« Co czytają ci tam na spodzie… | Strona główna | Dzienniki - sierpień II - 2003 »

15 sierpnia 2003

Ekstrawagancja

Trochę zawaliłem ostatnio. Muszę się szczerze przyznać. Ale zacznę od początku...

Zawsze utyskiwałem, że my to tylko do klubów, czy domów polskich po rozrywkę idziemy.

- A tak do miasta się wybrać, wpaść do jakiegoś przytulnego klubu, czy knajpki, posłuchać innej muzyki, czy nawet potańczyć – przekonywałem Zenka.

No i w końcu przekonałem.

Ostatniej soboty Zen zadecydował że zamiast polonijnych sentymentów, otwieramy się na świat.

Maggi wystroiła się na ten wieczór młodzieżowo, my z Zenkiem żelem wygładziliśmy przerzedzone uwłosienie.

Pojechaliśmy do miasta, prosto na ulice rozrywki i nocnego życia.

Spacerując tak ulicą rozbrzmiewającą coraz mocniejszym rytmem techno, dyskutowaliśmy dlaczego nas tak zawsze ciągnie do polskiej enklawy, a boimy się otworzyć na coś odmiennego.

- Nie eksajtuje mnie ta ich muzyka – zaczął Zen.

- Ale mają też ładne numery – stwierdziła Maggi.

Właśnie dochodziły nas z pobliża dźwięki w stylu Eltona Johna.

- Zajdziemy tam? – zaproponowałem.

- Why not – zgodził się Zenek.

Knajpka z której dochodziła muzyka znajdowała się w podziemiu. Wejście kilkoma schodami w dół, do sporej piwniczki, przyjemnie udekorowanej. Na środku spory parkiet do tańca, a wokoło stoliki dwu- i czteroosobowe. Na stolikach lampiony dodające uroku temu miejscu.Tłoku nie było, parę stolików stało wolnych. Bramkarz z dziwnym wyrazem twarzy uprzedził nas że to jest special club i pobrał opłaty wstępu po 10 bucks od męskiej głowy. Ladies free.

Zamówiliśmy drinki i rozsiedliśmy się w podcieniu niszy, mając widok na całą salę. Zaczęliśmy się nawzajem upewniać o dobrym wyborze jaki właśnie dokonaliśmy wpadając tutaj.

- To musi być klub dla singli – zauważyła Maggi.

Faktycznie, przy stolikach siedzieli osobnicy tej samej płci. Mieszanych oprócz nas nie było.

Zamoczyliśmy usta w szklankach z zimną whisky, zaczęła grać muzyka. Znów przyjemny sentymentalny kawałek. Zrobił się ruch, od stolików podążały na parkiet... pary męskie. Zaczęli w objęciach podrygiwać. Podobnie zachowywało się kilka młodych kobiet. Osłupieliśmy. Nie zdążyliśmy jeszcze ochłonąć, kiedy do Maggi podeszła dość atrakcyjna kobieta, prosząc ją do tańca. Maggi z uśmiechem odmówiła. Po chwili podeszła do niej następna. My z Zenkiem zaniemówiliśmy.

Przetrwaliśmy w stanie oszołomienia do końca tego numeru. Z wrażenia w ekspresowym tempie opróżniłem swoją szklankę. Zamówiłem następną kolejkę.

Znów zaczęły płynąć romantyczne dźwięki. Nagle dostałem olśnienia. Powstałem, wyprostowałem się i z ukłonem poprosiłem Maggi do tańca. Widać z ulgą przyjęła moje zaproszenie, obawiając się kolejnych amantek. Zaczęliśmy delikatnie podrygiwać w stylu tanga. Gdzieś z boku ktoś gwizdnął. Po chwili z drugiej strony następny gwizd. Tańczące obok pary, zaczęły się od nas odsuwać, wymieniając dwuznaczne spojrzenia. Gwizdy się nasilały. Dotrwaliśmy do końca. Zrobiło się nieprzyjemnie.

Kiedy powróciliśmy do stolika podszedł do nas bramkarz i grzecznie zapytał:

- Czy nie mówiłem wam że to jest special club?

Potakiwaliśmy ze wstydem głowami.

- No właśnie. To porządny klub i nie możemy sobie pozwolić na ekstrawagancje – dodał.

Zawstydzeni dopiliśmy nasze drinki i postanowiliśmy opuścić lokal.

Zenek przy wyjsciu przebąkiwał coś o równouprawnieniu.

Osobiście czułem się winny za ten niefortunny wieczór.

Wasz Chris

« Co czytają ci tam na spodzie… | Strona główna | Dzienniki - sierpień II - 2003 »