« Astronomia i grzyby - Felieton | Strona główna | Wybory - Felieton »

1 sierpnia 2005

Dzienniki - sierpień I - 2005

Całkiem przyjemnie i słonecznie.
Wczoraj spędziłem czas nad zatoką oceanu.

Fale leniwie rozlewały się na plaży, gdzie złocisty piasek płatami zasypany jest, wyschniętą roślinnością oceaniczną wyrzuconą na brzeg. Tak jak siano na łące, tak te morskie trawy zalegają piasek. Kiedy zacznie się sezon dzielnicowe służby oczyszczą teren dla chętnych plażowych uciech, których tu aż tak wielu nie ma.
Całe szczęście, że są na ogół bezwonne, bo często jest to dokuczliwy zapach.
Spacerowiczów niewielu, choć pogoda... marzenie na taką plażową wędrówkę.
Mogę tak iść kilometrami.
Spaceruję i na rozmyślenia mnie wzięło. Wspominam tych co już odeszli... i od razu przypomina mi się powiedzenie...
Ks. Twardowski tak zwykł mówić: Spieszmy się kochać ludzi bo szybko odchodzą.I dalej powiedział: ...nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście.

A fale powoli zalewają ciągle mokry piasek, tak bez wytchnienia dzień i noc, miesiącami, latami, wiekami, erami... różniąc się tylko intensywnością. I co ciekawe... nie tylko tu... to samo w Cape Town, Acapulco, czy w Ustce.

3 sierpnia 2005 (środa)

Zawitałem w moje ulubione tereny. A o wschodzie słońca wyjątkowo tu dziko, tajemniczo i romantycznie...

DD.JPG

Jestem na wstępnym etapie najnowszej książki Jerzego Pilcha pt. Miasto utrapienia.
Lubię jego prozę. Przeczytałem chyba trzy jego powieści. Facet tworzy klimat od samego początku i konsekwentnie go trzyma. Jedno co trochę mnie irytuje (jestem ciągle na początku) – zbyt manierycznie popisuje się swym kunsztem układania zdań... Składa je w ozdobniki z puentą, w humorystyczne sploty, stara się bawić językiem niewiele przy tym przekazując z treści. Próbuje zaimponować czytelnikowi elokwencją zdań. Tak, jest utalentowany, to widać, ale nie musi z uporem o tym ciągle nam przypominać. Z drugiej strony... to niezbywalne prawo autora do chwalenia się swym artyzmem plecenia słów w zdania... Oby nie stało się to nudne...
Ale początek dobry i idąc przykładem autora... za pierwsze 60 stron ode mnie... osiem i pół.

Prawie równocześnie czytałem... sagę rodu Bin Ladenów.
Dużo już znałem wcześniej,ale ten obszerny esej, rozwinął temat i przybliżył mi bardziej psychikę i mechanizmy wywierające wpływ na te czy inne sprawy. No i sama postać Osamy i sposób tworzenia się jego osobowości z młodego „świętego” poprzez największego terrorystę świata do legendarnego... „świętego”, przynajmniej dla dużej części świata arabskiego, i nie tylko... Imponuje on młodym (i starym) muzułmanom, tak w Iraku jak i w Pakistanie a nawet i w Australii, prawdopodobnie i, w Europie i, Ameryce...

5 sierpnia 2005 (piątek)

Uwaga! Warning! Achtung! Wnimanie!
Św. Krzysztof jeździ z Tobą tylko do 120 km/godz.
Przy większych prędkościach swoje miejsce oddaje św. Piotrowi!
mawsonlikes13.jpg

Takie ogłoszenie wpadło mi w ręce. Mnie to zwykle nie dotyczy. Czasami tylko wyjeżdżając poza miasto jadę trochę szybciej... ale zwykle trzymam się w tym limicie (św.Krzysztofa). U nas nie ma autobanów w rodzaju zachodnioniemieckich. Najszybciej jechałem przez krótki czas 180km/h. Ale wtedy jeszcze policja nie miała radarów w samochodach i nie namierzała jadących z przeciwka.

Oto co się właśnie dowiedziałem, a co może wkrótce być dla nas wszystkich bardzo istotne...
Rywalami ludzkiego mózgu, nie są komputery przetwarzające dane z taką szybkością, że człowiek może tylko pomarzyć, ale... sieci neuronowe, czyli połączone ze sobą komórki nerwowe, żywe lub syntetyczne.
Instalowane w komputerach wiele potrafią... a najważniejsze, że nie potrzebują programów. Same się uczą, wyciągają wnioski i podejmują decyzje. Naukowcy uważają, że już za kilkanaście lat przeniosą świadomość człowieka do sieci neurokomputera. I wtedy się zacznie... Mimo wszystko nie chcę dożyć czasów kiedy sztuczne inteligencje będą mi narzucać, co jest dla mnie dobre, a co nie...



8 sierpnia 2005 (poniedziałek)

Pogoda się znów zepsuła. A było tak przyjemnie i ciepło... Ale wiosna się rozkręca. Wspaniale kwitną drzewa migdałowe całe w białym kwiecie. Z kolei drzewa akacjowe (inne niż te w Polsce) całe w żółci.
Robi się naprawdę ładnie. Co prawda to tylko mały procent flory przejmuje się wiosną, reszta jest zielona na okrągło i kwitnie parę razy w roku.
Niestety... niezapominajki u nas nie kwitną. Nawet w maju, szkoda...
Resize of niezap19.jpg

Zaczęły się Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce. Codziennie siedzę przed telewizorem przez parę godzin. Ale to tylko przez tydzień, później znów zapomnę co to znaczy telewizor...


10 sierpnia 2005 (środa)

Zima wróciła, jest chłodno...
Ja i tak nie mam czasu. W pracy jestem bardzo zajęty (no może bez... bardzo) a później wykorzystuję każdą wolną chwilę na oglądanie mistrzostw lekkoatletyki z Helsinek. A i tam pogoda że lepiej nie mówić. Taka aura, temperatury... u nas nawet w zimę raczej się nie zdarzają.
Jak do tej pory największe wrażenie zrobiła na mnie (nie po raz pierwszy) szwedzka siedmioboistka Carolina Kluft. Ileż ta dziewczyna ma entuzjazmu, spontaniczności, wdzięku... no i jest niezrównaną mistrzynią.
Co jeszcze rzuca się w oczy ... Kraje... mmhm... państewka muzułmańskie na gwałt pozyskują mistrzów główie z Kenii i Etiopii i rosną w siłę w lekkoatletycznych zmaganiach. Takie kraje jak... Bahrajn czy Katar wcześniej nie liczące się w świecie wypływają na powierzchnię, dzięki płynącej pod spodem ropie naftowej. Nie trzeba zapomianać o jeszcze jednym zjawisku... muzułmanie rosną w siłę...a to dzięki cenom ropy. Teraz właśnie płaci się na świecie ponad... 65 dolarów amerykańskich za baryłkę! Jeszcze rok temu nikt by w to nie uwierzył!

12 sierpnia 2005 (piątek)

Ależ to moje miasto mnie zaskakuje. Tyle lat tu mieszkam, a ciągle wynajduję takie perełki do wędrówek, że „rozkłada mnie na łopatki”.
Zdaję sobie sprawę, że nie widziałem jeszcze wielu miejsc bo miasto powierzchniowo jest co najmniej, dwa razy większe od Warszawy i trudno poznać dokładnie. Ale to miejsce w którym jestem dzisiaj, jest tak urokliwe i słyszałem o nim wcześniej, a nigdy tu nie zawitałem. Dopiero dzisiaj. A dzisiaj... zrobiłem sobie „long weekend”. Mam dzień wolny od pracy.
Idę wzdłuż wzgórz ukazujących ciekawą fakturę skały w nieśmiałych promieniach słońca. A roślinność o tej porze roku ustraja się kwieciem. I tak żółto i biało dookoła, a szum wody dopełnia nastroju. Wartki strumień naszej głównej, miejskiej rzeki gdzieś tu rozpoczyna swą wędrówkę pod nazwą – Torrens River. Woda i ptaki tworzą kompozycję muzyczną, a kilometry ścieżek przeplatają się w wizualnej kompozycji geometrii przestrzennej.
Jestem tu po raz pierwszy... na pewno nie ostatni.

14 sierpnia 2005 (niedziela)

miastomale.jpg

Grywam w szachy... od lat z komputerem. To znaczy robię to raczej rzadko i nie przed monitorem, a z elektroniczną szachownicą z rozumem i wiedzą mistrza Kasparowa, który ją użyczył programistom.
Zdarzyło się raz, że wygrałem na poziomie trzecim. Wszystkich jest osiem.
Ale na ogół mam wpadki na poziomie pierwszym. No cóż... nie ta koncentracja.
Korzyść jest taka, że jak mi się znudzi to mogę się zamienić rolami i oddać moją beznadziejną sytuację komputerowi, a samemu przejąc stery korzystnego układu, czyli czarnych.
Żeby tak można było robić w codziennym życiu........

« Astronomia i grzyby - Felieton | Strona główna | Wybory - Felieton »