« Dzienniki - maj II - 2005 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec 1 - 2005 »

30 maja 2005

Jubel - Felieton

Nie tak dawno poruszałem temat pogrzebów w Australii, ze szczególnym uwzględnieniem pochówków w tradycji katolickiej. Po ostatnich wydarzeniach znów wypada do tematu powrócić.

Oglądaliśmy z Zenkiem migawki z uroczystości pogrzebowych komedianta, króla australijskiej telewizji – jak go tu nazywali - Grahama Kennedy’ego.
Lubiliśmy go obydwaj mimo jego często absurdalnych żartów i wygłupów i dość płytkiego humoru. Trzeba pamiętać, że zaczął on występować już w czasach pionierskiej telewizji, a wtedy były takie kanony. Później, te kanony… niewiele się zmieniły, ale to już inna sprawa.
Kennedy był też nie najgorszym aktorem i stworzył parę ciekawych ról, nie tylko komediowych.
Co by nie mówić, kiedy zobaczyliśmy wspomniany reportaż z uroczystości pogrzebowych… zatkało nas.
Na centralnym miejscu… estrady ustawiono trumnę, a za nią spory ekran z wyświetlanymi najabsurdalniejszymi popisami zmarłego. Pokazywano to na przemian ze skeczami na żywo, w wykonaniu jego żyjących kolegów w takim samym stylu. A widownia (tak, to była autentyczna widownia) rozbawiona do rozpuku, skręcała się ze śmiechu. Ludzie się wręcz pokładali z radości.
To był już nie pogrzeb na prędce przerobiony na kabaret, to był zwykły… jubel. Bez smaku, bez jakiegokolwiek poszanowania odchodzącego Człowieka…
- Ja rozumię że on mógł być ateistą, czy nie praktykującym, ale był człowiekiem – podkreślił Zen.
- On był przede wszystkim c z ł o w i e k i e m – dodałem. – I należało mu oddać cześć jako takiemu.
Ktoś powie był komediantem, to po śmierci w ten sposób mu oddano hołd. Dobrze, nie miałbym nic na przeciwko jeżeli zrobiono by to w najbliższy weekend po pogrzebie, organizując galą ku jego pamięci z kwestą na jakiś szczytny cel, proszę bardzo…
- Bo idąc wyznaczonym torem, na pogrzebie znanej prostytutki należałoby ustawić wielkie łóżko i uskutecznić orgię kopulacyjną – zauważył Zen.
- A żegnając sławną aktorkę porno, oglądać przy trumnie najbardziej wyuzdane fragmenty z jej repertuaru – dodałem sarkastycznie.
- Po co było zamykać trumnę? Czyż nie lepiej byłoby usadzić Go w niej z cygarem w ustach, niechby i On się pośmiał… – podsumował Zen.
Byliśmy z Zenem zdegustowani, że nie było ani jedego “normalnego” wśród organizatorów aby zmienić character tej uroczystości. Czy to miał być jeszcze jeden chwyt medialny.
Zawsze twierdzę, że generalnie Aussies bez tradycji są ułomni i nigdy nie wiedzą, co do czego pasuje. Ten epizod mnie jeszcze bardziej w tym przekonaniu utwierdził. Niektórzy tłumaczą to, bezceremonialnym luzem, a to wychodzi po prostu brak wychowania w jakiejkolwiek tradycji lub całkowite jej zarzucenie.
Pomijam naszą polską tradycję opartą na katolicyzmie. Spoglądam szerzej, z pozycji nabytej przez białego człowieka wielowiekowej kultury i tradycji o korzeniach chrześcijańskich. I co, nic… pustynia.
Kiedyś czytałem, że za homo sapiens zaczęto uważać praludzi którzy z uszanowaniem zaczęli grzebać swych zmarłych.
Czyżbyśmy się aż tak głęboko cofnęli?

Wasz Chris

« Dzienniki - maj II - 2005 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec 1 - 2005 »