« Dzienniki - czerwiec 1- 2003 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec II - 2003 »

15 czerwca 2003

Kolekcjoner

Hi Kris - zawołał Zen witając mnie w progu - Wybierzesz się z nami nad ocean? zapytał. ...


- Dlaczego nad ocean, pogoda niezbyt plażowa.

- Seagulls będziemy karmić, mamy sporo chleba, trzeba go zużyć. Nie wypada wyrzucać, to grzech.

- To nie możecie zjeść - zapytałem z głupia frant.

- O my już chleba nie jemy. My z Maggi jesteśmy optymalni od dwóch tygodni.

- What do you mean? - zapytałem po angielsku, zaskoczony wiadomością, podejrzewając że wstąpili do jakiejś nowej sekty.

- No, optymalni … zdrowe i tłuste jedzenie, nie słyszałeś - niedowierzająco upewniał się Zenek - dieta Kwaśniewskiego - dodał.

- Kwaśniewskiego? To prezydent wziął się teraz za dietetykę ? - zapytałem jeszcze bardziej zdziwiony.

- Nie prezydent a doktór. Jak jesz : 0.5 węglowodanów, 1 białka i 3 tłuszczu, to jesteś zdrowy jak byk, serce masz jak dzwon, a buzia jak pupa u noworodka - wypowiedział to jednym tchem z wyrzutem spoglądając na moją niezdrową cerę - Dlatego chleba nie jemy. Ja już schudłem 3 kilo, a Maggi dwa…

Popatrzył na mnie, myślał przez chwilę o czymś, czego mój umysł na najwyższych obrotach nie mógł przewidzieć i zapytał:

- A ty byś się nie przyłączył?

- Przyłączył,… do czego?

- Bloody mać - obruszył się - do optymalnych, chcesz być zdrowy, znać prawa życia to musisz się zdrowo odżywiać.

- Ja o tym wcześniej nie słyszałem - zacząłem się usprawiedliwiać - musiałbym trochę o tym poczytać, upewnić się że to jest to, a poza tym … aby jeść podobnie - muszę się do czegoś przyłączać?

- O.K. nie musisz - powiedział łagodnie - to może odkupiłbyś od nas trochę ziemniaków i cukru? Wszystko po cenach hurtowych - zapewniał.

- Cu…? - zaniemówiłem i natychmiast przed oczyma przeleciały mi obrazy z peerelu, kiedy to zdobycie reglamentowego towaru graniczyło z cudem, a do takich właśnie zaliczał się cukier. Miałem ochotę uszczypnąć się, czy ja ciągle tu i w tym samym czasie, ale wątpiwości moje rozwiał sąsiad z przeciwka na Harleyu, dudnieniem z rur wydechowych.

- No wiesz … kiedy po 11 września wojna wisiała na włosku, Maggi zrobiła zapasy na wszelki wypadek, no a teraz kiedy staliśmy się optymalni, już nam nie potrzebny.

- Dużo tego macie?

- Nie, z dwanaście kilo, to wszystko.

Zen czasem oferował mi różne interesy, często przedmioty których użytkowania nie przewidywałem w moim doczesnym życiu, ale ta oferta była jak najbardziej przyziemną.

- A ziemniaki? - zapytałem.

- Też mały zapasik w garażu leży, praktycznie pełna skrzynia, będzie ze sto kilo. Za butelkę whisky bierz całą skrzynię.

- Ziemniaków też nie jecie ?

- To takie samo bloody świństwo, jak i chleb - przerwał speszony, zreflektowawszy się kupiecką gafą, którą w tym momencie popełnił, lecz ciągnął dalej: - ale tylko dla optymalnych, jak ty nie chcesz się przyłączyć, to możesz je jeść. Są świeżutkie, first grade.

- Też kupione po 11 września ?

- Nie … wiesz, Maggi pracuje w pakowalni warzyw i kartofli. Uzbierało się …

wasz Chris

« Dzienniki - czerwiec 1- 2003 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec II - 2003 »