« Dzienniki - marzec I - 2005 | Strona główna | Dzienniki - marzec II - 2005 »

14 marca 2005

Psychoświat - felieton

Wczoraj Zenek wrócił wściekły z pracy.
- Ten bloody system wychowawczy to nas wszystkich wykolei – wypowiedział jednym tchem. – Jak to dobrze że nie mamy dzieci – dodał.

Powoli próbowałem wyciągnąć z niego, co ma na myśli.
- Co cię tak wkurzyło? - zapytałem.
Okazało się, że jeden z Zena majtów z pracy, ma poważne kłopoty z litera prawa naszego kraju i to przez ...syna.
Zen otworzył mi oczy na problem dotychczas mi wcale nieznany, a to głównie z powodu... braku potomstwa. Okazuje się, że teraz nie rodzice wychowują swoje dzieci (przynajmniej według współczesnego prawa), a szkoła i instytucje społeczno-rządowe.
W szkołach od małego każdemu dziecku wpajają, że jest „special” i żeby przypadkiem nie poddawało się jakiemukolwiek stresowi; że dobro i zło to pojęcia umowne i każde z nich jako „special” ma prawo wytyczyć sobie granice tych pojęć. Owszem podają przykłady. Nie pozostawiają dziatwy samej sobie i propagują pewne postawy, opracowane przez współczesnych psychologów. Oto kilka z nich: Jest złą rzeczą, mieć sex bez zabezpieczenia; używać twarde narkotyki, być rasistą czy wynosić się ze swoimi atrybutami wiary. A już w ogóle nie jest w dobrym guście, przyjmować negatywny stosunek wobec homoseksualistów. Natomiast popieranie eutanazji i związków ludzi kochających inaczej – to otwarcie na nowoczesność.
Resztę wypełnia telewizja wydatnie wspomagając pogląd, że używanie przekleństw i w ogóle języka wulgarnego, to teraz jest „cool” i nic w tym złego. Z taką podbudową dzieci wytyczają sobie wspomniane granice. Tak, dzieci bo do niedawna filmy z wulgaryzmami były dla widzów dojrzałych a i telewizja unikała obscenicznego zachowania. Teraz się zmieniło. Słuchanie rodziców nie jest „cool” i to nie jest żaden obowiązek. Natomiast, karanie dziecka to już przestępstwo.
No i po tym wstępie Zen zaczął opowiadać, jak to jego kolega zauważył, że syn jego pierworodny zaczyna przychodzić do domu naćpany. Ojciec próbował mu tłumaczyć ale to nic nie skutkowało. Syn został przecież dokładnie pouczony o swoich prawach jako jednostka społeczna. Zapomniano tylko o obowiązkach.
W końcu ojciec się wściekł kiedy po raz kolejny zobaczył syna na „haju”. Wziął pasa i kilka razów wylądowało na grzbiecie potomka. Ojciec był święcie przekonany, że to poskutkuje. Sam pamiętał jak daddy hamował jego nieobliczalne zapędy właśnie pasem, a ten był jeszcze z czasów wojny koreańskiej.
Syn zamiast do szkoły, udał się do młodzieżowego psychologa i na obdukcję lekarską, gdzie stwierdzono „harassement” i „wild parent behaviour”. No i zaczęło się. Policja nękała kolegę Zenka tak wizytami domowymi jak i zaproszeniami na przesłuchania. Dawano mu wyraźnie do zrozumienia, że popełnił przestępstwo i zostanie zgodnie z literą prawa ukarany. Syn w międzyczasie - z zachęty psychoterapeuty - w poczuciu swojej krzywdy wyprowadził się z domu. Natychmiast przydzielono mu dach nad głową i zasiłek. Otrzymuje też bezpłatne wizyty u psychoanalityka. Teraz może do woli oddawać się uciechom życia, ułożonego według praw i przepisów wszelkiej maści psychologów – specjalistów od współczesnego życia. Przebąkuje coś o porzuceniu szkoły, bo ta instytucja stoi na przeszkodzie, w jego poszukiwaniach własnego ego.
Życie ojca stało się psychodramą, jako że jest jawnie podejrzewany o psychopatię. Ma zalecane wizyty psychoterapii które stanowią jakby ryczałt za odpowiedzialność karną. Raz w tygodniu z podobnymi jak on, „wyrodnymi rodzicami”, chodzi na seanse psychologiczne, gdzie w czasie terapii grupowej, wybijają mu z głowy barbarzyńskie metody wychowawcze. Po takich seansach kolega Zena chodzi coraz bardziej zestresowany. Syn natomiast, ma się całkiem dobrze, nawet przerwał wizyty u psychoanalityka.

- Psychologizacja świata idzie pełną parą naprzód. O logice natomiast, tak jakbyśmy trochę zapomnieli. – podsumował Zen.

Wasz Chris

« Dzienniki - marzec I - 2005 | Strona główna | Dzienniki - marzec II - 2005 »