« Dzienniki - kwiecień I - 2005 | Strona główna | Użytek wewnętrzny - Felieton »

15 kwietnia 2005

Z szuflady (I) - Liryki

Mam mały regał a w nim szuflady. Jedna z nich to szuflada literacka.

W niej to zbieram rzeczy napisane przez siebie, choć nie tylko, korespondencję dotyczącą tegoż i parę nieskończonych projektów lirycznych.
Tuż pod nią znajduje się szuflada malarska. Tu jeszcze więcej nie zrealizowanych projektów, materiały graficzne, rysunki i mój jedyny (drugi w trakcie) “olej”.
Powyżej natomiast są jeszcze dwie szuflady. Sąsiedzka literackiej - “turystyczna”, jest najcięższa. Wypchana mapami regionów, planami miast, folderami z całego świata, widokówkami i broszurami sieci moteli i hoteli.
Nad nią również wypełniona – szuflada muzyczna. Stare i zapasowe struny gitarowe wymieszane z kablami (to z czasów kiedy używałem keyboard, gitarę elektryczną i basową), parę kaset “studyjnych”, oraz pełno szpargałów muzycznych.
Postanowiłem ulżyć trochę szufladzie literackiej i wystawiam na światło dzienne kilka wierszy napisanych już dość dawno.
Oto one:

ILLYARRIE2 (2).jpg


Słowo pisane

Na papierowym ścinku
słowo przysiadło,
bez specjalnego sensu
ot tak,
wyrwane z kontekstu.

Pisane czyjąś ręką
kiedyś znaczenie miało
tworzyło myśl,
być może nawet prawo.

Może gorącym
wyznaniem było
czy w wierszu metaforą,
tworzyło informację
było życia buforem.

Dzisiaj nic nie znaczący
atramentowy wytwór,
czeka go przyszłość gorzka
najpewniej na śmietniku.

....... MARCH 2000


Krótki przegląd cywilizacyjny.

Wcześniej… było mało.
Dopiero epoka pary i stali
wzniosła nas ku wyżynom
na ramionach dwupłatowca.
Rozkapryszony Paryż
z nadętym Londynem
jeszcze rządziły światem.
Filozofie gęstniały potem,
a impresjoniści na dobre
wywijali kankana z techniką.
Masowy pomór
nie zraził pędu naprzód.
Ze smrodem spalin
dumnie wjechano
w wiek technologiczny.
Kiedy się wydawało...
- wszystko już znamy,
cybernetyka nas zjadła z kretesem.
Wielkie wyprawy zaczęliśmy od Łajki,
w międzyczasie:
“ludzie ludziom zgotowali ten los”,
co najmniej dwa razy,
odrzucając przymiotnik “światowa”
przyznamy że wielokrotnie.
Go west - świętowało
sezamem walorów, niespodzianek
a cuda Manhattanu zapierały dech.
Proletariusze wszystkich krajów
zaczęli łączyć się,
a wyprzedzili ich wszyscy inni.
Zintegrował się cały glob…
w oczekiwaniu na Armagedon,
choć głodu nie zlikwidowano.
Tylko pozornie technologia
panować będzie w następnym wieku,
z tronu wysadzi ją
cywilizacja wszechwymiarowa.
Podstawowe: trzy czy cztery,
zmultiplikują się.
Jak łatwo już wejść
w przestrzeń wirtualną.
Będziemy wpływać w ortogonalną…
homo sapiens kilku gatunków,
bizarre - jak mawiają lwy Albionu.
Tradycyjny sposób życia
i model rodziny,
obejrzymy na starych filmach
z ubiegłego wieku,
słowa: romans, miłość, wierność,
wyginą prawie…
Archaizmy te, spotykać się będzie
w ubogich regionach.
Tam wszystko jeszcze będzie proste:
dziewczyna - chłopak,
ojciec - matka, czyli mąż i żona,
tudzież dziadkowie i babcie.
Tak bardzo zróżnicowani płcią i wiekiem.
U nas będzie wszystko inaczej…
żyć, podróżować, kochać - inaczej.
Spora grupa dziwaków
nawoływać będzie do źródeł,
do korzeni…
nikt nie znajdzie już drogi powrotnej,
ani znać nie będzie,
starego znaczenia słowa: szczęście…
Niektórzy, będą jeszcze maciczni,
ale ukryją ten fakt.
Zdarzą się jeszcze dziewiczy
bez wszczepionych czipów,
...to będzie widać,
nie dorównają faszerowanym.
No, ale to luksus.
Ci, w pełni zaszczepieni
czipami zdrowia, rozumu i ciała,
osiągną pełnię happinesu -
kiedyś rajem nazywanym.
Wcześniej… było mało.

......... kwiecień 2002


Dragon

Dragon w czerwieni
miota się wokoło
strasząc złocistami językami ognia
unoszony na nogach drewnianych
udając me-ksy-kań-ską fa-lę ,
pręży się i wypina wschodnim rytuałem.

To nie etos - to bajka,
igraszka okraszona harmidrem dzwoneczków, cymbałków tudzież piszczałek.
Jak gdyby tuziny lajkoników
smoka wawelskiego udawać poczęły.
Te zaś zbyt poważne i niemrawe
z sarmackim wąsem nijak do festynu tego nie pasują.
Nie mówiąc już o smoku.

Dragon - to wszystko
co najlepsze u człowieka Wschodu:
przebiegłość,
dynamika,
koloryt.
I grzeczność, drapieżność zarazem
waleczność i dzikość w ugładzie.

Smok wawelski - to
Stańczyk i Rejtan, stopieni w monolit.
Obydwaj -
smutni, przegrani, szarzy i zgorzkniali.
Tragiczni, jak dzieje smoczej jamy…

........... luty 2002


Rodzinne miasto
(parafraza na wiersz Z. Herberta pod tym samym tytułem)

W mieście do którego
nie chcę wrócić
a serce nie boli
bo nie chce tam być,
pioruny nie biją
i życie toczy się normalnie,
wręcz monotonie
czasem tylko groźnie.

Właściwie nie wiem,
czy serce mojego miasta
ciągle bije,
instynkt podpowiada:
nie powątpiewaj !

........... MAY 2000

Silna wola…

Nocne słowo
dane mocą
własnego postanowienia
rozstapia o świcie
swą konsystencję,
lewitując
zamiera w obliczu światła
- świadka koronnego,
blaknie wraz z cieniem
pełznie, by dogorywać
niemocą.
Znów nadchodzi noc…
nocne słowo…

........... pażdziernik 2001

Nowe pokolenie

Miłości zaczyn
z łóżka namiętyzmu,
dławi się codziennością.
I chełpi
nadmiarem plastawodu.
Termowizją zgoła oślepiony
oczami martwymi
połyka bestsellery.

Kontemplując
tysięczną teorię życia,
zamyka całą przeszłość
w pudełku światłowodów.
Oczekując na Big-bang
kolejny…
aby się odrodzić.

........... lipiec 2001

Puszcza Kozienicka

na skraju chaszczy
gajówka
welonem jeżyn otulona
echem niesiona
to ona
a oczy, usta i nos
przecinka wąska
w leśny abisal wchłania
do Cisku wiedzie, gdzie
królewską drogą
z ostrogą
srogą
jagiellońskiej dynastii koń
kopytem ubił trakt
ruczaj źródlanej toni
migocze świetliście
mgliście
liście
tuż przy malinach rosochatych
na mokradłach torfowiska
niezapominajki i konwalie
rozsiadły się w zastępach
ostępach
kępach
wśród sosen z koroną w niebie
bomb niemieckich leje
ściółką igliwia pokryte
obok króluje leszczyna
dalej olszyna
szyna
na polanie
tartaczne wózki wąskotorówki
tory prowadzą donikąd
w oddali zawodzą sroki
godowe toki
uroki
duch puszczy na mchach
zielonych ucztuje
to znów na pagórkach
we wrzosie się grzeje
nie opuszcza swych pokoi
ni koi
ostoi
zapach sączonej żywicy wchłania
oczy i uszy i nos
jak kos
na głos


..............Oct 2003

Mrówy

Bezsensowność ?…
- wszystko
pomiotem przyczyny,
- ziarna
nabierają smaku dobrego wina
z czasem
- łany
po prostu kwaśnieją.

Sens rozumienia,
świątynia logiki
której nie sposób się wyrzec.
Zuchwałe ludomrówy
polecą na obce podwórka,
a niektóre nawet za rzekę
do wyschniętego lasu,
aby tam doświadczyć losu Hioba.

Supermrówy,
dla których filmy z Bogartem
i teksty Szekspira,
są niczym zrozumiałym,
zdziwieniem przyjmują
“duchową strawę”.

Parę z nich
było w kinie i w teatrze,
nikt im nie uwierzył,
a one niczym neandertalczyk
nie chłoneły muz.
Wiele z nich było w kościele
co jeszcze bardziej
utwierdziło dziwaczność
wszechświata.

Był moment…
one tak blisko…
szczególnie w walce wręcz
i budowie kopców grobowych.
Przyszedł czas
wprowadzono czołgi,
zaczęto grobowce murować
- ogniwo pękło.


........... grudzień 2001



Przemiany

Moja kraina
dojrzewała
strączkiem grochu
hodowanym
na parapecie.

Mój krajobraz
nie tak zmienny
kiedym
gnał na biegunach
drewnianego rumaka.

Na starą chabetę
i zielsko
wyrosły symbole.
Ja ciągle szukam
nowych krain
i krajobrazów.


............. MARCH 2000

BURZA

Burza nadchodzi;
skłębione powłoki granatowych
poduszek kołysanych na wietrze,
z zasłoną ciemnego atłasu kryją
ostatnie fragmenty błękitu,
wtem nagły piorun rozszarpał niebo
grzmotem potwierdza swoje nadejście.

Burza nadchodzi;
jeszcze łagodna w powiewie i chłodzie,
ciężkie jak dzbany pierwsze krople deszczu,
jeszcze z umiarem schładza wir powietrza,
dając świeżości alegorię błędną,
jeszcze w porywach nie taka okrutna,
rozkołysała drzewa dookoła.

I oto jest;
z całym bezładem swego rozpasania,
dmie grozy miechem, smaga i powala,
błyskawic głowni łuną rozpalona,
dudni i ryczy jak olbrzym gdy kona,
wodospad deszczu milionem strumieni,
biczuje wszystko co skłania się ziemi.

Ciągle się jeszcze srodze nadyma,
pożogą błyskawic straszy,
grzmoty w oddali z echem zawodzą,
deszczyk już tylko kropi.
Jeszcze gdzieniegdzie wichrem zawyje,
odkryje kosmyk błękitu,
otuli swędem pogorzeliska,
tak, to umiera żywioł…

..................MARCH 1998

swtgum1 (1).jpg


« Dzienniki - kwiecień I - 2005 | Strona główna | Użytek wewnętrzny - Felieton »