« Dzienniki - wrzesień II - 2003 | Strona główna | Dzienniki - październik I - 2003 »

15 września 2003

Talent

Kiedy ostatnio wpadałem do Zenka, Maggi zawsze siedziała przy komputerze. Stukała i stukała w klawiaturę, aż któregoś dnia zapytałem, co ją tak do tego komputera przywiązało. ...


- Pozazdrościłam Clintonowej – odpowiedziała z tajemniczą miną – i postanowiłam też wydać książkę.

Trzymała w rękach pokaźnej wielkości manuskrypt, który zamierzała wysłać do największych wydawnictw w kraju.

- Słyszałam że tamta miliony na swojej książce robi – mówiła o ostatnio wydanej książce Hilary Clinton „Living History” . - Ja na początek zadowolę się tysiącem dolców – wyznała, podając mi stertę kartek. – Wiem że trochę piszesz to przeczytaj moje opowiadania. Może słowo wstępne skrobniesz – powiedziała jednym tchem.

- O.K. – przytaknąłem – przeczytam, pomyślimy.

Tytuł „ Hollywood i polityka” sugerował że przez najbliższe wieczory obcował będę z gwiazdami polityki i szołbiznesu – co często się ze sobą pokrywa w ostatnich czasach.

Manuskrypt składał się z kilkunastu nie powiązanych ze sobą opowiadań. Otworzyłem na chybił-trafił i natrafiłem na: „Niemały biały domek”.

„...Jerzy W. Krzak z dezaprobatą wyrażał się o swoim poprzedniku:

- Nie dość że demokrata to jeszcze upodobania do męskich akcentów miał – krytykował, siedząc w pokoju owalnym. – Nie myślcie państwo że ja tak psioczę ze względu na ojca. To tu, tfu...- z grymasem na twarzy opowiadał – musiałem wszystkie meble wymieniać. Podrapał stół tym swoim saksofonem i dziury cygarem powypalał. – Jego podniecał maskulinizm. Kobiety musiały mieć coś męskiego. Nie chcę być gołosłowny – powiedział J.W.Krzak – oto dowody:

Żona – Hilary (ten od okularów z czytanki).

Sekretarka – Karol (było paru wielkich).

Kochanka – Lewiński (dotychczas nieznany).

- Mimo że z wyglądu kobiety, ale kto ich tam naprawdę wie – powiedział lekko wzburzony.- Co więcej:

Kucharka – Marian (był już jeden w rządzie).

Córka – Chelsea (klub footbolistów).

Kotka – Tiffany. Chcecie więcej?!

- Nie ! – wykrzyknęli zgodnym chórem zgromadzeni dziennikarze.”

No...dobre... - pomyślałem – interesujące, wręcz odkrywcze. Takie nagromadzenie faktów, metaforyczne ujęcie tematu, nieźle się zapowiada. Przerzuciłem kilka stron dalej, trafiłem na następną powiastkę pt. ”Michał Pan”:

„...Michał Jackowy rozmawiał z Elżbietą Krawiec chwytając się co pewien czas nerwowo za krocze.

- Co ci Michał? – pytała zatroskana Elżbieta.

- Nic to – rzekł Michał – to mi tak z młodości zostało, kiedy to matuś moje gatki w proszku IXI prała.

- Ja w takiej sytuacji, po prostu zmieniałam mężów – ze stoickim spokojem wyznała Elżbieta, zwana nie od parady Kleopatrą.

- U mnie było gorzej – wyznał Michał – zacząłem blednąć od tego proszku, mniej więcej od środka ciężkości mojego wątłego ciała i promieniowałem w obydwie strony. Teraz to tylko włosy na głowie i paznokcie u nóg pozostały czarne...

- A ja tak liczyłam że mógłbyś być moim ósmym – powiedziała łagodnie, opuszczając przy tym wstydliwie sztuczne rzęsy.

- Dziewiątym – wyjęknął Michał.

- Hm...ósmym, Michasiu – zapewniała go – za Ryszarda, to ja dwa razy wychodziłam..”

Przy ostatnich sekwencjach tego opowiadania tak mnie sen zmorzył, że ledwo dotarłem do końca.

No niezłe...rośnie nam druga Danielle Steel. Tyle co tamta, to pewnie Maggi nie zarobi, ale nieźle się zapowiada – pomyślałem, smacznie zasypiając.

Wasz Chris

« Dzienniki - wrzesień II - 2003 | Strona główna | Dzienniki - październik I - 2003 »