« Dzienniki - grudzień I - 2003 | Strona główna | Ciekawe strony »

1 grudnia 2003

Znajoma z pracy

Mój druh Zenek od czasu niefortunnej kariery golfowej, nigdy już ze swojej pracy, szczęśliwym nie był. ...


Toteż bez zastanowienia, skorzystał z pierwszej okazji zmiany zatrudnienia. Co więcej, nowa praca fascynowała go, dawała nieograniczone możliwości, tak satysfakcji zawodowej, jak i finansowej.

- Tamten, to był szity job – stwierdził – teraz to nawet służbowy mobile phone dostałem – dodał z zadowoleniem.

Przeszedł dwutygodniowy kurs ochrony mienia i zaczął nową pracę. Dużo mówił o możliwościach, natomiast dosyć mgliście, o miejscu stażu pracy.

- Wyobraź sobie, przylatuje Bush, czy królowa, a ty w pierwszych szeregach jako security – fascynował się Zen. – Albo na olimpiadzie, czy Logie Awards. Ty wśród gwiazd sportu i ekranu – rozmarzył się na dobre. – Remember mate – mówił do mnie – to jest zawód przyszłości. W dzisiejszych czasach kiedy tyle terroryzmu wokoło, będzie nas coraz więcej.

- Najważniejsze że ty jesteś zadowolony, mate – podsumowałem.

Doszło do tego, że i ja zacząłem poważnie rozważać zmianę zajęcia, a Maggi nawet wypełniła swój formularz i, kiedy byliśmy już tak blisko tego zawodu przyszłości, Zen zaczął zmieniać ton. To praca nie dla kobiet, a i ja za wątły jak na takie zajęcie. A zwykle pracuje się późną porą. Nagle same problemy...

Pewnego razu, wkładając służbową koszulę Zenka do pralki, Maggi znalazła jego zdjęcia, z kilkoma dojrzałymi paniami w stroju Ewy. Jedynie Zen w środku, służbowo w postawie na baczność.

Doradzała się mnie, co z tym fantem zrobić. Poradziłem – przeczekać...

Któregoś dnia wybrali się na cotygodniowe „shopping spree”. Między nabiałem a konserwami mięsnymi, podeszła do Zenka taka „malowana lala” i bezceremonialnie całując go w policzek pozdrowiła: „Hi Zen”.

- How are you babe – odpowiedział speszony Zen.

Jeszcze kiedy mi to Maggi opowiadała była cała roztrzęsiona. Relacjonowała, jak to on upierał się, że to „znajoma z pracy”.

W takiej sytuacji Maggi poprosiła mnie o przysługę.

Wieczorem siedziałem gotowy w swoim aucie, aby ruszyć w ślad za Zenkiem, do jego miejsca zatrudnienia. Wylądowałem na zebraniu generalnym...loży masońskiej, na które mnie oczywiście nie wpuszczono, a Zen o mało co mnie nie zauważył.

Na drugi dzień proszony przez Maggi, znalazłem się wśród miejscowych scjentystów, czyli wyznawców kościoła Scienceology. Potem byłem jeszcze na: dorocznej gali Bowling Club; Celtyckiego Stowarzyszenia Kobziarzy, oraz na zebraniu hodowców jamników – dachshund. W każdej z tych sytuacji, Zenek nienagannie wywiązywał się ze swej roli – gestami i opiekuńczym wzrokiem panował nad powierzonym mu zadaniem.

Stanowczo odmówiłem Maggi dalszych usług.

W międzyczasie Zen odzyskał swój niedawny entuzjazm i znów zachwalał uroki swojej pracy.

Wczoraj, siedząc z nim w pubie przy kufelku - nie przyznając się oczywiście, że przez parę dni go obserwowałem – zapytałem o tę fotografię z golaskami. Zen uśmiechnął się i powiedział:

- Byłem przez parę dni security na kampie naturystów,...no wiesz, kolonia nudystów. I te kolonistki chciały mieć pamiątkę z wakacji...

- No, a ta malowana lala? – zapytałem z zaskoczenia.

Zen trochę się speszył i zaczął na początku kręcić. W końcu wyznał że:

- Przez tydzień miałem wyznaczoną ochronę agencji towarzyskiej, ...no wiesz, burdelu – wyszeptał, rozglądając się wokoło czy nikt niepowołany nie słyszy. – Stąd te znajomości ... - dodał.

Wasz Chris

« Dzienniki - grudzień I - 2003 | Strona główna | Ciekawe strony »