« Z szuflady (II) | Strona główna | Dzienniki - sierpień I - 2005 »

30 lipca 2005

Astronomia i grzyby - Felieton

Trochę ostatnio popadało. W ostatni weekend wybrałem się z Zenem na grzyby do pobliskiego lasu.

Lubię z nim chodzić po kniejach, bo wraz z natężeniem świeżego powietrza jego komórki mózgowe, czyli intelekt, gwałtownie pęcznieją i obdarzają świat wiedzą, której nigdy by normalnie nie udostępnił.
Tym razem ja zrobiłem pierwszy ruch…Błysnąłem przed Zenem swą wiedzą jak to nieświadomie poruszamy się w kosmosie, pokonując każdej minuty około 2000 kilometrów. Próbowałem go dalej oczarować moimi wiadomościami i szybko przeliczyłem to na dobę. Wyszło ponad 2,6 miliona kilometrów. Niewiarygodne?! – zaakcentowałem.
Zen ze wzruszeniem ramion powiedział:
- Phi, to już Kopernik wiedział; co do minuty obliczył obrót Ziemi wokół Słońca i prędkość bezwzględną by policzył, tylko mu papież robotę przerwał.
- Jak to przerwał? – zainteresowałem się.
- No wiesz, kiedy już po latach harówy…Czy ty sobie zdajesz sprawę jaka to ciężka i nudna robota, siedzieć tak całe zimne noce na strychu przy tym teleskopie i gapić się w niebo... A więc po latach harówy, liczył że przyjdzie czas, sławy i majątku. Inna sprawa, że tak źle mu się nie powodziło, bo już wtedy biskupem był…
- No dokończ wreszcie – wtrąciłem zniecierpliwiony.
- Przecież to ty mi nie dajesz – powiedział z wyrzutem tnąc kozikiem całą rodzinę maślaków – otóż zakończył przepisywanie z brudnopisu swoje dzieło: De revolutionibus orbium coelestium, co tłumaczone na nasze brzmi: O obrotach sfer niebieskich i wysłał przesyłkę ekspresową (czyli przez umyślnego) do Rzymu. Rzym wtedy wyrocznią był; to od Papieża zależało jak ci się kariera potoczy. Nie Noble, Harwardy, Oskary… jak dzisiaj. Po dwóch miesiącach, co jak na owe czasy było iście ekspresowym tempem, otrzymał wiadomość od papieża Pawła III. Pisał mu, że chciałby osobiście usłyszeć wykład i poznać Mikołaja. Kopernik szybko zamówił nowe szaty u toruńskiego krawca i podążył do Rzymu. Po oficjalnym wykładzie papież zawołał polskiego uczonego na stronę i w te słowa rzecze: Hej ty Nicholaus. Co mi tu będziesz ludziom w głowach mieszał. Czy chcesz zakończyć żywot na rożnie w charakterze… polish sausage? Bo trzeba wiedzieć, że papież też po angielsku spikał – wyjaśnił Zen. – Jego świątobliwość, ja trochę pomieszałem…Poprawkę z łaciny w seminarium miałem, stąd te błędy – szybko wyjaśniał Kopernik – Kiedy powrócę do siebie to, to wszystko przepiszę prawidłowo – zapewniał papieża. – No dobrze, daję ci szansę – powiedział Paweł III. Nicholaus Copernicus wrócił I zaszył się we Fromborku pod polskim nazwiskiem. I już mu spokój dali, bo nie bardzo wiedzieli jak to spelować.
- Jak to trzeba wiedzieć, kiedy się należy w porę wycofać – zauważyłem.
- Natomiast taki Giordano Bruno który to za Copernicusem i jego teorią się ujął, nie przeżył. Święte Oficjum rożno rozpaliło. I tak to jest jak się bez sensu karku nastawia – pouczał mnie Zen.

Nawet się nie obejrzeliśmy a nasze torby zapełniły się po brzegi maślakami a i rydzów sporo mieliśmy.

- A tego oszczędzę – powiedział Zen, odkładając kozik przy ostatnim maślaku.
- Jak papież Kopernika – dodałem.


Wasz Chris

« Z szuflady (II) | Strona główna | Dzienniki - sierpień I - 2005 »