« Żongler | Strona główna | Cięcia budżetowe »

28 marca 2004

Na progu wiosny - Almanach poetycki

wios.jpg


Moje wiersze ukazały się w tym almanachu w marcu 2004 roku.
Oto one:

Abrama kraina

Skostniała sumeryjska ziemio
miękkim dywanem piasku okryta
szkieletem straszysz miasta Ur,
sfory dzikich psów wyciem,
miliardem kwarców na wietrze
niczym mgłą londyńską,
z rzadka rwącym potokiem
wady skalnym korytem.
Ty w swej oazie
z daktylową palmą
wydałaś na świat
ludzkie ziarno,
Abrama - ojca narodów,
kuriera Boga i księgi.
Wydmy piaskowe jak fale
i ciągle dziwna woń powietrza.
Tu na tej przyrajskiej ziemi
Abrama domu kamień wietrzał.

Pamiętają Go wody Eufratu,
pamiętają mokradła Edenu,
lecz… ich już nie ma.

BANGKOK

Trójkołową rykszą
w kakafonii dzwięków,
pagody barw kalejdoskopem
z wszechobecnym Buddą,
kanałami czarnej wody,
wśród ubóstwa lepianek,
złocone okapy pałaców
z podeschniętym błotem
- szczerym uśmiechem pieczętowana
cywilizacja kadzideł i spalin
- orientalny sennik syjamski.
Bangkok wita!


Dni ostatnich


Dni ostatnich dziegciowego smaku
pobłysków smażącej się świecy
i zapomnianych już
światła perorów pokrywających
asfaltem złociste mlecze.
Pożegnań nigdy nie skończonych,
przyśpieszeń z efektem Purrysa
i te gafy wymiecione
oczyszczony życiorys za życia,
trawiaste zaułki sumienia, tak
od niechcenia podlane eliksirem Freuda.
Dni ostatnich abulia, inercja przed podróżą,
na półce ustawione wyroki i wyróżnienia,
niczym embrion ocknięty, głęboko
westchnąwszy – Eureka,to już nie to,
tu nie rządzi potrzeba.
Powtórnie westchnie:
Tak mało...
Tak mało jest ważne...



Muszla
(dla córki Dagmary)

Muszla
echem gra
morskich witraży
szumem kołysze
żeglarzy
do snu.

Przyłóż
i ty
ją do ucha
posłuchaj…

wiatry, fale
mewy na redzie,
słyszysz
muszla
zagrała
dla ciebie.

KRZYSZTOF DEJA
MARCH 2000

Masochizm liryczny

Zrecenzuj mnie pan,
śmiało zrecenzuj
zlinczuj publicznie, przemiałuj
wychlastaj biczykiem
krytycznego pióra,
a i drwiny nie żałuj
wyszydź, połajaj lirycznie
och, jak dobrze
każde pańskie słowo
jak nabrzmiała krosta,
toż to uczta
zmysłowa
…taka chłosta.


Krzysztof Deja
lipiec 2001


Biurowa łączka

Komputer, telefon, biurko, mózg
papierów wyżynne pasmo
tak szaro i tak smutno
wokoło świat przygasnął.
W słuchawce: - please wait –
świergot ptaków
odgłosów puszczy nastrój
natężam uszy, mrużę oczy
motyl tęczowy ma strój.
Pagórki papieru o dziwo...
zieleni nagle nabrały
screen saver łąki blaskiem wabi
i telefon już nie biały.
Patrzę na siebie, nie dowierzam
niczym bażant ubarwionym
mózg zakwita równomiernie
bluszczem w odcieniu czerwonym.
Tak bym siedział, patrzył, czekał
z słuchawką przy uchu
słyszę ... żaby, nie to lunch time
zagrało mi w brzuchu.


Niepewność widzenia


A może to -
nam się tylko tak wydaje,
może to z prawdą
nigdy triumfu nie wieńczyło,

w marzeniach naszych
przetańczyło,
stoickie racje zawiedzione,
dziecięce mity obalone.

Chmury moralnych abażurów
z deszczem rozmywa
palety jasność,
gdzie biel, a gdzie szarość,
gdzie chęć…, a gdzie zazdrość.

Krzysztof Deja
mar 2000


Beckettowi

Nothing can be done
Samuelu,
nawet fertilizer z rozporka
krajobrazu księżycowego
nie zmieni,
uschniętego drzewa
wskrzesić nie potrafi.
Nothing can be done
Rady na to nie ma,
pozostaje czekać...
w przestrzeni nieznanej
i w czasie,
wsród piasków pustyni
czy w dzbanie.
Zapamiętale przywoływać
świadomość oczekiwania.
Na jutro.
Pojutrze.
Rok następny.
I wieczorne bicie dzwonu.
Nothing can be done...


Palona guma

Swąd palonej gumy
wspomnienie z dzieciństwa
przywrócił.
Chrust na ognisko
skrzętnie zbierany,
jesienne kasztany.
Tajemnicze wyprawy
na sąsiednie podwórka,
wieczorne zabawy
w ogródkach działkowych
z czarodziejskim gąszczem
strąków enigmatycznych.
Stare autobusy
w dymu aureoli -
chwilami to aromat
czarnej porzeczki.
W miarę upływu czasu
ten obraz się potęguje
a pani mnie pyta -
czy ja ten zapach czuję.

July 2000


Polny mlecz

Polny mlecz
istota,
korony złotej
kwieciem dojrzewa,
na starość…
srebrny pióropusz
wdziewa
by z wiatrem
pofruwać
jeszcze,
nim zgaśnie.

Sonchus agrarius
duch ciągle żywy,
na spadochronach
ląduje w nicoś
i gaśnie.

August 2000
Krzysztof Deja

Skargi

Prawa półkula mnie boli
mój fioł zmarniał doszczętnie
iluzoryczne amory
skrzydłem falują ponętnie.
Trwać w tym obłędnym amoku
z zamiarem życia w podziemiu
i słyszeć głosy: - prorokuj !
- dlaczego właśnie ja, czemu?!
Usta chcą śpiewać - skowyczą
ciało w aurorze ognistej,
niech oni na mnie nie liczą,
nie wcielę się dziś w mefistę.
Rogowa tkanka na czole
rozum mi bardzo uwiera,
ze strachem wyjdę na pole
chochoła postać przybierać.
Wstąpię na szczyt ziguratu
zatrwoży was wieść hiobowa
fatum prorokuję światu,
później - bo pęka mi głowa.
Te ciągłe zgrzyty za uchem
mózgu samoskaleczenie
i przymus, traktować śrutem
wsze pozaziemskie stworzenia.
Zwą mnie niespokojną duszą,
wrażliwą jak u poety,
bajerem mnie nie poruszą
ni me szatańskie zalety.

Krzysztof Deja
kwiecień 2002

Od A do Z

Arbitralny arogant
będąc brutalem
czasami czuje
dobro… dryfuje,
elokwencją emanuje
farmazony feruje,
głupotą nie gardzi,
hegemonie hołubi,
ironii istnienia
jakobin, jestestwa
kontestator, karmiąc
lizarda leniwego
łapczywą łapą.
Małostkowość miłuje,
nerwowością napawa,
opiewa opieszałość,
prawdę przeinaczy,
retuszer rozpaczy,
sztampą szermuje,
tupetem traktuje,
uporczywie utacza
wzniosłe wypłuczyny,
za opłatą zadośćuczyni.


Miserables

Dwaj miserables
bałwan i chochoł
niedoceniane zwierciadła
Człowieczeństwa.

Bałwan
z machewkowym nosem
z delikatnego kruszcu
ulepiony
we własnych łzach
się topi.
Woskową grudą zamiera
swą śnieżną bielą
co brudne – zakrywał
choć tylko na chwilę.
Żył krótko
i wiatr nim nie pomiatał
i nie gnił w ziemi
lecz ją zwilgotnił.

Chochoł
z zeszłorocznej słomy
jak szalikiem wiechciem
otulony
niczym mentor
narodowej sprawy.
Co prawda
często odchodami
zakwaszony,
długo na ziemi gnije
ależ z jakim skutkiem
gleba pulchnieje
jak bochen chleba
boski fertylizer.

Klasyczne bel canto
czy ochrypły blues
te same wzbudzają uczucia
-na ogół jednak-
u różnych osób.



Erotik !

Chęć i chuć
niech zastąpi pożądanie
szpilką wódź
na manowce, jestem w stanie
ciała miód
słodko pachnie me pragnienie
język ud
niechaj powie dopełnienie
grymas ust
wiersza mego parafraza
na mój gust
egzotyczna twa ekstaza
rosa lic
zapamięta twoje pory
niczym widz
opisuję nasze story.


Południowoaustralijska jesień

Jesień z powojem
wiją się leniwie,
nie pójdziemy już
popływać w oceanie.
Słońce się kładzie wcześniej
to już kwiecień
jarzębinowe krzewy
rażą płomieniami,
i bugenwilla
rozkwita ogniście.
Noc chłodną rosę rozpościera
tureckie łaźnie odpłynęły
z babim latem,
niezmienny błękit ustąpił
malarskości nieba,
na spacer
trzeba będzie wziąć parasol.
Skostniałe krzewy
pobłogosławi ulewa,
znów zasmakuje
porto słodki zapach.
Malarz pociągnie pędzlem
płowe gruntu żółcie
na zielenie przerobi,
przeciągnie po drzewach
niektóre ozłoci
albo podczerwieni.
Grzybowe zbiory
można zacząć w lesie….
Tak to już jesień…


KRZYSZTOF DEJA
APR 2000


O sobie

Ja legwan na słońcu
się wygrzewający
- upraszam,
nie wzywajcie mnie na świadka
naszych czasów.
Ja poezji wolny najmita,
rabarbarowy liść,
altruista - żaden.
Ja w środku nocy
shiraz cabernet sączący
chwytam nicość,
w pajęczyny moich snów.
Oszczędźcie mnie od porównań,
(będąc wulgarnym) to na gówno
sie zda i nie pomoże.
Chcę być sobą.
Za bezcen.
Za nic.
Za darmo.


KRZYSZTOF DEJA
FEB. 2000


Zabytkowa mentalność

Zabytkowa mentalność
pełna portali i krużganków,
łukiem przeszłości zwieńczona.
Pieczęci dziadów piętnem wyciśnięta
aż do bólu świadoma
motywacja wotywna,
poczetem symboli namaszczona
i znaków herbarzem.
Kalendarium obrazów uświęcająca.
Zżyma się, walczy
o każdą woń trącącą czasem,
o skrawek kurzu miniony
i wilgotny zapach lochów pamięci.

Jak kuglarz na rynku
wskrzesza bajki,
świat którego nie ma.
A ona ciągle myśli
że w tym świecie żyje.

KRZYSZTOF DEJA
MARCH 2000



Przemijanie

Kto dziś kocha poezję,
kto poecie zawierzy,
niecały promil wiernych
w tym połowa żołnierzy.

Tych paru generałów
którzy już odlecieli,
kto w sumienie narodu
- Wallenroda, się wcieli.

Bywać, albo nie bywać,
zadaję to pytanie,
szczerze mówiąc, nie myślę
dostać odpowiedź na nie.

Bywać - krzyczę od siebie,
bywać ale bez złości,
bez łez, złych spojrzeń, łokci,
ujadań i wyższości.

Czas przemijania nastał.
Co minutę odchodzi
setka a prawie dwustu
piędziesięciu się rodzi.

Cóż nam więc pozostaje
żeby niesmak nie został.
Przemijajmy w miłości.
Przemijajmy z godnością.

KRZYSZTOF DEJA
FEB. 2000


Bohdanowi Tomaszewskiemu.

Halo, halo - hip, hip, hurra!
Czy to mydlana góra
panie Tomaszewski
nad szkieletem stadionu
tańczy duch panteonu
w oparach pchlego targu.

Wraz z Tuszyńskim - Królaka
zwycięzcę - Polaka
wykreowaliście
w magicznym peletonie
przekazał laur w dłonie
Szurkowskiego i Szozdy.

Owacje i euforie
Krzyszkowiaka wiktorie
złotej Eli warkocz
Pana głosem na fali
na Olimpie znicz pali
wraz z Kusego legendą.

Olimpijskie wawrzyny
rodzime wonderteamy.
Pan nam to przybliżał
dał nam to posmakować
- tak sportem oczarować
nas?- któż potrafi inny.

Więc powiedz mistrzu słowa
gdzie duch się sportu podział
czy jak u poety:
“rozdziobią go kruki i wrony”
jak ten stadion bez Korony
- zostanie tylko pieniądz…

Krzysztof Deja
styczeń 2002

Na południu świata.

Błyska samarytanin harleyowskim niklem
kapłan przygląda się z boku
nad miastem wisi chmura kurzu
pet Malboro tli się na chodniku,
plac zabaw okupuje siódemka urwisów
choć z wiekiem rozsądek przejawia,
płynie truck za truckiem karawany dromaderów miraż,
brodaty ojciec w jarmułce pismo czyta
na ławce, dzieciarnię wzrokiem czujnym omiata.
W miejskim autobusie wiezie aborygen
kiełbasy i piwa aromat
a wibrująca przestrzeń aż gardło parzy
zmartwychwstają skostniałe drzewa
różowoszarym szaleństwem przelotów,
na bezludnych dzielnicach cisza
wraca mały lama z modłów
mewy wrzaskliwie ucztują w Macdonaldzie
młodzież w mundurkach z kolonialnego wieku
wyległa na ulice - jest 31°,
sączy się nektar eukaliptusów
harde sroki nie ustąpią drogi
be careful – ktoś do kogoś woła
no worries, mate- odpowiada drugi.
Przemijają obrazy z Gallipoli
i szczury Tobruku giną,
brzemienne huraganu w Darwin skutki
tak i Bali wczasów horror
- dzieje kraju się tworzą
tu na południu świata wszystko jest ważne
- tu historia młoda.


« Żongler | Strona główna | Cięcia budżetowe »