« Dzienniki - maj I - 2004 | Strona główna | O Unii rozmowa między Herbowym, Lódem i Gaudemusem. »

1 maja 2004

Telewiżyn

Co jakiś czas puka do mych frontowych drzwi panienka, prawie z okienka (bo telewizyjna), oferująca uszczęśliwienie mnie telewizją kablową lub satelitarną. Zwykle uśmiechając się od ucha do ucha, zaczyna swój monolog od narzekania na programy naszej telewizji komercjalnych.

Nie wspomina zwykle o programach ABC ani SBS, zakładając z góry, że nikt tych programów nie ogląda.

Po tym dramatycznym wstępie, szczerząc się jeszcze bardziej, roztacza uroki swojej oferty. Informuje mnie mimochodem, że według jej informacji jestem jednym z ostatnich, którzy nie są podłączeni do tego dobrodziejstwa. I w tym momencie ja płonę cały ze wstydu, że taki nie nowoczesny jestem i taki oporny na wdzięki współczesnej technologii. Panienka informuje mnie, że takiej oferty już nigdy nie otrzymam, bo promocja się właśnie kończy. Ja delikatnie staram się wtrącić do jej wypełnionego pewnoscią siebie monologu, że chyba z podobną ofertą kończącą promocję widziałem ją lub jej koleżanki dwa miesiące temu, a i dwa lata temu byłem nękany (pardon...nęcony) podobnymi ofertami. Panienka wcale na to nie reagując, próbowała rezolutnie wybadać mnie, co najbardziej wchłaniam w programie telewizyjnym... Mierząc mnie od stóp do głów stwierdziła, że na pewno ...sport.

- Zgadza się – potwierdziłem. W końcu, prawie wszyscy mężczyźni w większym lub mniejszym stopniu interesują się sportem.

Ta rozpromieniona, zaczęła mi obiecywać całe doby non-stop ...cricketa i footy. Ja nieśmiało stwierdziłem, że akurat te sporty mnie w ogóle nie interesują.

- No worries – stwierdziła komiwojażerka, jest tam pełno rugby, koszykówki a nawet amerykańskiego futbolu – dodała chcąc mnie zaszokować. Widząc moją niezbyt zafascynowaną minę, szybko zapytała, właściwie jakie sporty mnie interesują.

- Lekkoatletyka i skoki narciarskie – wyznałem z błyskiem w oku.

Nie bardzo wiedziała co to lekkoatletyka, a skoki wyraźnie pomyliła z akrobatyką (freestyle) narciarską. Widząc, że temat sportu nie jest naszym wspólnym językiem, szybko przeszła na kinematografię. W kilku słowach przedstawiła mi, szary obraz kilkukrotnych powtórek starych filmów z lat...80-tych i 90-tych. A w jej ofercie są najnowsze produkty hollywoodzkie z XXI wieku.

Zapytałem się czy są tam również ambitne filmy z Iranu czy Portugalii, które czasem z ciekawością oglądam na SBS.

- Co najmniej dwa ambitne filmy co tygdzień, gwarantowane na SBS – upewniałem ją. W tym momencie spojrzała na mnie, jak na osobnika z innego świata i przez chwilę się zawahała. Widać było, że nerwowo przewraca w mózgu kartki z informacjami o swoim niezawodnym produkcie. Znów zabłysła i po chwili ciszy zapytała.

- Na pewno lubisz reportaże popularno-naukowe, przyrodnicze itp.

- O tak bardzo, przyznam szczerze, że to głównie oglądam w telewizji. Polecam ci tak SBS jak i ABC. Obydwa kanały pokazują świetne reportaże – zachęcałem ją. – Nie rozpieszczają, ale co parę dni znajdziesz coś interesującego – zapewniałem ją.

- No widzisz, a tu masz non-stop – przekonywała mnie.

- Słuchaj, ja i tak to nagrywam, bo oglądam telewizję kiedy mam ochotę a nie kiedy coś leci... A ochotę miewam nieczęsto.

Osóbka ta, słuchając jakie to niepojęte rzeczy jej prawię, chwyciła się ostatniej deski ratunku, zagadując że skoro ja nie przepadam za telewizją, to na pewno mógłbym tym uszczęśliwić resztę rodziny. Spojrzałem na nią smutno, wyznając że nie mam nikogo. I w tym momencie panienka też straciła uśmiech. Stwierdziła, że jest zaskoczona bo zamiast ona mnie, to ja ją namówiłem na telewizję.

- Jeszcze dziś wieczorem obejrzę SBS i zobaczę co tam takiego ciekawego pokazują, że cię tak wciągnęło – powiedziała.

- Mnie nie, ale warto zobaczyć że oprócz własnego podwórka i Hollywoodu, istnieje jeszcze cały świat – odpowiedziałem.

Wasz Chris

« Dzienniki - maj I - 2004 | Strona główna | O Unii rozmowa między Herbowym, Lódem i Gaudemusem. »