« Dzienniki - lipiec I - 2005 | Strona główna | Dzienniki - Lipiec II - 2005 »

14 lipca 2005

Czas relaksu - Felieton

Czas zimowy to okres, kiedy aura nie zachęca do spędzania go na dworzu, ani nie sprzyja dłuższym wycieczkom, przynajmniej w naszej szerokości geograficznej.

A i dni krótsze, więc spędzamy je głównie w domu. Niektórzy potrafią godzinami namiętnie oglądać telewizję, my – to znaczy: Maggi, Zen i ja – do fanów programów telewizyjnych się nie zaliczamy, więc mamy czas na… lekturę, czyli czytanie książek. Bywa tak, że po przeczytaniu wymieniamy się nimi i jest o czym później podyskutować.
Tym razem “siedzimy w całkowicie odmiennych tematach” (jak mawiał sławny człowiek).
Wygląda na to, że ja mam najnudniejszą czyli nieciekawą książkę, bo nie biegam z nią do nikogo, nie przytaczam strof, wersetów, tak jak to czynią moi przyjaciele.
Czytam… Historię literatury polskiej Czesława Miłosza. Wbrew pozorom, książka interesująco napisana i nie nudzę się bynajmniej.
Jako ciekawostkę, przytoczę tylko pierwsze słowa zapisane po polsku, a pochodzące z XIII wieku - "Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj".
Tak zwracał się wieśniak do swej żony. Interesujące, jacy to opiekuńczy drzewiej bywali mężowie (?) w stosunku do swych białogłów. Takich smaczków mam w sumie niewiele w porównaniu z takim Zenem, który chłonie Kod Leonarda da Vinci i co rusz wpada do mnie z odkryciami pana Dana Browna, autora tej kontrowersyjnej książki. I zaczynają się gorące dyskusje, czy mistrz Leonardo znał “prawdę” i próbował ją przekazać potomnym w zakamuflowanej formie… A czy na obrazie Ostatnia wieczerza, młody apostoł to… Maria Magdalena, czy nie? A czy Jezus zrobił TO, o co go posądza autor, czy też nie…?
Pytania te dręczą Zena, a on dręczy mnie…
Nie rozumię tylko, dlaczego Leonardo da Vinci miał wiedzieć więcej niż my? W końcu żył tylko 500 lat przed nami. To ciągle ponad 1500 lat po narodzeniu Jezusa. Przy naszej współczesnej wiedzy i technologii poznawania, rzeczywistość pana da Vinci nawet z jego genialnym umysłem, była co nieco obskurancka.
Idąc tym tropem, również w twórczości Picassa można byłoby się doszukiwać śladów, wręcz klucza w rozwiązaniu zagadki… kosmitów, czyli istnienia ufoludków!
Przecież w jego malarstwie, nie trudno o skojarzenia tego typu… Wystarczyłby do tego średniozdolny pisarz. Ale Zen ma jeszcze większy problem…
Jego małżonka Maggi czyta… Frywolny świat Ady Sroczyńskiej. Jest to lektura zgoła odmienna od tego, co czytam ja i on. Maggi tak jest zafascynowana pikantnymi wierszykami, że postanowiła zacząć tłumaczyć je na język angielski… Zen z tego powodu czuje się nieswojo, bo Maggi co rusz wpada z frazami intymnej natury i nalega, aby Zen pomógł jej w tłumaczeniu. Ten nie bardzo rozumie, czy to jest aluzja ze strony Maggi, czy też naprawdę poczuła wenę tłumaczki…
Wczoraj znów przyszedł do mnie ze strofami do tłumaczenia:

“O! Tak…!
Tak mi rób!
Troszkę w tył
-więcej w przód.
Może jeszcze jeden krok
-ciut na prawo
więcej w bok…
Mały zakręt proponuję.
Taki taniec z tobą lubię!….”

- Nie wiem Kris, czy to jej naprawdę brakuje, czy… you know…? – zagadnął mnie Zen.
- Sprawdź – pouczałem go – sam sprawdź, przecież ja tego za ciebie robił nie będę…

A swoją drogą, to nie mogę się doczekać swojej kolejki do czytania tej lektury.
Nie ma jak zima… można sporo interesujących rzeczy poczytać.

Wasz Chris

« Dzienniki - lipiec I - 2005 | Strona główna | Dzienniki - Lipiec II - 2005 »