« Na progu wiosny - Almanach poetycki | Strona główna | Dzienniki - kwiecień II - 2004 »

1 kwietnia 2004

Cięcia budżetowe

Co prawda nowy rok już na dobre zadomowił się w naszych kalendarzach i na rezolucje noworoczne za późno, ale Zenek wpadł na pomysł usprawnienia i modyfikacji naszego, codziennego życia.

A przyczyną tego, był ostatni rachunek z supermarketu Woolworths, po czwartkowych zakupach spożywczych.

- Niedawno Howard obiecywał że będzie taniej, a tu prosze… - mówił z niezadowo-leniem, pokazując mi rachunek.

Modyfikacje te mają poczynić znaczne oszczędności, tak w budżecie domowym, jak i przyczynić się do dobra ogólnego, czyli społecznego. No bo na przykład, po co targać sześciocylindrowe auto ze sobą do pracy i z powrotem, jeżeli można na przykład,… motorowerem, który właśnie sąsiad za pół darmo sprzedaje. Szybko obliczył oszczędności w ciągu roku na amortyzacji samochodu, benzynie nie mówiąc już o środowisku naturalnym. Wyszła mu spora sumka. Uznał też, że czas najwyższy zmienić providera na internet, telefon i elektryczność. Powyciągał z szafy stare rachunki i zaczął przeliczać kilowaty energii elektrycznej, godziny używania internetu po nowych cenach, oraz porównywał oferty różnych firm telekomunikacyjnych.

Następnie wziął się za … codzienne posiłki. Stwierdził, że stanowczo za dużo wydają na „ten junkfood” i w tym celu, obiecał się bardziej udzielać w kuchni, co Maggi się wyjątkowo spodobało.

- Przestajemy wpadać do Deli - orzekł - w supermarketach kupujemy tylko co najpotrzebniejsze produkty a reszta: targ rybny, market warzywny, mięsa hurtowo, a nabiał z farmy - wypowiedział jednym tchem.

- Musimy też niestety, ukrócić fundusze na kulturę – powiedział ze smutkiem w głosie – filmy polskie sobie odpuścimy. Obejrzymy je kiedyś w kraju ...za złotówki będzie taniej, albo na SBS. Inne imprezy estradowe, też chwilowo odpuścimy.

- What about pub? - zagadnęła z uśmiechem Maggi.

Zen podrapał się po głowie, widać że w tym “temacie”, cięć budżetowych nie przewidywał.

- No cóż, będziemy unikać - stwierdził z miną polityka obiecującego gruszki na wierzbie w czasie akcji wyborczej. - Piwo będziemy kupować tylko w kartonach na special, a wino tylko w kasku, bo taniej i szkło się nie będzie poniewierać. Spożycie mocnych alkoholi mocno ograniczymy - powiedział to naśladując głos Gomułki, puszczając w moim kierunku perskie oko.

- No zobaczymy co z tego wyjdzie - z niedowierzaniem w głosie powiedziała Maggi.

- To wymyśliłeś taki ...plan Hausnera – zauważyłem.

- Jak się przyciśnie, to się wyciśnie – zaczął wymyślać slogany. – Oszczędności, droga do radości! – wołał rozochocony.

Zen siadł przy stole i rozpoczął podsumowanie, ile to zaoszczędzą w ciągu roku. Zaczął nas mordować pytaniami: Ile kilogramów masła rocznie zjadamy, albo… Ile puszek piwa rocznie wypijam, itp. Obliczał i przeliczał ceny detaliczne, odliczał GST, odejmował zniżki, czyli discount i special. W końcu wyszła mu spora suma za którą można wykupić bilety lotnicze … do Polski.

Zen po chwili zastanowienia powiedział.

- Kris, przecież jakbyś ty się dołączył do tej akcji, to też byś sobie na bilet zaoszczędził.

Spojrzał na mnie z błyskiem w oku.

- Co nie fajnie by było?. W trójkę do motherlandu się udać...

- Pewnie że fajnie - odpowiedziałem zupełnie zaskoczony.

- No to co … pomożecie - zwrócił się do mnie w gierkowskiej tonacji, wyciągając przy tym prawicę w moim kierunku.

- POMOŻEMY - zawołałem, a po chwili dodałem - Balcerowicz musi odejść! Zen na jego miejsce!

- Jestem za, a nawet przeciw - odpowiedział Zen, wyjmując chłodne piwo z lodówki.

- Powariowali przez te cięcia budżetowe - podsumowała nas Maggi.


Wasz Chris

« Na progu wiosny - Almanach poetycki | Strona główna | Dzienniki - kwiecień II - 2004 »