« Dzienniki - marzec I - 2004 | Strona główna | Dzienniki - marzec II - 2004 »

1 marca 2004

Bodyguard

Znów odwiedziłem Zenka. Maggi akurat wróciła ze zdjęciami od wywołania, z ich niedawnej wyprawy do Polski. Było co oglądać i, co wspominać.


- To moja siostrzenica, a to na obiedzie z kierownikiem banku.

- O, to obracaliście się w wyższych sferach – zauważyłem.

- Czysta konieczność – wyznał Zenek – aby ułatwić sobie życie zafundowaliśmy mu obiad.

- Jak to ułatwić?

- To nie wiesz że nasze dolary w żadnej małej miejscowości ci nie wymienią. Musisz specjalnie po to jeździć do dużego miasta.To przez znajomość siostry męża, poznaliśmy tego z banku, no i potem on wymieniał nam po znajomości, w naszym miasteczku.

- O, a tu na party z tym od węgla – zauważyła Maggi.

- Jakiego węgla? – zapytałem.

- Wiesz chyba że w Polsce jest kłopot z węglem – upewnił się Zen.

- Wiem, że będą kopalnie zamykać, bo są nieopłacalne, czyli ... wnioskuję, że jest go za dużo – dodałem niepewnie.

- Bullshit – zdenerwował się Zen – jest, ale miał. A spróbuj kupić kostkę, to znaczy gruby węgiel. Jeszcze trudniej niż za komuny.

- No to dlaczego kopalnie zamykają? – zapytałem.

- Bo to wcale nie chodzi o kopalnie, tylko o mafię która się do tego biznesu podczepiła. Człowieku, nawet nie próbuj zrozumieć tej sytuacji. Twój umysł już nie chwyta tamtej rzeczywistości. To jest bardziej skomplikowane niż teoria względności Einsteina. W każdym razie musieliśmy to zrobić dla naszej rodziny i ten od węgla obiecał obsłużyć ich w pierwszej kolejności, ...czyli niedługo.

- To wy tam pojechaliście załatwiać sprawy – powiedziałem z wyrzutem.

- Nie, nie tylko o, spójrz na to zdjęcie z radnym ... zrobione na jego prośbę – z poczuciem dumy powiedział Zen.

- A co wy tak tymi chorągiewkami machacie? – zapytałem, widząc Zenka z australijskim proporcem, a radnego z biało-czerwoną chorągiewką w prawicy.

- Wybory niedługo, radny chciał w ten sposób podkreślić międzynarodowe koneksje naszej gminy ze światem – wyznała Maggi.

- On gotów jest sprzedać licencję na chleb z lokalnej piekarni, prosił mnie, żebym nawiązał kontakty – w dyplomatycznym tonie, powiedział Zen.

- O a to pamiętasz – Zen zwrócił się do Maggi – ale popijawa była. Patrz – zwrócił się do mnie – komendant policji z żoną, dyrektor cmentarza, ten co takie kawały rąbał – mówił rozbawiony na dobre Zen.

- Ho, ho, to wy z całym miejscowym establishmentem brudzia wychyliliście – zauważyłem.

- Znowu konieczność – wtrąciła Maggi.

- Dzięki tej imprezie, rodzina ma zapewniony godziwy pochówek.

- ???

- Tak, odkąd nowy cmentarz wyznaczyli, na starym tylko po znajomości chowają. No i dlatego trzeba było tę znajomość nawiązać.

- To i policja ma w tym udział? – zapytałem.

- Nie policja nie ma nic do tego.

- No to co tam ten stróż porządku robił?

- On w innej sprawie. Otóż szwagier bratowej wjechał Polonezem w kurnik w sąsiedniej miejscowości. Nikt go oczywiście nie sprawdził że był nachlany, więc chodziło o to, żeby policja udowodniła nielegalność kurnika.

- Nielegalność...?

- No właśnie i, parę dni później policja wykryła że kurnik był postawiony bez papierów budowlanych.

- To nam się udało – zauważyła zadowolona Maggi – dwie pieczenie na jednym ogniu.

- Ooo, a co ty robisz z tym cieciem? – zapytał Zen oglądając zdjęcie Maggi przytulonej do dobrze zbudowanego osiłka w dresie.

- Zapomniałeś, to był ochroniarz na party u tego od pisuarów – wyjaśniła Maggi. – Chciał zostać moim osobistym bodyguard – dodała wyraźnie rozmarzona – ale mu wyznałam, że już jednego mam – zakończyła, poklepując poufale Zenka po plecach.

Wasz Chris

« Dzienniki - marzec I - 2004 | Strona główna | Dzienniki - marzec II - 2004 »