« Dzienniki - grudzien II - 2004 | Strona główna | Dzienniki - styczeń I - 2005 »

31 grudnia 2004

Zwyczaje - felieton

Dziwaczejemy. To co jeszcze parę dekad temu było normą, teraz przeszło w zapomnienie.

Istnieje co prawda w świadomości tych, którzy to jeszcze pamiętają ale na ogół jest ignorowane. Cała młodsza generacja po prostu nie zdaje sobie sprawy, że… kiedyś było inaczej. Chodzi mi o zwyczaje.
Generalnie, przesunęliśmy środek ciężkości czyli apogeum świętowania znacznie do przodu. Wróćmy wspomnieniami kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat wstecz. Jak wyglądały przygotowania do świąt Bożego Narodzenia?
Z końcem listopada przechodziliśmy w stadium przygotowawcze do świąt, czyli Adwent. Tradycyjnie, ludzie w jakiś tam sposób próbowali się umartwiać. Jedni rzucali palenie inni picie, czy tłuszcze itp. Nikt w każdym razie nie myślał o weselach, czy nawet o zwykłych zabawach. Małe światełko radości zapalało się 6 grudnia w dniu św. Mikołaja – ale to głównie dotyczyło dzieci. Znajdowało się pod poduszką, czy piecem (choinka nie miała prawa bytu o tej porze), jakieś prezenty i znów cisza. W ostatnie dni przed świętami ogarniał dorosłych szał zakupów. Kolejki po szynki, kawę, karpie wigilijne i choinki. Sklepy z zabawkami też były oblężane, bo pod choinkę też zawsze się coś dostawało. Choinkę ubierało się na dzień czy dwa przed wigilią. I na dobre zaczynał się czas świąteczny. Trwał nieprzerwanie co najmniej do Trzech Króli, czyli szóstego stycznia. Później choinki się rozbierało ale rozpoczynały się tzw. Choinki w zakładach pracy, połączone z wizytą św. Mikołaja i prezentami. Była to często atrakcja tak dla dzieci jak i rodziców, bo często organizowano również imprezę dla starszych. Jednocześnie było to wstępem do zabaw karnawałowych. Tak, że sezon świąteczny trwał do lutego.
Natomiast teraz jest całkiem inaczej. Nastrój świąteczny najpierw serwują nam supermarkety, już w pierwszych dniach listopada – są takie, że już pod koniec października wystawiają świąteczne gadżety i, na siłę wmawiają nam, że to już czas pomyśleć o świątecznych prezentach. W listopadzie jak wspomniałem odbywają się pochody z Mikołajem zwane Pagents. W każdym dużym sklepie czeka na nas gruby jegomość w czerwonym ubranku wymoszczonym watą niby śniegiem. Gdy w kalendarzu wyskoczy 1 grudnia zaczynają się szaleństwa pod hasłem: Christamas parties. Organizują to w różnych formach wszystkie instytucje – kościelne też… Poza tym, masowe śpiewanie kolęd organizowane przez stowarzyszenia tak świeckie jak i kościelne. Wszystko to grubo… przed świętami. Przychodzi Boże Narodzenie. Poranek – wzmożony ruch na ulicach, część ludzi udaje się do kościołów, większość odwiedza jednak rodziny i przyjaciół. Wszyscy się radośnie pozdrawiają: Merry Christmas!
Przychodzi drugi dzień świąt … c i s z a.
Dzień jak codzień, tylko gdzieniegdzie zawarkocze kosiarka do trawy, czy ktoś stuknie młotkiem w ogrodowym warsztacie. Młodzi pracownicy sklepów, pośpiesznie zdejmują dekoracje świąteczne, często rozbierają choinki. Koniec kropka, święta się skończyły już 26 grudnia. Trochę to dziwne, taka euforia przed… a kiedy już święta nadejdą, udajemy że ich nie ma. To jest sens współczesnych świąt.
A to tak ze wszystkim. Weźmy takie związki małżeńskie. Ileż to szumu przygotowawczego. Zwykle trwa to 12 miesięcy. Przygotowania, aranżacje, rezerwacje, próby, przymiarki, fascynacje, emocje i gwałtowne nadwyrężanie kart kredytowych a niejednokrotnie pożyczki na ten cel. Aby opłacić ten weselny… biznes. No i przychodzi V-day. Wszyscy wyreżyserowani przechodzą przez poszczególne fazy farsy zwanej weselem. Na drugi dzień, pan młody siada w livingu z puszką piwa podniecając się krykietem, a panna młoda na komórce z koleżankami. Wszystkie fascynacje minęły…
Podejrzewam, że i nocy poślubnej już się nie praktykuje. Emocje są przed…po, się nie liczy… Sezon minął!

Wasz Chris

« Dzienniki - grudzien II - 2004 | Strona główna | Dzienniki - styczeń I - 2005 »