« Dziennik - lipiec II - 2003 | Strona główna | Dzienniki - sierpień I - 2003 »

1 sierpnia 2003

Biznesmen

Od pewnego czasu rzadko widuję Zenka. Przyczyną tego stanu stał sie ... kompjuter – jak mawia Maggi. ...

Zenek nabył komputer i podłączył do internetu. Od tego czasu każdą wolną chwilę spędza przed monitorem. Ze względów koniunkturalnych próbuje wciągnąć w to Maggi, ale ta nie przejawia fascynacji jaką zapałał do nowej zabawki Zen. Owszem, wchodzi czasem na www.przychodnia.pl by poczytać o chorobach i ich leczeniu, ale generalnie nie eksajtuje się (ulubione powiedzonko Zena), surfingiem w sieci.

Mnie pozostało robić to samo, albo szukać nowych przyjaciół. Postanowiłem grać na zwłokę. Przeczekam – pomyślałem.

Zenek w międzyczasie rozbudował swoje technologiczne imperium. Dokupił dobrej klasy drukarkę, scanner i CD burner. Tu informacja dla mniej zorientowanych – to ostatnie urządzenie, umożliwia kopiowanie dysków kompaktowych.

Nasze nieliczne spotkania polegają na rozmowach, a właściwie monologu Zenka, na temat komputerów, sieci internetowej i nieograniczonych możliwości jakie daje jej używanie.

- W piątek znalazłem cool site – informował mnie Zen – wchodzę na www.123cam.com i oglądam cały świat, w większości na żywo. A propos oglądania, najlepsze dziewczyny są na www....com (tu mi szef gazety wykropkował) ale laski Kris, głowa boli.

Mówił to trochę przyciszonym głosem bo w drzwiach ukazała się Maggi.

- On teraz tylko na kompjuterze siedzi, skaranie boskie – skarżyła się Maggi. – Wiem że wchodzi na gołe baby, ale jak długo to można oglądać – narzekała, z pogardą patrząc na Zena.

- Co ty gadasz Maggi – bronił się Zen – tam cały świat stoi otworem. O, wiesz – zwrócił się do mnie – znalazłem nareszcie źródło informacji o nas i to w języku polskim. Wchodzisz na www.australink.pl i tam znajdujesz odpowiedzi na wszystkie trudne pytania kuzynów z kraju.

- Trudne pytania?

- No wiesz, pyta cię kuzyn ile zarabia taki inżynier, czy kucharz w krainie Oz, albo jak tu podjąć studia, czy jak emigrować. Skąd masz to wiedzieć – a tam masz gotowe odpowiedzi.

Następnym razem, Zen z rozpalonymi policzkami i żarem w oczach opowiadał mi, jak to wchodząc na www.etrade.com.au może w przeciągu kilku godzin zarobić kupę szmalu.

- Nie wychodzisz z domu a gotówka leci. Wykapujesz jakieś shares które akurat spadły w dół – opowiadał zapamiętale – kupujesz i, po jakimś czasie możesz je odsprzedać z 20% zyskiem, lub lepiej.

- A co jak pójdą jeszcze bardziej w dół, nie przymierzając ... jak nasza Telstra – zapytałem.

- Well,...business risk – odpowiedział po namyśle.

Po paru dniach, łatwym zarobkiem na giełdzie, już się nie podniecał, natomiast stwierdził że chyba znalazł coś lepszego. Zaraz potem zapytał mnie, kiedy się wybieram do biblioteki dzielnicowej. Zamurowało mnie. To musi być jakiś podstęp – pomyślałem.

Wiedział że często tam zaglądam, wypożyczając polskie książki, videos, czy dyski kompaktowe z muzyką, często polską.

Zapałał chęcią zapisania się do biblioteki, wypytywał mnie o szczegóły. Co więcej, chciał być członkiem wszystkich możliwych bibliotek w okolicy.

Wszystko wydało się po paru tygodniach, kiedy to pewnej niedzieli po mszy w polskim kościele, Zenek pod szyldem TANIE POLSKIE NAGRANIA, w najlepsze sprzedawał z bagażnika swojego Falcona ... płyty kompaktowe. Faktycznie, po bardzo zaniżonej cenie.

Kiedy zobaczył mnie trochę się zmieszał, ale po chwili zaczął mnie przekonywać, że to dzięki komputeryzacji mógł rozwinąć swój biznes. Spojrzałem na towar – wybór imponujący. Po bliższych oględzinach można było zauważyć zatuszowane nazwy i numery bibliotek na okładkach płyt, które sam przekopiował.

- Przecież to nielegalne – powiedziałem po cichu aby nikt z klienteli moich słów nie usłyszał.

- A kto to będzie wiedział – szepnął mi do ucha – tyle tysięcy kilometrów od kraju.

- A mówiłeś że dzisiejsza technologia nie liczy się z odległościami.

- Przecież australijskich wyrobów nie sprzedaję – uciął niepożądaną dyskusję.

Kiedy zapytałem po dwóch tygodniach jak mu leci biznes, rozżalony Zen poskarżył się, że musi zwinąć interes, bo jakaś mafia polska straszyła go, że doniesie policji o jego działalności.

- Jak to mafia? – zapytałem.

- No wiesz, jeden z takich co to sam nie zje i drugiemu nie pozwoli. I jak tu można w takich warunkach rozwinąć skrzydła w biznesie – zakończył ze smutkiem.

Wasz Chris

« Dziennik - lipiec II - 2003 | Strona główna | Dzienniki - sierpień I - 2003 »