« Ostatnie nagłośnienie - felieton | Strona główna | Psychoświat - felieton »

1 marca 2005

Dzienniki - marzec I - 2005

Przyzwyczajam się do codzienności.
Zmysłowa miłość to nic innego jak... seks. Najpiękniejsze wiersze o seksie pisał w Polsce... Leśmian.

Dlaczego nikt tego dotychczas nie powiedział otwarcie.
Krytycy okrywają to woalką westchnień, zauroczeń i upojnych nocy – a przecież to nic innego tylko seks, choć w niegdysiejszym wydaniu, z innymi atrybutami i inaczej wyrażany.
Czytam już od paru lat zbiorek wierszy Bolesława Leśmiana. To znaczy, siadam z nim przy małej sadzawce na końcu ogrodu i wchłaniam dwa, trzy wiersze. Zamykam książeczkę do następnego razu. W ten sposób starcza mi na długo. Uduchowienie następuje z miejsca. Dobry nastrój i inne spojrzenie na otoczenie... udziela mi się zaraz po tym. Traktuję tę książeczkę jak jogę dla umysłu, tym bardziej że akurat joga mi nie bardzo pomaga. Nie raz próbowałem „aauuuuu” i „ooommmmm” w wybranej pozycji i nic. Nie ta kultura, nie te zmysły. Nie wiem dlaczego, bo na przykład muzyka Wschodu robi na mnie niesamowite wrażenie. Klasyka muzyki Indii i prawie cała muzyka arabska gwarantują serię dreszczy i gęsiej skórki na mych kończynach.
Powracając do Leśmiana. Czytałem, że będzie „mocno” promowany jako największy polski poeta XX wieku. Ciekawe co na to Kościół. On przecież złotoustnie prawił o seksie. Chciałbym być dobrze zrozumiany... o seksie, nie pornografii, choć tej ostaniej złego słowa nie powiem jeżeli jest eksponowana tam gdzie być powinna.

3 marca 2005 (czwartek)

Dziecko pojechało na trzydniowy obóz szkolny nad rzekę Murray. W domu tak jakoś pusto...
KANGUR1 (1).jpg

Dziś jest tak chłodno wręcz jesiennie, a kiedy na porannym marszu znalazłem na ziemi żołędzia z pobliskiego dębu – mogę stwierdzić, że jesień nadchodzi.
Ostatnio dużo piszę.
Wczoraj ukazały się moje wiersze i informacja o mnie w internetowym miesięczniku polonii świata www.swiecienasz.com
Jednocześnie jestem współpracownikiem redakcji. Międzynarodowe towarzystwo reprezentuje również Kanadę, USA, Anglię oraz Polskę. Podoba mi się charakter pisma, poziom literacki oraz grafika, dlatego też z przyjemnością będę uczestniczył w redagowaniu. A z korespondencją ciągle zalegam.

5 marca 2005 (sobota)

Chłodno i deszczowo. Czyżby lato już definitywnie nas pożegnało?

Dziecko wróciło zadowolone ze szkolnego obozu. Dzisiaj jak zawsze w czasie porannego tenisa międzyszkolnego zwiedzam inne średnie szkoły katolickie. Po prostu, poziom jest tak niski (zapewnione 6:0). że zamiast siedzieć i denerwować się jak to zwykle robie na zawodach ligowych zwiedzam teren szkół. Właśnie zachwycam się wręcz... ogrodem botanicznym średniej szkoły LORETTO w centrum miasta. A i architektonicznie bardzo ciekawa.
Po tym wpadliśmy do klubu oberzeć finały międzynarodowego turnieju tenisa juniorów. Ależ ci młodzi rąbią!

Właśnie przeczytałem, że w Polsce jest 3094900 ludzi bez pracy. Jest to nie wyobrażalnie duża liczba ludzi którzy pracy potrzebują aby żyć... Ciekawe, że niewiele to interesuje polityków – tych przy władzy a nawet opozycję. Wolą się żreć nawzajem i kopać pod sobą dołki.

7 marca 2005 (poniedziałek)

Czuję w nogach wczorajsze spacery. Zrobiłem co najmniej 20 kilometrów. Spacery wzdłuż rzeki przepływającej przez miasto. Bardzo ciekawie ukształtowano rzekę. Raz szeroka niczym Wisła pod Wawelem, to znów wąska - przypomina San w Bieszczadach. Jak przyjemnie spacerować po mieście w ten sposób. Inne widoki, spokój, cisza. Choć z tą ciszą to niezupełnie prawda, ze względu na odbywający się w pobliżu festiwal muzyczny. Pomachały mi małpy wyglądające z sąsiedniego ogrodu zoologicznego kiedy szedłem wzdłuż rzeki. A druga cześć spaceru to Ogród Botaniczny. Właśnie teraz odbywał się festiwal muzyczny WOMADELAIDE 05 w parku botanicznym. Zamiast siedzieć pod jedną z estrad spacerowałem w ogrodzie między egzotycznymi roślinami i drzewami. Jak wspaniale wkomponowała się muzyka zespołów z Afryki czy Ameryki Południowej w krajobraz mnie otaczający.
lofty18 (1).jpg
Podziwiałem rośliność Madagaskaru z podkładem afrykańskich bębnów. Wspominam o tym kraju a właściwie wyspie, bo rośliność tego regionu nie występuje nigdzie indziej, a jest atrakcyjna i orginalna. Tylko tu można zobaczyć (no i oczywiście w ogrodzie botanicznym takim jak ten), drzewa kwitnące... żółtymi bratkami. A 90% roślin jest „niedotykalna” – ma nieprzyjemne kolce. Kontemplowałem ogród różany z prześlicznymi kwiatami na obszarze większym niż boisko piłkarskie. Mamy tu też największy na półkuli południowej las tropikalny... pod szkłem. I to wszystko w centrum miasta.
Tak się głębiej zastanowić, to my tu mamy wszystko co człowiekowi do szczęścia potrzebne. To wszystko może nie w skali maxi (makro), ale jest. Jest w mieście. Aha, nie mamy delfiniarium i świata wodnego pod dachem. Pamiętam było to z 15 lat temu, ale później zlikwidowano.
Oj nałaziłem się tego dnia...

9 marca 2005 (środa)

No właśnie, minął 8 marca a ja jak zwykle o tym nie pamiętałem, bo i skąd. Ponad 20 lat czegoś takiego nie ma w tradycji, więc i w głowie zanika. Podobnie jak imieniny. Czasem sobie przypomnę, że to właśnie dzień moich imienin, ale nawet nikomu nie wspomnę. Tradycja nie ta... Natomiast dzięki p. Eli Galoch poetce z Polski wiem o kobiecym święcie. Na tę okoliczność rozesłała po znajomych w sieci, swój piękny wiersz „Niebo” i fotografię kwiatów polskich którą pozwoliłem sobie dołączyć i również od siebie życzyć polskim dziewczynom wszystkiego najjjjjj...
z okazji Dnia Kobiet (1).jpg

Dostałem też informację z Angory – tygodnika polskiego, że mój wiersz Południowoaustralijska jesień będzie wkrótce tam drukowany. Co więcej, recenzja tegoż w samych superlatywach. Dziękuję...

Pogodę mamy piękną. Tak powinno być aż do pierwszych dni maja. Później nadejdą zimne dni.


11 marca 2005 (piątek)

Lato wcale nie chce nas opuszczać. Od rana upał i parę najbliższych dni będzie podobnie.

Przeczytałem właśnie, że już od 4 milionów lat chodzimy na dwóch nogach. Tak, właśnie znaleziono szczątki takiego oryginała w Etipoii. Jest to najstarszy przedstawiciel naszego gatunku. Drugim pod względem starości jest „kobitka”... zaledwie 3.2 miliona lat stara, pardon w sile wieku.
Czyli robimy sią coraz starszym gatunkiem. A jeszcze nie tak dawno mówiło się że mamy tylko 40 tysiący lat. Hm,... Biblia mówi o 6 tysiącach. Może ta ostatnia data świadczy o czasie „uduchowienia „ rodzaju ludzkiego. Może do tego czasu bywali ludzie bez świadomości duszy. Wszystko jest możliwe...


14 marca 2005 (poniedziałek)

Ciągle ładna pogoda i noce dość ciepłe. Przydałoby się zmienić czas, bo rano za ciemno...
Słońce pokazuje się dopiero w połowie mego marszu.
Wróciłem do domu a tu nie ma prądu, kiedy wychodziłem był. Okazuje się, że duża część miasta miała awarię. Jak to strasznie bez elektryczności. Prysznic wziąć jakoś dziwnie bez światła i wentylatora. Czajnik elektryczny odpada. Nagle przypomina się takie coś, jak zapałki. Czy są zapałki w tym domu?!
Trzeba zapalić kuchenkę (dobrze że gazowa). A suszarka do włosów, opiekacz do chleba nie mówiąc już o radio i telewizorze. Taka niedostrzegalna na codzień sprawa, a gdy jej brakuje to dopiero kłopot.
A gdyby i wody zabrakło... Od razu nasuwa mi się na myśl epidemia czegoś strasznego.

Niedawno czytałem, że epidemia dżumy w Europie weszła w apogeum w XIV wieku. Przywieziona z Chin wraz z futrami i roznoszącymi zarazę... pchłami. Zginęło wtedy kilkanaście milionów ludzi. W niektórych miastach zmarło 70% mieszkańców.
Cholera w XIX wieku pochłonęła 40 milionów ofiar na świecie. Liczba Indian z 20 milionów skurczyła się do jednego miliona, a resztę biali osadnicy załatwili podsyłając im koce wcześniej używane przez chorych na ospę (chrześcjanie – cholera!). Ospa załatwiła też 10 milionów Azteków. A podobno i my wcale bezpieczni nie jesteśmy. Jest cała masa zarazków na które antidotum nie mamy a rozprzestrzenienie... to tylko kwestia czasu. Przecież mamy samoloty...

« Ostatnie nagłośnienie - felieton | Strona główna | Psychoświat - felieton »