« Psychoświat - felieton | Strona główna | Wolontariusz - felieton »

15 marca 2005

Dzienniki - marzec II - 2005

Idę na koncert... Właśnie kupiłem bilet na koncert grupy Jethro Tull.

Występ dopiero w maju, ale już sporo biletów sprzedanych, choć najlepsze lata kariery mają już dawno za sobą. Ciągle potrafią jeszcze zapełnić sale koncertowe koneserami swojej sztuki.
Czy idę to też znak zapytania... Mógłbym śmiało powiedzieć: do trzech razy sztuka!
To już po raz trzeci mam bilety na koncert mojej ulubionej grupy angielskiego rocka, a jeszcze przyjemności oglądania ich na żywo nie miałem.
Po raz pierwszy – zakupiłem bilet 20 lat temu, ale zespół odwołał koncerty ze względu na podejrzewanego raka gardła lidera: Iana Andersona.
Drugi raz – 14 lat temu, zamiast na sali koncertowej wylądowałem na sali porodowej, gdzie uczestniczyłem w narodzinach mojego dziecka i nie w głowie były mi koncerty.
No i teraz jest ten trzeci raz. Zobaczymy... co wypadnie teraz.

17 marca 2005 (czwartek)

Zimno. Nieprzyjemny wiatr daje się we znaki. To już jesień...
Wczoraj zaplanowałem nasz następny urlop. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia lecimy na Tasmanię. Tam bierzemy samochód i przez 12 dni będziemy zwiedzać, przy okazji odwiedzimy naszych przyjaciół. Wyspa ma tyle uroku i atrakcji, że nudzić się nie będziemy. Oby się nie nadziać na diabła tasmańskiego. Choć jak mówią: nie taki diabeł straszny jak go malują. W sumie przyjemne zwierzątko o nieprzyjemnym wyrazie mordki.
Wydrukowałem już grubą książkę materiałów turystycznych o Tasmanii. Ponieważ tam jest zwykle chłodniej niż u nas, termin poświąteczny będzie w sam raz. Co najważniejsze, rodzina przyjęła ten pomysł z zadowoleniem.
drzewo5 (1).jpg

Ale póki co, święta wielkanocne za pasem...


19 marca 2005 (sobota)

Pogoda piękna. Miasto aż huczy (dosłownie) z emocji. W centrum odbywają się właśnie doroczne wyścigi ośmiocylindrowych samochodów w wersji turystycznej. Dziś i jutro – apogeum imprezy. Dziesiątki tysięcy ludzi słono płaci aby zobaczyć wyścig między lokalnymi producentami tych aut – Ford i Holden rywalizują między sobą. Zawody te wzbudzają więcej emocji, niż parę lat temu Formuła 1. Chyba dlatego, że Fordem czy Holdenem jeździ lub jeździł każdy z nas (no, może nie każdy ośmiocylindrowym – ja w każdym razie nie), a McLarenem czy Ferrari formuły pierwszej – nikt.
W mieście jak w Rio w czasie karnawału – nocne imprezy na ulicach, tysiące gości z innych stanów. Hotele (te z wyszynkiem) i restauracje wypełnione. Właśnie i ja spędzam dzisiejszy wieczór w „italiańskiej” restauracji na imprezie urodzinowej siostrzenicy – 21 lat – piękny wiek...
Dużo jeżdżę. Tak sobie liczę, że dzisiaj zrobię 150 kilometrów choć nigdzie poza miasto nie wybieram się. Odległości...


21 marca 2005 (poniedziałek)

Jeszcze 4 dni i święta. Atmosfera festiwalu automobilowego wygasa. Wczoraj odbył się ostatni wyścig. Skończyło się ostatnie party. Dziś odblokowują część ulic zamkniętych na tę okazję przez parę dni.
W niedzielę odpoczywałem po sobotnim party. Większość dnia na powietrzu. W taką pogodę grzech siedzieć w domu. Robiłem małe wprawki malarskie farbami akrylowymi. Malowałem na drewnie, całkiem ciekawe efekty...

23 marca 2005 (środa)

Wychodzę rano z domu a olbrzymia palma od sąsiada z naprzeciwka pozdrawia mnie machając ramionami na tle granatowego, pogodnego nieba. Mnie z miejsca przypomina się sceneria z Iraku, kiedy po raz pierwszy przyszło mi obcować z takim krajobrazem wiele lat temu. Z małą różnicą, wtedy to wszystko było mi tak obce, tajemnicze, teraz jest mi swojskie wręcz... rodzinne.
Mieszkam już na tej ulicy ponad 10 lat. Widziałem od początku jak powstawała, kiedy zakupiłem działkę budowlaną.
Śmieszne – przypominam sobie, że aby stać się właścicielem działki w tym rejonie trzeba było... zapisać się i brać udział w losowaniu. Taki był wtedy popyt na tę okolicę.
Jestem jednym z niewielu którzy przez ten okres czasu nie zmienili adresu. Aussies mają to do siebie że często zmieniają miejsce zamieszkania z byle przyczyny. Niektóre domy na ulicy sprzedawane były już po trzy razy. Ostatnio - głównie na koniunkturę. Ceny poszły sporo do góry, ale nie wystarczy sprzedać, trzeba przecież gdzieś mieszkać. Często kupują nowy plac i znów budują. Znam paru, którzy na tym nieźle prosperują. Czasem ludzie dostają ofertę pracy w innym miejscu - stanie, mieście, czy innej dzielnicy. Przy odległości ponad 60 kilometrów między południowymi dzielnicami miasta a północnymi, to już powód do przeprowadzki. Oczywiście, najlepiej wychodzą na tym agenci nieruchomości których jest tu zatrzęsienie.
Po wieloletnim obcowaniu z takim podejściem śmieszą mnie polskie narzekania, że nie będzie jeden z drugim 30 kilometrów do pracy dojeżdżał albo, że się nie przeprowadzi w celu otrzymania pracy... BO TO SIE NIE OPŁACA!


25 marca 2005 (Wielki piątek)

Dzień wyciszenia...
Pogoda piękna, idę podziwiając otaczającą mnie zieleń. Mostek aż skrzy się w promieniach porannego słońca.
most2 (2).jpg

Po raz drugi w życiu przymierzam się do malowania olejami. Pierwszy raz malowałem fragment otaczającego mnie krajobrazu, teraz biorę się za native kwiaty. Przygotowałem już płótno ze wstępnym szkicem i chłonę fachową literaturę na ten temat. Oto parę ciekawostek:
- Po raz pierwszy farby olejne użyto we Flandrii w XIV wieku. Jednym z bardziej znanych pionierów był flamandzki malarz van Eyck.
- Zanim pojawiły się farby olejne malowano temperą zmieszaną z jajkiem i klejem. Od piętnastego wieku zaczęto malować w pozycji pionowej. Do tego czasu robiono to „na płasko”.
- Leonardo da Vinci namalował Mona Lisę na desce.
- Pierwsza martwa natura powstała w 1596 roku spod pędzla Caraviaggio. Kwiaty, też należą do tzw. martwej natury. I tyle teorii, a teraz za pędzel i do dzieła...
Aha, przypomniałem sobie odpowiedź znanego myśliciela, księdza profesora Wł. Sedlaka na twierdzenia księdza Paciaka – artysty malarza o powołaniu malarzy: „Nie pieprz Paciak, malarstwo to uboczny skutek grzechu pierworodnego i na szczęście przeszedł nie na wszystkich, bo życie świata szlag by trafił...”

27 marca 2005 (niedziela)

Wielkanoc spędzamy rodzinnie jak zwykle. Sobota - święcenie według polskiej tradycji i spotkania w rodzinie. Dzisiaj to samo. Teraz do tradycji doszło odwiedzanie cmentarza. No cóż – życie uczy pokory... Po mszy spotkanie za stołem wielkanocnym, ale już drugi dzień świąt spędzamy zawsze na łonie natury. A pogoda aż się oto prosi.
lofty17 (1).jpg

Czas zmieniliśmy, teraz tylko siedem i pół godziny dzieli nas z Polską.


29 marca 2005 (wtorek)

Promienie słoneczne teraz wybudzają ze snu wcześnie rano. Cztery dni świąteczne minęły w oka mgnieniu. Lubię tak spędzać święta. I religijnie i relaksowo na łonie przyrody i z rodziną przy biesiadnym stole i artystycznie przy sztaludze z paletą wymieszanych kolorów. Wszystkiego po trochu.

Znów „zdrowo” ziemią zatrzęsło... I to bardzo blisko miejsca poprzedniego trzęsienia wywołującego tak potężne tsunami. Tym razem fala głównie poszła na południe, w naszym kierunku. Ale samo trzęsienie szkód narobiło niemało, a i oblicza się, że ofiar śmiertelnych może być nawet do dwóch tysięcy. I to znów w drugi dzień chrześcjańskich świąt. Czy to omen? Czy przypadek...


31 marca 2005 (czwartek)

Ostatni dzień miesiąca grzeje mocno i wcale nie chce uznać, że to już kalendarzowa jesień. Jak komfortowo się teraz wstaje. Słonecznie, ciepło, letnionastrojowo...
Tak, czytałem i dużo wiem (o ile można tak powiedzieć) o Terri Shiavo.
Moja opinia: NIE WIEM, NIE WIEM CO NA TEN TEMAT POWIEDZIEC. Cokolwiek nie powiem będzie niekompletne, niezupełnie zgodne z moim sumieniem. Ta sprawa jest tak skomplikowana, że nie mam zdecydowanego poglądu na ten temat.


« Psychoświat - felieton | Strona główna | Wolontariusz - felieton »