« Dzienniki - lipiec I - 2003 | Strona główna | Dziennik - lipiec II - 2003 »

15 lipca 2003

Zywa pochodnia

Zadzwonił wczoraj do mnie Zenek z prośbą abym pomógł mu napisać podanie.

Nieraz to robiłem, bo wiem że jego angielski lepszy w mowie niż piśmie, więc się nie zdziwiłem. ...


Kiedy wieczorem usiedliśmy przy stole w diningu, podał mi papier i długopis. Zaczął dyktować:

- “Biuro odbudowy Iraku, pan profesor Marek Belka“.

- Co ? – pisnąłem zdziwiony – mam pisać po polsku.

- Tak. Widzisz ja i po polsku tyle lat nie pisałem, oprócz listu do rodziny raz na rok. Trochę mi ciężko. Ale będę ci podpowiadał – zapewnił mnie.

- Dlaczego chcesz pisać do profesora Belki?

- Bo chcę pracować w polskiej strefie stabilizacyjnej w roli eksperta.

- ??? – wytrzeszczałem oczy na Zenka.

- Tak, tak, wbrew pozorom my mamy więcej experience niż rodacy w kraju. Pierwszy z brzegu przykład : Jak oni rozwiążą sprawę służby zdrowia w Iraku? – ciągnął Zen. – W kraju co chwila zmieniają system i każdy następny jest gorszy od poprzedniego.

- No a co ty byś zrobił?

- Ja, ja mam wieloletnie doświadczenie z Medicare – powiedział dobitnie, kontynuując – byłem na zasiłku zdrowotnym przez pewien czas. Znam ten system od podszewki. Easy przeflancować na iracki rynek.

- No a inne problemy?

- Kris (wypowiedział jak zwykle miękko moje imię), czy ja nie jestem żywą pochodnią transformacji – stwierdził poważnym głosem rozsiadłszy się wygodnie na krześle i dalej rozwiewał moje wątpliwości. – Pamiętam 20 lat temu, człowiek sfrunął na tę ziemię, bez money, języka, nikogusieńko, jak ten kambodżan. No i jak szybko zaadoptowaliśmy się do ruchu lewostronnego, z upałami sobie poradziliśmy, a airconditionerów nie mieliśmy.

- Pamiętam – zauważyłem – przez całe dni wałęsaliśmy się w shoppping centre.

- No właśnie – wpadł mi w słowo Zen – trzeba im shopping centres budować. Transformację monetarną też przeżyliśmy, ze złotych na dolary i to nie amerykańskie.

- Ale reglamentację towarów nasi mają opanowaną do perfekcji – zauważyłem.

- O tak. Tu bym się nie wtrącał. A, i bezwarunkowo dowody osobiste trzeba im wprowadzić, bo jak takiego rozpoznać w tych mnisich szatach.

- A co na to Maggi ? – zapytałem z ciekawości.

- Ona nie bardzo happy z tej idei. Wolałaby żebym starał się o pracę w Unii Europejskiej.

- Dlaczego tam?

- Tam bezpieczniej i lepsze zarobki. Za każdy dzień pobytu w Brukseli, czy w Strasburgu czardżujesz 250 euro samej diety, plus wages. Tylko nie wiem czy tam bym się nadawał. Do Iraku to i experience klimatyczny mam, ...no i cyfry arabskie znam – dodał po chwili zastanowienia.

Już chciałem mu wytłumaczyć że cyfry których używają Arabowie, są inne niż te które my nazywamy arabskimi, ale Zen znów przerwał moje myśli kończąc :

- A liter bym się szybko poduczył. No i system podatkowy też mam opanowany. Co roku sam wypełniam tax form.

- To może i system polityczny Antypodów można by przeflancować na eksperymentalne poletko, ciągle jeszcze zwane Irakiem – zauważyłem.

- Why not! – podpalił się Zen. – Ale stanowiska gubernatora bym nie wprowadzał.

- Dlaczego?

- Jakoś źle się kojarzy – zauważył Zenek.

Wasz Chris

« Dzienniki - lipiec I - 2003 | Strona główna | Dziennik - lipiec II - 2003 »