« Dzienniki - lipiec II - 2004 | Strona główna | Dzienniki - sierpień I - 2004 »

1 sierpnia 2004

Rajskie wyprawy

Zenek opowiadał mi wczoraj swój niezwykły sen. Otóż, senne marzenie zawiodło go na ojczyzny łono. A ponieważ był to sezon urlopowy, więc wybrał się (we śnie, oczywiście), z rodakami na wycieczkę autobusową po rajach.


Z przejęciem mówił, jak to po minięciu rogatek ojczyzny otwierali zapasy: Absolwenta, Pana Tadeusza i Chopina, jeszcze dobrze schłodzonych w domowych lodówkach. No i jadą tak i weselej się zrobiło. Po pewnym czasie zajechali pod raj z napisem: NIRWANA. Szybko pochowali atrybuty szczęśliwości, poprawili ubranie, przyczesali włosy i wjeżdżają. Tam na wielkim podeście siedzi jeszcze większy, uśmiechnięty, okrąglutki człowiek owinięty w pomarańczowe jedwabie.

- Coście za jedni ? – pyta.

- Wycieczka z Polski – odpowiadają.

- A, Polacy, co wy tacy ponuracy. Uśmiechajcie się - apelował.

- Jak tu się uśmiechać kiedy tyle problemów w kraju – odpowiedzieli zgodnie. Jednak po takim przywitaniu, nastąpiło rozluźnienie w szeregach wycieczkowiczach i, zaczęli nagabywać człowieka na postumencie, że chętnie odkupiliby tę jego szatę. Budda pomyślał: pora letnia już idzie, mnie to niepotrzebne.

- Oddam wam to za darmo – powiedział i pozdejmował też szaty z innych figurek, rozdając wśród wycieczkowiczów.

W tej sytuacji pojawiły się uśmiechy na twarzach przyjezdnych.

- No nareszcie się rozchmurzyliście, ale co te uśmieszki takie ironiczne? Czy wy nie umiecie się inaczej cieszyć?

Jedziemy dalej – opowiada Zen – popijając swoje trunki, a tu niczym fatamorgana, bramy innego raju przed nami. Podjeżdżamy do przybytku całego złotem wyłożonego, a przed nim piękne hurysy wygibusy kręcą.

Kiedy nasi bohaterowie się zbliżyli, te czując obcą woń w powietrzu, z piskiem uciekły za arabeskową bramę. Nasi nie wiele myśląc, zaczęli „pobierać próbki” złota. Energicznie odłupywali co większe łupy. Po chwili pojawił się Allach i grzmiącym głosem zapytał:

- Cóż to za pijacy u moich bram?

- Polacy, Polacy, papieża rodacy – zawołali wspólnym głosem.

- Idźcie do swego Boga, może wam wybaczy.

Autobus zawrócił i pędzi w kierunku następnego raju. Przy bramie stoi św.Piotr i z daleka macha rękami aby się zatrzymali.

- Co ten autobus taki brudny? – pyta zdenerwowany.

- Z Polski jedziemy – zawołali – a u nas błoto na każdym kroku.

- Nie wierzę wam. Byli tu przed wami różni Polacy. Jedni dostawę żelatyny nam oferowali, inny korzystną ustawę medialną, a był i taki, co się powoływał na mojego następcę i chciał się rajskimi inwestycjami zajmować. A wy co chcecie zaoferować?

- My ...nic – zdumieli się – my z darami, na pielgrzymce do raju.

Wyciągneli ręce z belką pomarańczowego materiału i łupkami szczerozłotego kruszcu, oraz butelką wódki Wyborowa, która im jeszcze się zachowała. Święty Piotr wziął to ze sobą i po paru minutach wrócił ze skwaszoną miną.

- Niestety – odpowiada - wschodni jedwab to podróba, złoto... bardzo kiepska próba, co do trunku...cymes wóda!

- Dobre, bo polskie! – wykrzyknęli chórem.

- Lecz...my tu nie pijemy. Wracajcie skądżeście przyszli.

- Jak to, tam nam Unia grozi – zawołał tragicznym głosem jeden z wycieczkowiczów (prywatnie, członek Samoobrony).

- Uśmiechnij się, jutro będzie Lepper – odpowiedział św. Piotr.

- A jak diabeł Rokicie krzesło premiera podsunie – zawołał inny wycieczkowicz, członek LPR.

- Zawsze jest wyjście – odpowiedział św. Piotr – Jasno w górę spojrzeć, i o zdrowie dla Lecha prosić. A nie wałęsajcie mi się tu w okolicach raju, bo tu rydzyki nie rosną...

- Nigdzie nas nie chcą - podsumował Zen.

Wasz Chris

« Dzienniki - lipiec II - 2004 | Strona główna | Dzienniki - sierpień I - 2004 »