« Z szuflady (I) - Liryki | Strona główna | Dzienniki - kwiecień II - 2005 »

15 kwietnia 2005

Użytek wewnętrzny - Felieton

Tak sobie siedzimy z Zenkiem w zaciszu backyardu pod drzewem eukaliptusowym ze skrzeczącą białą papugą na gałęzi i użalamy się nad losem dzisiejszych działaczy polonijnych.

Taki aktywista to ma teraz bardzo ciężkie życie. Nie to co kiedyś. Dawniej było wiadomo z góry z kim się ma do czynienia, co należy robić a czego unikać. A więc, każdy szanujący się działacz bezwzględnie przestrzegał regułę brzmiącą: progu ambasady czy konsulatu PRL-u, nie należy przekraczać. Koniec kropka! Bali się tych progów jak diabeł święconej wody. I było wszystko jasne, ci co tam wchodzili byli be, reszta omijająca te przybytki – cacy. Z polskich czynników rządowych na ogół nikt prawie nie przyjeżdżał,a jeżeli się to już zdarzyło, to organizowało się demonstrację i jeszcze mógł się człowiek w telewizji zobaczyć.
Jeżeli pojawił się jakiś działacz niepodległościowy czyli opozycyjny, antykomunistyczny przedstawiciel środowisk twórczych, to organizowało się akademię i manifestowało patriotyzm. Dotyczyło to również kabarecistów którzy trzymali swoją linię polityczną jak: Pietrzak czy Fedorowicz. Działacze prasowali flagi narodowe, przypinali znaczki Solidarności i zamawiali msze za ojczyznę.

A teraz… wszystko się wymieszało, przemalowało, podkolorowało lub wyblakło. Nie ma już typowej czerni i bieli. Są bladoróżowi, zielonoczarni, żółtopomarańczowi a najwięcej szarych… Jest jeszcze jedna, spora grupa, s e z o n o w o podkolorowanych. Kiedyś byli mocno czerwoni, teraz przybrali kolory narodowe, niektórzy reprezentują nawet watykański błękit. Są też tacy co pocieli polską flagę na pasemka, dodali gwiazdek w górnym rogu i są proamerykańscy. To wszystko z podstawowego koloru – czerwieni.
Problem w tym że są to ludzie wybrani w wolnej Polsce w demokratycznych wyborach. I tacy przyjeżdżają teraz w delegacjach parlamentarno-rządowych.
I tu zaczyna się dylemat działacza polonijnego, bo problem ten dotyczy całej światowej polonii. Co z tym fantem zrobić? Wyjść do niego z pomidorami i jajkami, czy przymknąć oko udając chwilową amnezję i przywitać go jako przedstawiciela narodu…
A niestety, sezonowo ufarbowanych jest w polskich władzach, tak w rządzie jak i parlamencie cała masa. Masa kiedyś rozpalona do czerwoności, teraz co najwyżej z różowym zafarbem. Długo rozważaliśmy wszystkie za i przeciw w tej trudnej dyskusji.
Po paru piwach i ten problem z Zenkiem rozwiązaliśmy.
Otóż proponujemy działaczom polonijnym aby wystosowali listy otwarte do społeczeństwa polskiego z prośbą, aby wybierano na te stołki ludzi UCZCIWYCH z przejrzystym życiorysem. A jeżeli już naprawdę muszą wybrać sobie przedstawicieli niewiadomego chowu czy z podejrzanym rodowodem, to niech to będzie z zastrzeżeniem: tylko do użytku wewnętrznego. Bez prawa reprezentowania kraju poza jego granicami.
- Na taką ugodę możemy iść – stwierdził Zen, podsumowując naszą debatę
- To tak jak w piłce nożnej, w krajowej lidze niech sobie gra jak już tak koniecznie chcą go oglądać, ale od reprezentacji mu wara – dodałem.
- Niech nam tu farbowanych lisów, czy kameleonów nie podsyłają – zaprotestował Zen.


Wasz Chris

« Z szuflady (I) - Liryki | Strona główna | Dzienniki - kwiecień II - 2005 »