Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

Koala i tęcza

Autor: Teresa Podemska - Abt 9 kwietnia 2009

Bumerang. Zasiedlenie Australii. Języki.


W okresie Dreaming w jednym z wyspiarskich plemion mężczyźni przechwalali się swoją umiejętnością rzucania bumerangiem. Rozmowy te zawsze prowadziły do ostrych sporów, ale kiedyś jeden z przysłuchujących się tym przechwałkom chłopców ośmielił się odezwać pośród starszych i zwrócił uwagę wszystkich na fakt, że nie da się sprawdzić kto rzuca najdalej, ponieważ bumerangi nie wracają spoza szerokiej wody.

koala i tecza

„Mądrze mówi”, zgodzili się wszyscy obecni po chwili wstępnego oburzenia i tak oto zaczęto się teraz zastanawiać nad tym jak dostać się za dalekie wody bez czółna. Rozmowy się przedłużały a chłopiec – jak to młody chłopiec – był bardzo niecierpliwy, więc znów, ośmielony poprzednim sukcesem wśród starszych, postanowił zaryzykować.

Tym razem chłopiec nic nie mówił (Starsi zapewne ukaraliby go natychmiast!), tylko pobiegł w pobliski busz. W buszu złapał koalę i rozpruwszy zwierzęciu brzuch, wyciągnął jego jelita. Wrócił pędem z powrotem. Na oczach wszystkich zebranych mężczyzn, chłopiec rozdmuchał jelita koali do takiej długości, że nie tylko sięgnęły nieba, ale i pięknie się na nim położyły.

Na początku mężczyźni patrzyli na to co robi chłopiec z wielkim zdumieniem, później z niedowierzaniem, niektórzy kręcili głowami. W końcu, w momencie, kiedy jelita wygięły się i utworzyły przeogromny łuk ludzie zaklaskali z uciechy w ręce. Dla wszystkich stało się jasne, że chłopiec jest naprawdę bardzo pomysłowy. Zaczęto gromadzić się wokół chłopaka i ciekawie zgadywać co będzie dalej. Nawet kobiety i dzieci się zbiegły. Patrzyli ze zdumieniem na to, ni stąd ni zowąd powstałe nagle ot tak, łączenie ziemi i nieba.

Kiedy minęło pierwsze zaskoczenie, najpierw do tej przedziwnej drabiny ruszyli mężczyźni. Byli nie tylko zaciekawieni nowym wynalazkiem, ale ujrzeli w nim niebywale prostą drogę do sprawdzenia swoich bumerangowych zakładów. Co odważniejsi, nie słuchając żadnych przestróg, ruszyli szybko przed siebie nie bacząc nawet na to, że dziwaczny pomost był chwiejny. Po zapaleńcach i odważniakach ruszyła reszta. Nie do wiary, ale wspinali się po nowo utworzonym moście jak po przyjaznych gałęziach wysokich eukaliptusów.

Słońce było wysoko. Idąc najpierw w górę ku niemu, a nieco później schodząc pośród nieba w dół, wyspiarze znaleźli się po jakimś czasie na wschodnim wybrzeżu Australii. Krajobraz, który roztoczył się tu przed ich oczyma był tak piękny, a łąki tak zielone i upstrzone kwiatami, że ziemia, na której się znaleźli zdawała się być krainą wiecznej szczęśliwości. Jeśli nie było to niebo, to z całą pewnością było to idealne miejsce do życia. Spostrzegłszy to, mężczyźni zapomnieli o swoich sporach i w oczekiwaniu na pozostałych zaczęli kontemplować nowe możliwości do życia.

Kiedy wszyscy ciekawscy znaleźli się wreszcie po drugiej stronie pomostu, a skutkiem rozchodzących się po niebie zachwytów i nawoływań nawet najbardziej tchórzliwi odważyli się dołączyć do śmiałków, swary o rzuty bumerangiem całkowicie ucichły, bo oto, jak na zawołanie, w momencie, kiedy ostatnia z osób postawiła swą nogę na lądzie, koalowe jelita przybrały na niebieskim niebie postać przepięknej wielobarwnej, przepięknie świecącej tęczy, przepięknie ułożonej, przepięknie żywej. Tęcza ta zamigotała, zalśniła, zamrugała i chwilę później znikła. Ludzie oniemiali z podziwu. Najpierw całkowicie zamilkli, a chwilę później wszyscy na raz, ciągle oczarowani zjawiskiem, usiłowali wyrazić swój zachwyt. I byliby pewnie rozprawiali o tym długo, ale rzecz w tym, że zachwytom nie było końca. Zanim ktokolwiek zdążył otworzyć usta, nieruchomiał w kolejnym zadziwieniu, bo oto stawał się znowu świadkiem kolejnej transformacji.

Wpierw zamienił się w ślicznego, do dzisiaj żyjącego w Australii, koalę chłopiec-pomysłodawca. Popatrzył na zebranych swymi ślicznymi mądrymi ślepkami i szybko oddalił się w busz. Później, ale była to zaledwie chwilka, szwagier chłopca przybrał postać dużego dorodnego australijskiego kota. Oczywiście nie wszyscy wierzyli własnym oczom, a nie jeden zaczął się nawet obawiać z powodu takiego nadmiaru metamorfoz i przypisywał to mocom nieznanej im przecież Ziemi. Wprowadziło to trochę zamieszania, bo ludzie zaczęli uważnie się sobie przyglądać, jakby oczekiwali, że za chwilę im także przytrafi się jakaś podobna transformacja i zmienią się jak tamci. Ale próżne to były przypuszczenia, bo tego właśnie dnia Dreamtime nie zdarzyło się już nic więcej. Pozostali ludzie pozostali sobą.

Teraz, kiedy nic dziwnego już się nie dzieje, ludzie zaczynają uważnie rozglądać się wokół siebie. Próbują trawę, liście, nasiona, korzonki. Po raz pierwszy w życiu piją źródlaną wodę. Smakują, kosztują, mruczą z zadowolenia.

Nieco później, kiedy dobrze odpoczęli po wcześniejszych, burzliwych emocjach zaczęli debatować nad tym, gdzie pójść. Nie byli co do tego zgodni, toteż część z nich wybrała się w głąb kontynentu, inni zostali nad oceanem. Inni przemieszczali się wielokrotnie. W miarę jak małe lub większe grupy ludzi docierały do różnych miejsc i decydowały się zostać tam, gdzie najbardziej im się podobało, w Australii rozpoczęła się epoka plemienna. W epoce tej niektóre grupy długo jeszcze wędrowały i szukały dla siebie miejsc, niektóre z nich nigdy nie przestały wędrować i koczują do dziś.

W czasie swoich wędrówek i przez długie długie lata zasiedlania poszczególnych zakątków lądu każde plemię kształtowało swoje zwyczaje i kulturę, a także rozmnażało się według ściśle określonych kanonów zakazów i praw. W ten sam sposób każda – uzależniona od ukształtowania terenu i znajdującej się na nim roślinności, ptactwa i zwierzyny – grupa tworzyła nowe określenia i nazwy na warunki, w których się znalazła. Tak powstawały setki języków i setki grup.

Dzisiaj, i jest tak już od tysięcy lat, społeczeństwa tubylcze, których przodkowie sprzeczali się, kto z nich najlepiej rzuca bumerangiem, nie wiele mają ze sobą wspólnego, choć wszystkie łączy niezachwiana wiara w Siłę Natury, jedność istoty ludzkiej z istotą życia Wszechświata oraz powszechna i bezwzględna miłość do Ziemi, którą formowali ancestralni przodkowie, mitologiczni twórcy. Ziemia, powietrze, wody, nawet najmniejsze źródełka, to miejsca zamieszkiwane przez Istoty, które czekają na matki, by w ich łonie przybrać postać ludzką. Ziemia i kosmos, pustynia i urodzajne pola to dom dla wszystkich. Człowiek i zwierzęta, kamień i drzewa wszędzie i zawsze żyją zgodnie z Prawami Wiecznymi.


Teresa Podemska-Abt

Komentarze

Autor

Teresa Podemska - Abt

Teresa Podemska - AbtPonad 30 lat temu, gdy przyjechałam do Australii, niewiele wiedziałam na temat oryginalnych mieszkańców tego kontynentu - Indigenous Peoples, znanych nam jako Aborygenów. W czasie tutejszych studiów szybko się zorientowałam, że na moich oczach dzieje się tu HISTORIA – walka tubylców o niepodległość kulturową, o zachowanie tożsamości na własnej ziemi, o utrzymanie tradycji ... Więcej artykułów tego autora