« Dzienniki - styczeń II - 2005 | Strona główna | Dzienniki - luty I - 2005 »

1 lutego 2005

Plebiscyt - felieton

Początek nowego roku pobudza wyobraźnię jak również prowokuje do wszelkiego rodzaju statystyk i podsumowań.

Ostatnio oglądaliśmy w telewizji i czytaliśmy w prasie, wiele zreasumowań spraw minionego roku. Były wyniki sondaży ocen politycznych i gospodarczych. Były analizy popularności w różnych dziedzinach życia. Szczególnie sport jest uwypuklany w tego rodzaju statystykach. Wybierany jest najlepszy sportowiec kraju, regionu, województwa czy stanu.
Zafascynowani ostatnimi wynikami plebiscytu na najlepszego sportowca Polski, w którym spektakularnie wygrała nasza złota pływaczka, Otylia Jędrzejczak - co jest ewenementem bo nie pamiętam, aby kiedykolwiek pływak sięgnął w Polsce po ten tytuł – postanowiliśmy z Zenkiem dołączyć się do tej zabawy i wybrać najlepszego sportowca polonijnego w Australii. Mieliśmy na myśli sportowca o polskich korzeniach. Co prawda, na całą dziesiątkę sportowców trudno byłoby się zdecydować, bo aż tylu dobrych po prostu… nie znamy. Postanowiliśmy więc wybrać tylko najlepszego, czyli… Number One.
W grę wchodzili głównie przedstawiciele dwóch dyscyplin sportowych, w których sportowcy o polskich korzeniach są postaciami wybitnymi : pływanie i tenis.
Pływacy: Michael Klim i Daniel Kowalski, oraz reprezentanci tenisa: Alicia Molik i Peter Luczak. Najszybciej z konkurenci - mimo swych niezaprzeczalnych sukcesów – odpadł D.Kowalski, jako… były sportowiec. O ile nam wiadomo, od paru lat nie bierze już udziału w zawodach pływackich. Naszymi faworytami zostali: A.Molik i M.Klim. Ja forowałem naszą doskonałą tenisistkę, Zenek jako niedoszły mistrz tenisa i całkowicie zrażony do tego sportu po nieudanych występach, proponował Klima. Na moje argumenty w postaci medalu A.Molik na olimpiadzie, on podawał taki sam, Klima. Na wielkie osiągnięcia naszej uzdolnionej tenisistki w ostatnim Australian Open, on podawał wcześniejsze sukcesy fenomenalnego pływaka. Nastąpiła sytuacja patowa bo trwaliśmy twardo przy swoich faworytach, dyskutując za i przeciw bez większych rezultatów. Problem nasz wydawał się nierozwiązalny, więc z ulgą przyjęliśmy powrót do domu Zena małżonki. Liczyliśmy, że pomoże nam rozwiązać problem przechylając szalę na którąś stronę. Kiedy wyłuszczyliśmy jej naszą kwestię, Maggi zmarszczyła brwi. Po krótkim namyśle stwierdziła, że żadna z propozycji jej nie odpowiada.
- A kto? – zapytaliśmy zgodnym chórem.
- Najlepszym sportowcem, bo najwszechstronniejszym jest… Magda Szubański! – wykrzyknęła z entuzjazmem, proponując… aktorkę, najbardziej znaną w świecie z roli w filmie “Babe”.
- Co, przecież ona jest komediową aktorką – zaoponowałem.
- Ma polskie korzenie, ale pracuje nie w tym fachu – dodał Zen.
- Mylicie się – stwierdziła z opanowaniem w głosie – sama widziałam wielokrotnie jak grała w telewizji w netball. Co więcej, była kapitanem drużyny – zachwycała się Maggi.
- Ale to było tylko w programie rozrywkowym, na niby – próbowałem protestować.
- A to jak nie tak dawno ogrywała najlepszych na świecie: koszykarzy, kolarzy, bokserów i z powodzeniem uprawiała jazdę figurową na lodzie to się nie liczy?… - zapieniła się Maggi.
- Tak – z rezygnacją przyznaliśmy jej rację – to też było w scenariuszu…
- Scenariusz nie scenariusz, ale im szans nie dała. A do tego dochodzą jeszcze punkty za aktorstwo – dodała, podsumowując swoją kandydaturę.
I chcąc niechcąc, ustąpiliśmy jej porzucając swoich faworytów.

Wasz Chris

« Dzienniki - styczeń II - 2005 | Strona główna | Dzienniki - luty I - 2005 »