« Ciekawe strony | Strona główna | Dożynki »

15 grudnia 2003

Dzienniki - grudzień II - 2003

Wiadomość z samego rana: Amerykanie ujęli Saddama Husajna.

A ja miałem sen... futurystyczno-religijny.

Nie wszystko co poniżej napiszę było snem. Sen dał mi zarys – resztę sobie „domyśliłem”.

Niecały rok od czasu objęcia godności Biskupa Rzymu, papież Augustyn I, ogłosił oficjalnie zakończenie działalności stolicy apostolskiej na Ziemi, wraz z wygaśnięciem urzędu zastępcy św. Piotra.

Nie było to szokiem dla wysokich rangą funkcjonariuszy Kościoła katolickiego, ani podobnym im, zwierzchnikom innych Kościołów i wyznań chrześcijańskich. Słyszeli o tym od dłuższego czasu, zdążyli się do tej myśli przyzwyczaić. Najgorzej odebrała to, wielotysięczna rzesza biurokratów Kościoła, dla których utrata stanowiska, co więcej, zakończenie działalności ich niezastąpionych instytucji, wydawało się nieprawdopodobne.

Tuż po ogłoszeniu tej niezwykłej wiadomości, czuło się w powietrzu prawie zapach krwi, nowej krucjaty krzyżowej tym razem wymierzonej we własnych zwierzchników, próby utworzenia coś w rodzaju schizmy a nawet przebąkiwano o przywróceniu inkwizycji. Szybko jednak opanowano te rewolucyjne nastroje w szeregach dotychczas skostniałych i zasiedziałych biurokratów, którym nie walka o wiarę, a o własne stołki, dodała nagle skrzydeł bynajmniej, nie anielskich. Powstający konflikt praktycznie zażegnano, informacją o tymczasowym status quo, aż do naturalnego wykruszania się szeregów funkcjonariuszy instytucji kościelnych, czy związanych z Kościołem a dotowanych przez niego instytucji. Tak że masowe bezrobocie, ani nawet utrata stanowisk większości urzędnikom, tak świeckim jak i duchownym, nie groziła. Oczywiście, mowa tu o instytucjach przez lata rozwijających się do niebotycznych rozmiarów, nie mających na celu służby człowiekowi, a pod płaszczykiem studiów i badań religijnych, powiększających biurokrację watykańską, jak również innych wyznań. Co odnosi się także, do władz kościelnych w niektórych krajach.

Przed nowo powstającym Watykańskim Królestwem Zjednoczonych Chrześcijan (taką właśnie oficjalnie nazwę przyjął Watykan) postawiono trzy podstawowe cele.

Pierwszym i najważniejszym, uznano:

- Jest jeden Bóg w którego wierzymy, a poza Nim nic na Ziemi nie jest święte.

Nawiązując do tej prawdy w wielkim skrócie, można stwierdzić że tylko Jezus Chrystus przebywał jako święty na ziemi. Nikt poza nim świętym tu nie był, świętość nabywano tylko po śmierci. Kontynuowanie linii św. Piotra, w postaci władzy papieskiej w 2000 lat po opuszczenia Ziemi przez Jezusa Chrystusa, byłoby nieadekwatnym aktem i z dotychczasowego, wieloletniego doświadczenia nie gwarantowało pojednania i rozwoju w służbie Bogu.

Kościoły i wyznania należące do Związku chrześcijan, będą kontynuować swoją dotychczasową działalność i co najważniejsze, dotychczasowe tradycje i rytuały w głoszeniu chwały Bożej.

Drugim celem, jest uznanie dotychczasowej działalności wszystkich Kościołów i związków wyznaniowych jako karty zamkniętej - dla osądu, jedynie przez Boga. On dobre nagrodzi, a złe ukarze. Nic więcej, ani mniej.

Natomiast należy uczyć historii Kościołów zgodnie z obiektywną prawdą, z uwzględnieniem warunków w jakich działały w omawianym okresie.

Trzecim celem jest zunifikowanie idei chrześcijaństwa, wygaśnięcie linii papieskiej, o którym już wspominaliśmy. Uznanie wszystkich, zjednoczonych chrześcijan za równych sobie, bez względu jaki Kościół reprezentują i zalegalizowanie wszelkich mutacji międzywyznaniowych. Wygaszenie wielu instytucji przykościelnych i zbędnej administracji, tak w samym Watykanie jak i w szeregu innych krajów.

Papież Augustyn I na spotkaniu przywódców państw świata w siedzibie ONZ, na dwudniowej sesji wygłosił ostatnią homilię do narodów świata, a później referat informujący o nowych warunkach działalności kościołów chrześcijańskich. W drugim dniu podjął się wyjaśniania podstawowych zagadnień związanych ze zmianami. Oto główne tematy jakie poruszano na tym spotkaniu.

Przede wszystkim - Papież wyjaśnił że państwo Watykańskie pozostanie wraz ze swymi dobrami, miejscem kultu, tradycji religijnych i zbioru dzieł sztuki poświęconych Bogu. Symbolicznie wraz z “Ziemią Swiętą”, pozostaną głównymi miejscami spotkań chrześcijan z całego świata, w celu modlitw, przemyśleń, medytacji. Wraz z upływem czasu liczba dotychczasowych rezydentów i administratorów będzie malała, aż osiągnie zamierzoną wielkość pozwalającą sprawnie obsługiwać miejsca kultu, kościoły, muzea i pozostałe instytuty wiary. Podobne ograniczenia nastąpią w innych ośrodkach różnych wyznań na świecie.

Ważną kwestią była forma zarządzania Watykańskim Królestwem Związku Chrześcijan. Papież wyjaśniał sprawy organizacyjne i nowe struktury Chrześcjan. Otóż, głową Związku zostanie wybrane na okres pięciu lat tzw. “Kolegium Trzech”, składające się z wybranych na forum Kongresu, trzech przedstawicieli poszczególnych wyznań. Na pierwszym kongresie będą to przedstawiciele: Katolików (Kościołów katolickich różnych odmian z rzymsko-katolickim na czele), Ortodoksów (Kościołów prawosławnych) i Protestantów (Kościołów reformowanych i luterańskich, włączając Kościół anglikański). Kongres który w pełnym składzie, zbierałby się na okres wyborów i zjazdów ustawodawczo-nowelizacyjnych, wybierany będzie z przedstawicieli wyznań poszczególnych krajów, w liczbie proporcjonalnej do ich wyznawców.

Kongres będzie zbierał się też w określonym czasie (nie częściej, niż raz na rok) w celu uchwalenia nowych ustaw, czy ich nowelizacji, oraz spraw organizacyjnych. W tym czasie dla przedstawicieli innych religii: islamu, judaizmu, czy buddystów drzwi będą otwarte. Tendencja uznania równości pomiędzy grupami doprowadzi do wzajemnego poszanowania siebie, naszych przekonań i sposobu życia, czyli tego co wymaga od nas Bóg.

Dni poświęcone Bogu, to sobota i niedziela, na równi i każdy z osobna (w niektórych regionach będzie to też piątek). Papież zaznaczył że nurtującym problemem wsród chrześcijan jest czas obchodzenia głównych świat chrześcijaństwa. Jak wiemy, ani święto Zmartwychwstania ani Bożego Narodzenia ( które zaczęto obchodzić w czasie, zastępując pogańskie święta) nie są dokładnym odzwierciedleniem, ani dnia narodzin ani zmartwychwstania Pana, dlatego też na pierwszym spotkaniu Kongresu ustalimy wspólny czas obchodzenia tych ważnych uroczystości. Będzie to, pierwszy akt dobrej woli całej wspólnoty chrześcijańskiej.

Bardzo ważną sprawą dla wszystkich chrześcijan na całym świecie są obrzędy typu: chrzty, śluby, pogrzeby itp. Otóż pozostaną one ceremoniami, czy sakramentami według dotychczasowych tradycji poszczególnych wyznań, natomiast zostaną potraktowane równorzędnie w ramach Związku Chrześcijan, bez konieczności trwania w obrzędach jednego wyznania, gdy sytuacja życiowa do tego zmusi, np. małżeństwa z różnych wyznań, czy pochodzenie z rodziny mieszanej religijnie. Od tej pory katolik będzie mógł wziąć ślub z anglikanką w jej kościele i jego małżeństwo będzie oficjalnie uznane przez urząd kościoła katolickiego. Podobnie, gdy protestant będzie pogrzebany w tradycji prawosławnej, fakt ten będzie uznany w administracji kościoła protestanckiego. Wszystkie te obrzędy mają jednakową moc wobec Boga i my ludzie będziemy je uznawać za równorzędne.

Niemniej ważną a nurtującą współczesny świat sprawą są rozwody. Związek chrześcijański jest im generalnie przeciwny, podobnie jak np. przerywaniu ciąży. W świecie ziemskim nie ma rzeczy jednoznacznych, często to co pozornie wygląda anielsko jest istnym piekłem, a to co dogłębnie zepsute - potrafi się samo naprawić. Slogan który używamy od wieków jest ciągle aktualny: “niezgłębione są tajemnice świata”…Podobnie bywa z niektórymi formami zabijania, trzeba jasno powiedzieć - są formy usprawiedliwione, np. w wojnie obronnej, czy w krańcowej samoobronie, czy wreszcie w zabójstwie z przypadku. Tak też bywa czasami z aborcją (wysoki stopień zagrożenia życia matki czy obojga, czy nieludzko drastyczna forma zajścia w ciążę), która może być usprawiedliwioną.

W przypadku unieważnienia małżenstwa (czasem zwane rozwodem), przez sądy rodzinne, czy cywilne, będzie możliwość przedłożenia tego aktu do osądu “Radzie Trzech” w danym kraju, a ta będzie miała prawo ją przyjąć lub odrzucić. Jeżeli uznają że decyzja ta była podjęta zgodnie z chrześcijańskim prawem moralnym, mogą ją ratyfikować. Na decyzję tę będzie wpływać wiele czynników, przede wszystkim dobro samych zainteresowanych a głównie potomstwa, również warunki kulturowo-materialne będą tu jednym z czynników. Rada też może podejmować decyzję jeżeli sprawa była, do nich bezpośrednio skierowana, ale trzeba uznać to za wyjątkowe przypadki. Odnośnie opłat za wszelkie usługi kościelne, zostaną one dostosowane do sytuacji regionalnych, czy krajowych i będą zryczałtowane, dla wszystkich wyznań jednakowe.

Raz jeszcze Papież wspomniał, że głównym celem Związku Chrześcijan jest wprowadzenie w życie najważniejszego, czyli pierwszego przykazania Boga podanego Mojżeszowi:

- Przypomnieć wyznawcom o n a l e ż n e j c z c i d l a B o g a n a s z e g o i s z a c u n k u d l a b l i ź n i e g o s w e g o. Wszystkie inne przykazania nawiązują do tego najważniejszego i to jest naszym spoiwem, naszym wyznacznikiem wiary. Stwierdził również, że większość dotychczasowych form czczenia Pana jest Bogu miła i dobrze przez Niego widziana. Natomiast są pewne formy tworzenia dodatkowych podmiotów kultu, jak np. łączenia wiary z obrzędami voodoo, które nie są czystą formą czczenia Pana i powinny być zaniechane. Podobnie, jak koncentrowanie działań religijnych na oddawaniu czci przedmiotom kultu: obrazom, figurkom, budynkom, prochom, czy ludziom, jest niewłaściwym postępowaniem tych grup religijnych. Dlatego też rola sług bożych została uformalniona, aby uwypuklić to co najważniejsze - Boską chwałę i szacunek dla ludzi. Nie oznacza to, że będą nie doceniane w swojej specjalnej służbie Bogu : zakony i klasztory zamknięte, czy inne miejsca odosobnienia, gdzie pewna grupa ludzi, odczuwa potrzebę poświęcenia swego życia tylko służbie Bożej. Miejsca te będą nadal dumą świata chrześcijańskiego i jeszcze bardziej wspierane przez świat zewnętrzny.

Musicie sobie Państwo uzmysłowić o jak wielkim zgromadzeniu mówimy. Sam protestantyzm, to blisko dwa tysiące Kościołów i grup wyznaniowych.

Podsumowując, od następnego roku np. pop ortodoksyjny nie będzie musiał wcielać się w życie, powiedzmy pastora metodystów, lub odwrotnie, ale obydwaj będą mogli być przydatni różnym grupom wyznaniowym gdy taka potrzeba zaistnieje, a i grupy te będą się coraz lepiej rozumieć i szanować. Ta właśnie myśl przyświecała poprzedniemu Papieżowi, kiedy tworzył podwaliny tego co dziś przeżywamy.

Już teraz otrzymujemy sygnały z terenów wyjałowionych, gdzie chrześcijaństwo zostało tylko z nazwy, o wielkim zainteresowaniu ideą “nowo-chrześcijańską”, jak również zawrzało optymizmem w USA, wsród licznych związków wyznaniowych w tym kraju...


17 grudzień 2003 (środa)

Szczerze mówiąc myślałem o tym dłużej, niż dwa dni, ale zamykam w ten sposób aby nie stracić wątku. A sama konferencja prasowa była tematem ze snu.

... W drugim dniu też, Papież odpowiadał na pytania olbrzymiej liczby dziennikarzy zgromadzonych w kuluarach gmachu ONZ. Przewijały się pytania o korzyści dla poszczególnych krajów. Ktoś wspomniał o bliskim końcu konfliktu w Irlandii Płn. Papież tylko się uśmiechał pokazując rząd śnieżnobiałych zębów, w pewnym momencie podsumował:

- Szczegółów ja sam nie znam. Historia się tworzy. Jak się ludzie umówią - tak będzie. Bóg na nas patrzy - zakończył spoglądając gdzieś wysoko pod kopułę olbrzymiego gmachu. Augustyn I przypomniał też, że były już w przeszłości różne próby i zrywy zjednoczenia wiernych. Jak choćby ruch bahaizmu, który poszedł jednak zbyt daleko, czy całkiem realna działalność Światowej Rady Kościołów, która zaktywizowała się już w XIX wieku. Poza tym, było jeszcze po prostu za wcześnie na zmiany. Do wszelkich zmian trzeba dojrzeć i to tak osobiście jak i instytucjonalnie. Ludzki zegar bije niezbyt miarowo, ale systematycznie. Często pewne grupy społeczne rozwijają się szybciej, inne trochę wolniej w tym samym czasie, ale postęp jest nieustanny. Powodzenie tego ruchu widzimy w tym, że zapoczątkowaliśmy go na samej górze, już przez mojego poprzednika - powiedział Papież.

- Najbardziej zaskoczył mnie entuzjastyczny zryw wiernych różnych grup wyznaniowych, jak do tej pory nie dorównują im ich duszpasterze - wyznał Augustyn I.

- W przyszłości będą tylko dwa poziomy nauczycieli duchowych - powiedział papież, kontynując - pasterze, czyli : księża, zakonnicy, pastorzy, popi; oraz biskupi (zwierzchnia władza kościelna i zakonna, czy wyznaniowa).

Właśnie z tej grupy zostaną wybrani przedstawiciele, do krajowej “Rady Trzech” jak i do Kongresu, zwani czasem kardynałami. Nie jest to tytuł dożywotni, a mianowani będą na okres pięciu lat.

Zapytano papieża o desygnowanie nowych świętych. Augustyn I stwierdził :

- Lista świętych zostanie zamknięta , natomiast Kongres będzie wybierał na trochę innych zasadach ludzi nominowanych do miana “Bliskich Panu”, którzy podstawą życiową będą wzorem do naśladowania i podziwu dla przyszłych pokoleń. Do grupy “bliskich” kandydować zapewnie będą m.in. M.Luter, Mahatma Gandhi (tu gromkie brawa zakłóciły monolog Papieża), matka Teresa, czy M.L.King, jak również mój poprzednik (znów zerwały się oklaski).

Jeden z dziennikarzy chciał podważyć nową teorię, zarzucając jej inne prawdy wiary wyznawane przez tak różne grupy. Papież spokojnie odpowiedział:

- Tak jak modlimy się do Boga w różnych językach i On to rozumie, tak nasze modły mogą przybierać różne formy i treści. On to też rozumie. Ważne jest, że zbieramy się razem w Jego imieniu. To było do tej pory niemożliwe. Gdybyśmy czekali jeszcze dłużej, stało by się to już absolutnie niemożliwe, bo jak słusznie Pan zauważył, oddaliliśmy się od siebie. W większości, nie potrafiliśmy się wznieść umysłem dalej, bez ziemskiej otoczki świętości. Potrzebowaliśmy dokładnego ukierunkowania. Właśnie w tym celu, Bóg dał pierwszym wyznawcom dokładne wskazówki, w jaki sposób mają Go czcić. Zauważmy, że Jezus Chrystus już do tego nie nawoływał, był nawet w pewnym sensie buntownikiem przeciwko regułom zakonu, ich przepisom, itp. Lecz my, zwykli ludzie potrzebowaliśmy 2000 lat aby to zrozumieć.

Dużo pytań dotyczyło finansowania Związku Chrześcijan. Papież krótko podsumował:

- Zwiększające się dochody Chrześcijan, tak z ukrócenia biurokracji jak i z zwiększonych wpływów z turystyki religijnej, zasilą spiżarnie najuboższych, co więcej, teraz wspólnie będziemy w stanie przeforsować zastane od lat programy reform upraw i hodowli, jak i całego rolnictwa szczególnie w krajach Afryki jak również Ameryki Płd. oraz Azji. Programy te dotychczas były torpedowane przez lobby eksporterów żywności - powiedział Papież.

- Czy Jego Świątobliwość (słysząc ten zwrot Papież lekko się uśmiechnął) nie obawia się, że nastąpi masowy exodus księży do tzw. lżejszych wyznań, gdzie nie wymaga się od księży celibatu, wstrzemięźliwości i rygorów duchownego katolickiego ? - zapytał dziennikarz z Brazylii.

- Tu nie ma mowy o żadnych ucieczkach, czy zdradach. W końcu nikt na siłę do stanu duchownego nie został przydzielony. Był to świadomy wybór po wieloletniej pracy i modlitwie, uwieńczony święceniami, czy przyrzeczeniem zakonnym. Jeżeli kwestie takie będą wypływały będziemy je analizować. Pamiętajcie państwo (zwracając się do tłumów dziennikarzy) - chwała Boga i dobro ludzi jest naszym celem nadrzędnym.

Po wypowiedzi tej znów zerwały się burzliwe oklaski i entuzjastyczny aplauz. Był to aplauz filharmoniczny pełen ekspresji, lecz i szacunku dla prelegenta. Wyczuwało się tę podniosłą atmosferę, dziennikarze doskonale zdawali sobie sprawę, że uczestniczą w historycznej chwili i ten nastrój wspólnoty duchowej, udzielił się wszystkim obecnym. Następne pytania też nie należały do łatwych, które Papież mógłby zbyć jednym zdaniem. Amerykański dziennikarz zapytał o formy rejestracji i przynależności do Związku sporej liczby sekt, które teraz mogłyby masowo przystępować i w ten sposób otrzymać legalny, czy wręcz prestiżowy status.

Papież wspomniał o pewnych statutowych rygorach, o których była mowa wcześniej, a również zaznaczył -“ większość sekt opiera się na oddawaniu czci i wkładu materialnego swoim żyjącym przywódcom i traktowaniu ich na równi z Bogiem. Wszelkie formy dyktatury i terroru w imię religii, jak również psychiczne oddziaływanie na mentalność grupy wyznaniowej są niedopuszczalne. Oczywiście tacy nie znajdą miejsca wsród nas.

Dziennikarz z Polski zapytał o katechizm, o prawdy wiary w świetle “wielokulturowości wyznaniowej”.

Papież wyjaśnił że Katecheza chrześcijańska jako działalność doktrynalna poszczególnych Kościołów pozostanie w ich gestii, a w miarę większego zbliżenia podejmie się standaryzację wspólnych katechizmów, opartych przecież na tych samych zasadach etycznych i moralnych wszystkich chrześcijan wyłożonych w Dekalogu.

- Przez lata za bardzo unaukowiliśmy naszą wiarę, musimy wrócić do korzeni - powiedział Papież.

Ktoś zapytał czy nowy Związek będzie się wzorował na instytucji Opus Dei.

Augustyn I odpowiedział, że Opus Dei będzie miało szerokie pole do działania, nie tylko na terenach tradycyjnie katolickich, ale nie będzie stanowiło trzonu Związku.

Dziennikarz z Rzymu zapytał wprost - “no dobrze, z tego wynika że Kościół Katolicki daje (czy jakby niektórzy stwierdzili - traci) najwięcej. Co dają inne Kościoły i wyznania?”

- Pan ciągle rozważa ludzkimi kategoriami - powiedział Papież . - Wszyscy dają po równo. Wszyscy dajemy największy dar, czyli dobrą wolę. Dobra materialne nie należą do Boga, to są sprawy ludzkie, a my chcemy aby to wielowiekowe bogactwo kulturalne, było udziałem wszystkich. A z reformy Kościołów (o ile ktoś chce to tak nazwać) materialnej, skorzystają najbardziej potrzebujący, czyli najbiedniejsi.

Nie omieszkano zapytać też o pomieszanie w nowych strukturach chrześcijańskich nomenklatury władzy monarszej z republikańską. Papież stwierdził że to wszystko ma swój cel. Mówimy o Watykańskim Królestwie jako Królestwie Bożym, natomiast związki, kongresy to nasze ziemskie sprawy, które chcemy prowadzić w miarę demokratycznie, z tym że demokracja chrześcijańska, niekoniecznie ma oznaczać słowo to w klasycznym znaczeniu.

Na zakończenie papież Augustyn I podsumował:

- Jeszcze raz powtarzam, wszystkie drogi które są wyścielane wskazówkami z Dekalogu i Pisma Św. prowadzą do Boga. Kiedyś nasze drogi były bardzo poplątane, często niczym ślepy labirynt prowadziły donikąd. Teraz, jeżeli wszyscy nie przechodzimy jeszcze tymi samymi pokojami, to mamy przynajmniej wspólne korytarze do celu.


19 grudzień 2003 (piątek)

Przypieka nas w tym tygodniu, codziennie upalnie a i w nocy się nie wychładza. Od rana bardzo ciepło, w głowie pstro, wakacyjnie, luzacko...

Lubię ten okres, okres od listopada do lutego, atmosfera festiwalowa. Pełno imprez wokoło, w szkołach wakacje, urlopy, słońce grzeje. Co prawda jeszcze gorzej grzeje w lutym, ale to już takie normalne lato.

A kiedyś tak nie lubiłem listopada i grudnia; bo pieski klimat, dzień krótki, bo wywiadówki (najgorzej wypadałem w pierwszym kwartale), a i tyle niedobrego w najnowszej historii Polski się wydarzyło, że lepiej byłoby ten czas z kalendarza wykreślić.

Już w połowie drogi jestem spocony, a muchy nie dają spokoju. Jeszcze dwa czy trzy miesiące temu z przyjemnością brałem gorący tusz, teraz myślami jestem pod chłodnym natryskiem, aby wychłodzić rozgrzane ciało.

Przechodzę obok pięknie rozkwitniętych niebieściutkim kwieciem drzew, którymi zachwycał się ksiądz Sławek, misjonarz od paru lat nawracający dusze Chińczyków w Hongkongu.

Ciekawe, czy tam też mają te drzewa ?...

W czwartek po spacerze w czasie lunchu, przy głównych drzwiach budynku w którym pracuję, spostrzegłem węża – małego, brązowego – o mało go nie nadepnąłem. Wąż w przestrachu zwinnym ruchem, ukrył się pod sporym kamieniem w pobliżu automatycznych drzwi. Nawet taki mały osobnik ma wystarczającą ilość jadu, aby diametralnie zmienić życiorys dorosłego człowieka.

Było to moje pierwsze spotkanie z wężem w tym sezonie, a drugie w tym roku. W lutym, przypełzały dwa na halę – montownię mojej macierzystej firmy.

Muszę zaznaczyć, że węży się nie zabija, jedynie wywozi z miejsca zagrożenia – nie wiem tylko,...zagrożenia dla kogo?!...


20 grudzień 2003 (sobota)

Poszedłem wczoraj do biblioteki, aby oddać książki i filmy polskie. Wyszedłem z jeszcze większym bagażem. Myślałem, że już właściwie wszystko co polskie w naszej dzielnicowej bibliotece przeczytałem, czy obejrzałem. Mile mnie zaskoczyli. Okazuje się, że współpracują z innymi bibliotekami dzielnicowymi i co pewien czas wymieniają się pozycjami, nie mówiąc już o uaktualnianiu zbiorów.

Szczególnie przypadła mi do gustu najnowsza wersja W pustyni i w puszczy na DVD. A i ucieszyła moją córkę. Bardzo dobrze nagrany dźwiękowo i wspaniałe plenery. Stasiem się nie zachwycam – zbyt cukierkowy.

Dziecko moje ma okazję pokazać polski film (tak naprawdę, to jej aż tak na tym nie zależy), swoim australijskim koleżankom, bo DVD ma wersję angielską. Same napisy nie zdałyby egzaminu – tu ludzie (a dzieci szczególnie), zbyt wygodni na taki wysiłek...

Kiedy ja to wszystko obejrzę. W lato jeszcze rzadziej oglądam telewizję, a tu co tydzień ważny turniej golfowy, które też na ogół nagrywam, aby w chwili kiedy mam ochotę czy nastrój, obejrzeć.

W piątek w pracy, było pożegnalne barbecue świąteczne w południe i oficjalne zakończenie pracy, aż do 5 stycznia. Paru z nas jednak wraca w poniedziałek – ja tylko do wigilii - ze względu na przygotowanie nowego projektu do realizacji.

22 grudzień 2003 (poniedziałek)

Poranek chłodny, nawet trochę zmokłem złapany w drodze przelotnym deszczykiem.

Znowu obejrzałem parę polskich filmów i dokończyłem, poezje Kasprowicza. Spory zbiorek, przekrój jego liryki na przestrzeni 48 lat. Właściwie, jego twórczość towarzyszyła trzem epokom literackim i każdej coś dała lub z niej wzięła. Ponad sto lat temu, pisał Kasprowicz o losach człowieka i świata z etosem naturalisty, później modernizmu i ekspresjonizmu. Często pisał patetycznie...” Święty Boże, Święty Mocny”... Kasprowicz wyraźnie „wieszczuje”. Nie przepadam za taką poezją. Czasem w opisach piękna przyrody Tatr i ich magicznego blasku, przypomina mi Leśmiana. Tylko Leśmian jest mi ciągle świeży, a Kasprowicz trąci myszką. Liryka ta jest jakby niegdysiejsza i zdeakualizowana. Nie, nie czuję tego...

Wojaczek - film Lecha Majewskiego o pochodzącym z Górnego Śląska Rafale Wojaczku, poecie a może przede wszystkim, świrze poetującym w przerwach. Czarno-biały film swym nastrojem pogłębia atmosferę nijakości i siermiężności, utrzymany w konwencji turpizmu, świetnie oddaje beznadzieję otoczenia i samego bohatera w którym brakuje mi jakiegokolwiek podłoża intelektualnego. Nie wiem czy to wina reżysera, czy Wojaczek był „tylko taki”...

Przeglądnąłem wszystkie filmy które pożyczyłem, ale nie chce mi się już o tym pisać, jest ciepło i, nie mam nastroju na głębsze wynurzenia czy analizy. Poczekam aż minie lato...


24 grudzień 2003 (środa)

Dziś posiedzę w pracy tylko do lunchu i zacznę oficjalnie świętować.

Wieczorem idziemy na wigilię do mojej siostry. Co roku się zmieniamy. Tradycji staje się zadość, dzisiaj 32° C. Obchodzimy wigilję tradycyjnie po polsku, może tylko więcej mamy owoców morza i z ogrodu, oraz sałatek. Ryb rzece, czy stawowi, nie zwracamy jak robią to Czesi w swoim tradycyjnym obrządku wigilijnym.


25 grudzień 2003 (czwartek)


Boże Narodzenie. Christmas.

Poranek christmasowy, nieskazitelnie błękitne niebo. Słonecznie i ciepło.

Merry Christmas (to do starszego przechodnia z pieskiem). W oddali, dzieciaki ucieszone prezentami christmasowymi, wypróbowują swoje nowe rowery, samochody zdalnie sterowane. Merry Christmas – mówię do mamy nadzorującej swoje pociechy w parku.

Jestem dziś ciężki po wczorajszej obfitej wigilii – tak, tak, było 12 potraw i wszystkie spróbowałem plus desery. Wróciliśmy do domu około północy. Dziś, piękny christmasowy dzień nie pozwolił mi długo wylegiwać się w łóżku. I dobrze, zrzucę te wczorajsze naddatki.

Merry Christmas – pozdrawiają mnie starsi ludzie z pieskiem. Jakiż to dzisiaj ruch. Dopiero wpół do ósmej, a tyle ludzi na mojej drodze. Idę prosto do „sekretnego szlaku”. Christmasowe muchy nie dają mi spokoju, są wyjątkowo natrętne, jakby i one chciały jakiegoś prezentu.

Zanurzam się w dzicz przyrody, teraz wyjątkowo zmęczonej - mimo christmasowego dnia – zżółkniętej i poszarzałej od ostrego słońca z wielkimi ostami dumnie wystawiającymi fioletowe ostre kwiaty. Przeciskam się między nimi wąską, stromą ścieżynką głośno tupiąc, przesadnie ciężkim krokiem aby odstraszyć ewentualne węże, trochę przewrażliwiony ostatnim spotkaniem z przedstawicielem tego gatunku parę dni temu, a także oglądanym właśnie filmem naszego niestrudzonego poskramiacza węży i krokodyli, Steve Irwina.

Gallah (siworóżowe papugi), skrzeczą nade mną. Chciałem im powiedzieć: Merry Christmas, ale czy zrozumieją?

Kropelki potu spływają mi po twarzy, to kalorie z wigilijnego stołu dają znać o sobie. O, ...jaki piękny most nam wybudowali. Już dawno tu nie byłem. Nad najgłębszym wąwozem potoku przerzucili mostek dla pieszych. Mostek bardzo solidny – wąski czołg mógłby śmiało nim przejechać. No może nie Leopard, ale ASLAV... Merry Christmas (to do chodziarki, takiej jak ja).

Dzisiaj kolejny dzień świętowania. O, właśnie zajechał samochód do kogoś na świąteczne śniadanie (bardzo popularne tutaj), widzę że taszczą tacę z pożywieniem i butelkę jakiegoś wina. Merry Christmas – pozdrawiamy się kiedy obok nich przechodzę.

Christmasowy prysznic postawi mnie na nogi, potem więcej merry christmas w kościele australijskim.

Wczesnym popołudniem, merry christmas w gronie rodzinnym, u nas. Christmasowe wino, piwo i inne trunki, posiedzenie za stołem pełnym christmasowych specjałów, ale zwykle też gry w darts, golfa (putting), spacer i wspólne oglądanie rodzinnego video. I tak do wieczora.

Merry Christmas anyway...


28 grudzień 2003 (niedziela)

Wczoraj od rana jechałem. Nie było czasu na chodzenie. Pojechaliśmy w góry – 500 kilometrów. Droga monotonna, ale szybko się uporałem i po południu, już „upajałem się”, natrętnym hałasem cykad górskich. To samce przeraźliwym brzęczeniem oznajmiają samiczkom, że tu właśnie są i,... na nie czekają. Wydzierają się przy tym niemożebnie, aż do wieczora. Później, pierwsze skrzypce grają białe papugi – cockatoo, aż do ciemnej nocy. Rozpaliliśmy przy swoim domku campingowym ognisko i w towarzystwie kangurów i kookaburras (śmiejące się dziko ptaki), upajaliśmy się aromatem palonego drzewa eukaliptusowego (nie zdawałem sobie sprawy do tej pory, że drewno to wydaje takie wonności).

A dziś rano idę rześko w porannym chłodzie, wzdłuż pagórków choć po płaskim terenie w stronę pola campingowego na którym rezydowaliśmy siedem lat temu. Jest cicho, jeszcze cicho, za godzinę kiedy powietrze się nagrzeje, cykady zaczną swój koncert. Są wielkości kciuka dłoni dorosłego, w różnych kolorach: zielonkawe, brązowawe, żółtawe i czerwonawe, przypominając wielką muchę w powiększeniu.

Później wycieczka w góry i do wodospadów, basen, spacery po miasteczku. W a k a c j e !

29 grudzień 2003 (poniedziałek)


Choćby tylko dla tego porannego, godzinnego marszu, to warto tu było przyjechać.

Idę wzdłuż rzeki, cały czas w cieniu wzgórz. Zapowiada się gorący dzień, 35°C. Cykady wcześniej niż zwykle rozpoczęły swoje jazgotliwe trele, choć tu w tym rejonie, tego specjalnie nie słychać. Wokół przyroda, ta australijska, tak często nie zrozumiana i nie doceniana przez przybyszów, głównie z Europy. Kiedyś, ktoś mi wyznał, że ma już dość tych krajobrazów z drzewami eukaliptusowymi, a ja w tym okresie poczułem, że zaczynam naprawdę doceniać i fascynować się tymi, dziwnymi gatunkami flory – zapachem, sposobem wegetacji, kwiatem, owocem i kształtem...

Fauna australijska jest dość popularna ze względu na „cute” : koale i kangurki, ale już odmianami jaszczurów czy robaków, niewielu się podnieca.

Zauważyłem, że wielu ludzi traktuje przyrodę, jedynie jako zbędną scenografię w teatrze ich życia. I to jest niedobre i zwodne. Opieranie się tylko i wyłącznie na drugim człowieku, zawężając fascynację i wiarę jedynie do homo sapiens, prowadzi bardzo często do zawodu, rozczarowania, stresów i apatii. A często przecież, człowiek nie może sobie nawet wyobrazić natury jako statystki w sztuce swojego życia, nie mówiąc już, jako równoprawnym aktorze w przedstawieniu, jakim jest przemijanie – od chwili urodzin, aż do śmierci.


31 grudzień 2003 (środa)

Wczoraj, wieczorne ognisko w trzydziestostopniowym upale. Wcześniej, miłe spotkanie z rodakami na basenie.

Zmieniłem marszrutę, odkrywam kolejne uroki tego fascynującego regionu. Te wariackie cykady nadają na „najwyższych obrotach” i potrafią przekraczać 100 decybeli. Ciekawe, że w czasie tych „wysokich obrotów”, wyłączają swój narząd słuchowy, aby ... nie ogłuchnąć. A mnie aż do bólu w uszach brzęczy od tego ciśnienia akustycznego. Wytłumaczył mi jeden z lokalnych właścicieli galerii sztuki, że 7 lat temu tego problemu nie było w tym rejonie, a teraz urasta to do granic plagi...

Pomyślałem: mnie to tak znowu nie przeszkadza, ale im miejscowym na pewno dokucza.

Idę pod górę, jest świeżutko, rano jest zupełnie inny, niepowtarzalny zapach w powietrzu niż później; co chwila rodziny kangurze przebiegają mi drogę, małe wcale się nie boją, wyczekując na ścieżce do ostatniej chwili kiedy podejdę na wyciągnięcie ręki, uchodzą w las do rodziców.

Dzisiaj wyruszamy na następny etap naszych krótkich wakacji, do malowniczej miejscowości nadmorskiej – Apollo Bay. Oprócz uroków krystalicznego oceanu, tajemnicze lasy tropikalne i bajeczne wodospady.

« Ciekawe strony | Strona główna | Dożynki »