnie szepnęła mi na ucho:
- ....oni to wszystko mają opanowane na pamięć.
Tak, choć oficjalnie była to wersja czytana jak wspomniałem na wstępie, przekaz tekstu świadczył o zaangażowaniu aktorskim w odtwarzane role.
Mocny, ekspresyjny głos Andrzeja Siedleckiego był jakby kontrastem subtelnej delikatności głosu Marty Kieć-Gubały, kreującej trzy role żeńskie. A wyczuwało się, że robiła to dokładnie tak jakby sobie życzył tego autor. Nie grała przecież „współczesnej kobiety wyzwolonej”, a role kobiet, żon, matek sprzed... 70, 60, czy 45-ciu lat.

Prapremiera tej sztuki w opracowaniu... właśnie A. Siedleckiego odbyła się w 1976 roku w... Los Angeles. Kilka lat później, w czasie powstania Solidarności sztuka pod artystycznym kierownictwem pana Andrzeja, aż do czasu wprowadzenia stanu wojenego w 1981 roku, grana była w kościele św. Anny w Warszawie.
Jest to zatem kontynuacja tradycji... trzecie wznowienie spektaklu przez A. Siedleckiego.

„...bo człowiek nie przetrwa w człowieku bez końca i nie wystarczy człowiek...” – to motto muzyczne rozpoczęło i kończyło spektakl. Sztuka ta, to medytacja na temat instytucji (dla jednych), sakramentu (dla drugich) małżeństwa. A ponieważ sacrum przewija się przez całość spektaklu więc obecność przedstawienia w kościele dopełnia tego klimatu...
- Dla mnie novum – powiedział Zen – pierwszy raz oglądałem sztukę o tematyce właściwie... świeckiej przedstawianą przy ołtarzu.
- Tak – zauważyła Maggi – nie wiem czy mała, kameralna salka nie tworzyłaby lepszego klimatu dla odebrania tego dramatu...
- Czyli co... brakuje atmosfery tamtych czasów do pełnego zrozumienia ? – zapytałem – a czy kościół nie jest jedyną ostoją, gdzie ciągle można przywołać miniony czas i sacrum wyczuwalne w tekście? A sam temat i problemy... są ciągle aktualne.

Wasz Chris

« Dzienniki - wrzesień I - 2005 | Strona główna | Dzienniki - wrzesień II - 2005 »