« Dzienniki - sierpień II - 2003 | Strona główna | Dzienniki - wrzesien I - 2003 »

1 września 2003

Podróże

Powracający z wielkiej podróży, jaką jest odwiedzenie rodzinnego kraju, zwykle dzielą się na dwie kategorie. Tych zadowolonych, zrelaksowanych i w błogostanie powracających w australijskie pielesze, oraz na tych rozdygotanych, ...

którym właściwie nic się nie podobało i co więcej – zaklinających się że ich noga więcej na tamtej ziemi „nie postanie”. Nie jest to opis typowych malkontentów – bynajmniej.

Ci ostatni przy odrobinie szczęścia, mogliby się zaliczyć do tych pierwszych – szczęśliwców, którym ziemia polska miłą była, a za sprawą Opatrzności nie dane im było nic załatwiać w miejscowych urzędach: gminnych, dzielnicowych czy wojewódzkich.

Nie przytrafiło się im, odwiedzać biur PKS, PKP czy tym podobnych. Przy przekraczaniu granicy nie próbowali załatwiać zwrotu podatku VAT. Nie chorowali podczas pobytu w kraju nad Wisłą i Odrą, ani nie mieli do czynienia z sądownictwem, administracją, ani ze służbami porządkowymi. Nie ubezpieczali się tam i nie korzystali z usług tamtejszych biur podróży. Nikt im nie umarł, ani się urodził. Wreszcie, nie kręcili się w pobliżu blokowisk, cmentarzy, targowisk i dworców – a szczególnie po zmierzchu. Nie próbowali się zabawić w lokalach zwanych DISCO. I na koniec (nie jest to niestety koniec powodów, nie chcę po prostu zanudzić) broń Boże nie próbowali wjechać tam na australijskim paszporcie, bo o tym też ostatnio bardzo głośno.

Z tej to przyczyny Zenek i Maggi zaczęli starania, aby pozyskać ten otwierający furtkę do szczęścia - polski paszport. Nie jest to takie proste.

Chociaż do planowanego wyjazdu pozostało jeszcze ładnych parę miesięcy, już teraz wiedzą że tak zalecanego dokumentu na czas nie dostaną. Tak, tak, aby otrzymać polski paszport, trzeba czekać ponad pół roku?! Dwudziesty pierwszy wiek, myly państwo (jak mawiał ktoś ważny).

Pojadą więc na zastępczych, a kiedy już wrócą z powrotem to dostaną nowiutkie. Prosto do szuflady.

Zenek obawia się problemów z takim dokumentem zastępczym, szczególnie na prowincji (a za taką uchodzą ich rodzinne strony).

- Mogą nas nie chcieć zameldować, bo uznają że to jakieś przekręty – obawia się Maggi. – Moja znajoma już po dwóch dniach pobytu miała nieprzyjemności od miejscowego sołtysa, który zrugał ją że mieszka bez zameldowania „a 48 godzin minęło”, stwierdził z oburzeniem.

Zenek lęka się trochę wyjazdu, bo jak twierdzi, rodzina do której jedzie mieszka w trójkącie bermudzkim.

- To nie w Polsce? – zagadnąłem.

- Wiesz, w polskim trójkącie: między Starachowicami, Pruszkowem, a Łodzią – wyjaśnił.

- Nie bardzo rozumiem?

- Co ty gazet nie czytasz, no i internetu nie masz ... – z lekceważącym tonem zwrócił się do mnie – Łódź, to ośmiornica; Pruszków, to mafia z wieloletnimi tradycjami, a Starachowice: mafia partyjna SLD. A my w środku. Ciekawe kto tam teraz rządzi ? – zamyślił się.

- Tylko broń Boże nie wyciągaj australijskiego paszportu – uprzedzałem go – bo Ci każą dowód osobisty wyrabiać. No i możesz podpaść której z mafii.

- O co? – zatrwożył się Zen.

- Mogą żądać haraczu za rezydowanie na ich terenie – uświadomiałem go. – Kiedyś słyszałem o takim przypadku. Najlepiej bądźcie mobilni. Prowadźcie życie w stylu Saddama, lub bin Ladena – dodałem.

- Co masz na myśli?

- Wiesz, dzisiaj śpicie tu, jutro gdzie indziej. Nigdzie nie spędzajcie więcej niż dwa dni. To was nie namierzą, ani gmina, ani żadna inna mafia.

- Co ty, u nas jest władza powiatowa.

- To uważasz że mafia powiatowa lepsza. Sam wspominałeś Starachowice.

- Będę uważał, tylko tego cholernego Pesla nie będę miał, ale do czego to mi mogłoby być przydatne?

- Sam nie wiem. Z tego co słyszałem, to teraz do wszystkiego ten numer potrzebny. Ty się lepiej módl, abyś tam nie musiał niczego załatwiać.

Na wszelki wypadek ułożyłem modlitwę, którą zalecam wszystkim wyjeżdżającym. Zenek w każdym razie, obiecał codziennie ją odmawiać. A oto ona:

Aniele Boży stróżu mój

Ty w Polsce przy mnie stój

Od biur i wszelkiego urzędu

Chroń mnie bym nie dostał obłędu

Nie dopuść w szpony biurokracji

I przywiedź z powrotem bez indagacji.

Wasz Chris

« Dzienniki - sierpień II - 2003 | Strona główna | Dzienniki - wrzesien I - 2003 »