« Wolontariusz - felieton | Strona główna | Z szuflady (I) - Liryki »

1 kwietnia 2005

Dzienniki - kwiecień I - 2005

Polska nauka wiedzie prym na świecie!

Oczywiście primaaprilisowy żart. Właśnie czytałem, że na liście 500 (!) najlepszych uniwersytetów świata są tylko dwa polskie i to pod koniec (w czwartej setce).
Na liście stu najlepszych europejskich – nie ma żadnej polskiej uczelni!
Kiepska rzeczywistość a i przyszłość niebogata. Żadna reforma szkolnictwa tego nie zmieni
Jak mówią, taki Einstein nie miałby szans na posadę na polskiej alma mater. Po prostu, nie pasuje do wizerunku polskiego pracownika naukowego. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, tylko sposób pracy.
Potrzeba zmienić mentalność i podejście do tematu: nauka.

U nas grzeje w najlepsze – wczoraj 32°, dziś 36, jutro to samo...


4 kwietnia 2005 (poniedziałek)

Stało się... Wczoraj rano (naszego czasu) odszedł od nas na zasłużony odpoczynek Papież, aby złączyć się z tak ukochanym przez Niego Bogiem.
!cid_000801c53a3c$a922dc10$0401a8c0@MARIA.jpg

Dla nas jest to tajemnicą – On już wie jak TAM jest...
Nie sposób słowem ogarnąć jego postać. Dopóki rozważało się poszczególne fragmenty jego życia było łatwiej, teraz po śmierci: nie umiem tego Wielkiego, Uduchowionego Człowieka opisać w dwóch zdaniach. Śmierć spodziewana, a jakże wielką wyrwę uczyniła. Odejście tego Wielkiego Polaka zamyka całą epokę w dziejach Kościoła, Polski, Europy a i całego świata. Nie było takiego przed Nim i prawdopodobnie już nie będzie.
Możemy być tylko dumni że wywodził się z naszego narodu. I co najważniejsze – że byliśmy świadkami jego nadzwyczajnego (a jednocześnie, tak zwykłego) życia. Jest to naszym szczęściem. Nie wielu było to dane i pewnie do końca nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Odszedł człowiek nie mający swojej rodziny – a osierocił miliony.
Na zawsze pozostanie w sercu (już teraz w pełnym tego słowa znaczeniu) nasz Ojciec Święty.

Załączam piękny wiersz Karola Wojtyły (Jana Pawła II) który doskonale obrazuje jego myśli i duszę.

Do zakopiańskiej sosny

Gdzie winnice, gdzie wonne pomarańcze rosną
Ty, domowy mój prostaku - zakopiańska sosno.
Od matki i sióstr oderwana rodu.
Stoisz siostro, pośród cudzego ogrodu.

Jakże tu miłym jesteś gościem memu oku.
Bowiem oboje doświadczamy jednego wyroku.
I mnie także przeniosła pielgrzymka daleka.
I mnie w cudzej ziemi, czas życia ucieka.

Czemuś? choć cię starania czule otoczyły.
Nie rozwinęłaś wzrostu, utrąciłaś siły?
Masz tu wcześniej i słońce i rosy wiośniane.
A przecież twe gałązki bledną pochylone.

Więdniesz? Usychasz? Smutnaś?
wśród kwiecia i gwaru ptaszyny?
Nie ma dla ciebie życia? bo nie ma Ojczyzny.
Drzewo Wierne!!!

Nie zniesiesz wygnania, tęsknoty?
Jeszcze trochę jesiennej i zimowej słoty?
A padniesz - martwa?
Obca ziemia cię pogrzebie ... Drzewo Moje!
Czy będę szczęśliwszy od ciebie?

Podobno sosna ta została ofiarowana Papieżowi na początku Jego pontyfikatu przez pielgrzymów z Zakopanego i posadzona w ogrodzie watykańskim, gdzie uschła.


6 kwietnia 2005 (środa)

Pogoda wspaniała. Australia powoli przechodzi do normalności po śmierci Papieża. Nie było tu dni żałoby, tylko telewizja i inne media podają więcej informacji na ten temat. Wielu ludzi ze wzruszeniem ramion przyjęło tę wiadomość. Zdecydowana większość jednak doceniła właściwie jego życie i działalność.

Jestem na etapie wymiany najstarszego komputera. Ten który używam codziennie w domu dostanie tylko upgrade.
Zakładam domowy broadband tak, że z każdego miejsca w domu będzie można być podłączonym do internetu i to kilkoma komputerami.
Technologia wręcz nas zalewa. Jeszcze parę lat temu firmy taka jak nasza wyprzedawały pracownikom za pół darmo nie używane komputery. Teraz już tego nie robią bo nikt nie chciałby tego wziąć. Stoją w kącie magazynu na paletach sterty modeli na wcześniejszej emeryturze.
Wyroby elektroniczne gwałtownie tanieją i królują w domach i biurach. Piszę o tym, bo właśnie w pracy otrzymałem nowiutki H&P z ekranem LCD.

8 kwietnia 2005 (piątek)

Dzień który przejdzie do annałów rodu ludzkiego.
Dzisiaj na całym świecie ludzie pożegnają ciało Jana Pawła drugiego. Tylko ciało bo duch jego pozostanie w nas na zawsze. Nigdy jeszcze w dziejach nie było takiego pogrzebu jaki będzie dzisiaj. I to nie tylko w Watykanie. Ludzie na całym świecie zbiorą się na uroczystościach związanych z pożegnaniem Papieża. U nas w mieście na stadionie sportowym do południa odbędzie się msza (moja rodzina będzie w niej uczestniczyć), a po południu trzy kanały telewizyjne przekażą bezpośrednią transmisję z Watykanu. Nawet dyrekcja firmy gdzie pracuję, zwróciła się uroczystym apelem w elektronicznej gazetce o chwile ciszy poświęconej pamięci Papieża, który tyle dobrego zrobił dla świata, tak w formie duchowej jak i fizycznej.
Zastanawiam się kto będzie po nim. Myślę że nikt z USA, ani nasz jedyny kandydat - kardynał Pell - nie wchodzi w rachubę, jak również europejczycy – oczywiście wyłączając Włochów. Ale duże szanse mają Afrykanie i kardynałowie z południowej Ameryki. Na Azję też nie wskazuję, choć nigdy z tym nie wiadomo. Zobaczymy. Kogo nie wybiorą będzie miał niełatwy start na tym ziemskim padole niesprawiedliwości i nieszczęść.

11 kwietnia 2005 (poniedziałek)

Ciągle ciepło ale już nie gorąco jak było jeszcze w sobotę. W piątkowej mszy na stadionie w naszym mieście uczestniczyło 13 tysięcy ludzi, co było największym zgromadzeniem religijnym od czasu wizyty Papieża w 1986 roku. Może na milionowe miasto to niewiele, ale uwzględniając, że to normalny dzień pracy i wieloreligijność (głównie bezreligijność) społeczności australijskiej to sporo.
Świat przeszedł do codzienności, ja też.

W sobotę na party u znajomych oddawałem się urokom alkoholi i polskich kobiet. Nie ma jak polskie dziewczyny! Elegancja i zadbanie - co niestety nie zawsze idzie w parze u australijek – domena naszych emigrantek, poza szykiem cechuje je jeszcze mądrość, zaradność, ciepło... itd, itp.

13 kwietnia 2005 (środa)

Gdy byłoby tak ciepło przez cały rok to też znudziłoby się. Szczerze mówiąc już tęsknię za jakąś zmianą. Codzienna ta sama monotonia – jednostajne ciepło, wręcz gorąco. A mnie brak energii. Ciekawe co powiedziałby taki eskimos, który ma codziennie zimno?
Czy też narzekałby na brak zmian?
Mój znajomy pracował kiedyś jako nauczyciel w centrum Australii przez trzy lata. Opowiadał w formie anegdoty, że przez ten czas zapomniał co to długie spodnie i skarpetki...
Tak jak ja prawie od pół roku, o koszuli z długim rękawem. No może, raz czy dwa założyłem na siebie...

W pracy jestem zaganiany. Taki Prime Minister naobiecuje, a później trzeba się zrywać żeby wykonać plan. Całe szczęście, że to nie plan sześcioletni tylko parodniowa gonitwa z czasem.
Przeżyję i to...

15 kwietnia 2005 (piątek)

Wykrakałem. Zrobiło się zimno...
Dzisiaj wielkie przenosiny. Zmieniam adres urzędowania w pracy. Znów przeprowadzam się w okolice gdzie ponad rok temu pracowałem. Teraz mam nadzieję pozostać tam trochę dłużej. Okolica piękna. Spokój, cisza i widoki z okna kojące. Dzielę wielki pokój z innym inżynierem. Pracujemy nad całkiem innymi problemami. Mówię, pracujemy – naprawdę czuję się tu jak na wczasach we współczesnym motelu. Przytulne i zarazem nowoczesne budyneczki wciśnięte w naturalny park, przylegające do zalewu. Kompletna wolność i do tego lodówka zaopatrzona, i tu uwaga – zaczyna się jak opowieść biblijna – w mocniejsze trunki do swobodnego użycia. Jest jeden warunek – dopiero po piątej (coś jak z Ewą i wężem) i nie przy biurku, tylko w głównym hallu wśród palm i innych krzewów rosnących tam w atrium. Oczywiście o lodówkę dba firma. Są i owoce do dyspozycji pracowników. W sumie pracuje tu nas parę osób, a ponieważ macierzysta firma jest gdzie jest, więc co najmniej raz dziennie muszę wskoczyć w samochód i przyjechać na zebranie czy konsultacje z produkcją.
Obawiam się, że z lodówki za często nie będę korzystać, bo nie chce mi się siedzieć długo w pracy.
Ale dziś na inauguracji posiedzę...
Swoją drogą, to mimo (a może właśnie dlatego) bliskości przyrody, w tym otoczeniu czuję się głęboko zakorzeniony w XXI wieku.
Hi-tech osadzone w naturze.
Dobrze się komponuje.

« Wolontariusz - felieton | Strona główna | Z szuflady (I) - Liryki »