Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

Kiedy człowiek jest żółwiem

Autor: Teresa Podemska - Abt 14 września 2010

L.M.: – Utarło się, że e-maile, które krążą między nami (lotem błyskawicy!), muszą być prościutkie, króciutkie, sygnalizujące zaledwie to, co chcemy wyrazić. E-mail, który otrzymałam od Teresy Podemskiej-Abt, przeczy temu stereotypowi. Teresa wróciła z teatru i podzieliła się ze mną – za pomocą internetu rzecz jasna! – swoją refleksją na temat sztuki zatytułowanej „Ngurrumilmarrmiriyu” w wykonaniu aborygeńskiego tanecznego teatru Bangarra.


Żółw z ‘Ngurrumilmarrmiriyu’(przeczytaj to wyrażenie i powiedz je na głos, posłuchaj jak ta mowa pięknie brzmi!) był tak sugestywny w ludzkiej postaci i tak śliczny, i tak wytańczony, że w rzeczy samej! Zapragnęłam być żółwiem. (Nie żółwicą, ale żółwiem właśnie; w naszym języku wyraz w rodzaju żeńskim brzmi jakoś tak „słonicowato”, nie uważasz?) A przecież żółw oznacza dostojność, samodzielność, odporność (długo-)wieczność! Wszyscy go podziwiamy, metaforyzujemy, symbolizujemy… W końcu to podpora nieba!

 

I cóż za uroda nadzwyczajna! Patrzę zawsze w wielkim zadziwieniu na jego piękną ‘pyszczkę’. I tu symbolika żółwia jest niecodzienna (podobnie jak w starogreckiej na przykład): płodność A czy zwróciłaś uwagę, jakież piękne ma łapy? Jaką mocną skórę? Do tego Natura wyposażyła go w ten cudowny, piękny domek, swój własny! Domek wieża, tarcza. Ten karapaks pozwala mu odsunąć się od świata. Zaszyć się w sobie, oddzielić w medytacji od reszty stworzenia. Gdy wynurza się z wody wiemy, że był w kontakcie z prawodą. Schodzi do praoceanu, by tam zaczerpnąć mądrości milionów lat, by przeczekać niebezpieczeństwo, przemyśleć błędy!?

 

Zauważyłaś kiedyś jak się pięknie wynurza z wody? Jak jego domek zapisany jest prastarymi znakami? Żółw nosi na sobie wieki? Wieki kultury! I to jest właśnie to!! W Naturze, jesteśmy wszyscy stworzeniami żółwiami, mrówkami, rybami; przynależymy do Ziemi, jesteśmy po prostu. Wszyscy równi. Wszyscy objęci Prawem Natury, Kosmosu, Ziemi. Z tych wszystkich stworzeń, żółw zdaje się być tym, który wytrwale, pokonuje wszelkie trudności. Jest istotą transcedentną, związaną z Dreamtime, kreacją, odrodzeniem.

 

Ngurrumilmarrmiriyu opowiada o Dreaming’u, czyli po prostu o życiu. To sztuka wizjonerów i prestidigitatorów; stąd, zarówno do, jak i z jej Świata, świata tubylców australijskich, łatwiej jest gdziekolwiek wpłynąć w postaci żółwia. To gdziekolwiek, to także Krainy znane Alicji, Gulliverowi, Małemu Księciu, Doktorowi Dolittle!! Ngurrumilmarrmiriyu to świat zaczarowany, ale przecież najprawdziwszy z prawdziwych! Żółw, królik, liliput, człowiek, co za różnica! Przecież chodzi o to, żeby do tego świata się dostać. Byleby wpłynąć! WEJŚĆ W ŚWIAT ŻYJĄCEGO MITU, PRZYPOWIEŚCI i SEKRETU NASZAGO ŻCIA! Byleby wpłynąwszy- zostać, poczuć, być, trwać, kultywować, przekazać pokoleniom! Nie dzielić świata! Nie segregować stworzeń. Robić swoje?! Nie liczyć na żadne gwarancje tzw. postępu! Żółw wchodzi w życie zdecydowanie. Musi wypłynąć na brzeg. Musi dać życie na Ziemi. Wie, że musi przetrwać, choć wkoło pełno jest predatorów, okrutnych drapieżców, którymi są niestety także i ludzie!! Jakież to szczęście, że i ich podporządkowuje sobie Prawo Natura i Kosmosu!

 

Jak wszystkie dobre przedstawienia, Ngurrumilmarrmiriyu odczytuje się na wielu poziomach interpretacyjnych. To historia świata, kosmosu i wszelkiego stworzenia, także – dzieje i współczesność tubylców, historia życia, miłości, śmierci. Poza tym, zgodnie z aborygeńskim porządkiem świata i rozumieniem historii – Ngurrumilmarrmiriyu jest nie tylko opowieścią, multimedialnym, świetnie wyreżyserowanym przedstawieniem. To także aborygeńska (hi-)STORY, gdzie rytuał, taniec i muzyka są kontynuacją ‘Początku’, gdzie taniec tradycyjny i nowoczesny są w pełnej symbiozie, i ten drugi wyrasta i rozwija się z racji siły kreacji. Język, śpiew, opowieść, piosenka, muzyka, teatr, aktor w dziele i transie odtwarzania i tworzenia stanowią jedność, społeczno-polityczną także. Ta ostatnia, bez której twórczość aborygeńska prawie nie istnieje, to droga trudna. Wiedzie przez ‘obiecanki cacanki’, politykę głównego nurtu kultury anglosaskiej, politykę zagłuszania tubylczego głosu, relacje codziennego dnia tubylców. Wiedzie przez powolną agonię ‘post-kolonializmu’, neoimperializmu, niesprawiedliwość społecznej, biedę, o których myślimy, że odeszły, a które niestety trwają, są. Ngurrumilmarrmiriyuprzetwarza codzienność traumy i egzystencji przeszłych i współczesnych pokoleń tubylców w taniec, sztukę, sukces.

 

Ngurrumilmarrmiriyu można byłoby pewnie napisać wcale pokaźny wolumen, bo oto mamy też sagę, opowieść o obyczaju i jego historii, a w nich – zmetaforyzowane w wymownym tytule angielskojęzycznym – Wrong skin – ‘skin’ to termin wieloznaczny i odnosi się przede wszystkim do ‘kinship’, czyli systemu związków społecznych, pokrewieństwa i powinowactwa oraz linii i historii rodzin. Na tym poziomie szczególnie wyraźnie prezentują się różne aspekty motywów ‘zakazanej miłości’, podziałów familijnych i klanowych oraz – w stosunkach z ‘innym’, dyskryminacji i rasizmu. Relacje między jednostkami, rodzinami i społeczeństwami regulują prawa. O tych właśnie prawach mówi Ngurrumilmarrmiriyu językiem sztuki i piękna, tańca, gestu, obrazu, światła, nowoczesnej sceny.

 

Motywów i tematów w Ngurrumilmarrmiriyu jest znacznie więcej; jak zwykle, przedstawienie Bangarry jest formą metanarracji; opowiada dzieje zespołu, kreuje jej topos, opowiada, unaocznia i znaczy jej sukces. W ten sposób, tancerze rekreują aborygeńską kulturę, prawa mityczne, określają i artystycznie przetwarzają tragizm życia ludzkiego. Elementy jednostkowej kultury aborygeńskiej transponowane są w obszar kultur świata. Szczególnie ciekawie przedstawia się transpozycja doświadczeń grupki utalentowanych tubylców w dzieje tradycji i kultury wszystkich Aborygenów, ale przecież – jako takiej – kultury wszystkich ludzi, kultury świata. Kultury, która jawi się w tej sztuce tańca w stale obecnym w naszym życiu – a jednak nie (po-)danym nam chronologicznie – czasie. Podobnie zaskakuje Bangarra stale zmienną czasoprzestrzenią, nie przez wszystkich akceptowaną tubylczą filozofią życia, niekoniecznie akceptowanych przez widza socjo- , intro-, extra- i geoprzestrzeniami. To ‘niekoniecznie’ obejmuje naturalnie – dreaming, poetykę, w której ta skondensowana (hi-)storia i o świecie i przynależności, tudzież – emocjach jest stworzona i zrealizowana. Wszystko to, cały ten aborygeński sceniczny świat przeżywania, jest światem piękna, inną rzeczywistością i inną przestrzenią, ale to także światy możliwe, wyobrażalne, nazwane, tyle, że nie zawsze znane i uświadamiane sobie przez widza.

 

Niesamowite bogactwo tematyczno-problemowe sztuki Aborygenów wymusza specyfikę formy! Teatr jest naturalną domeną tradycji ustnej, toteż króluje w artystycznej kreacji tubylców. Zespoły Elcho Island and The Chooky Dancers uzupełnił reżyserski talent Nigela Jamiesona, niewątpliwy jest aktorsko-muzyczny talent Davida Page’a, tancerza, kompozytora, piosenkarza i poety pochodzenia tubylczego, jednego z twórców tanecznego teatru – Bangarra. StądNgurrumilmarrmiriyu to nie tylko fuzja tradycyjnej tubylczej kultury i tańca, ale – tradycji filmu, obrazu, komedii, parodii, satyry i głębokiej refleksji postmodernistycznej i post-kolonialnej. Niewątpliwy wpływ popkultury, a wraz z nią kultury nowych technologii video, telefonu komórkowego, światła i TV, podkreślają parodyjnie użyte, interkulturowe elementy kultury disco i sztuki walki tajwańskiej, przy jednoczesnym urzeczywistnieniu historii amerykańskiego i indyjskiego filmu i ich niezapomnianych, szlagierów.

 

Umiejscowienie akcji w wielomedialnej scenografii, mistrzowsko wykorzystującej światło, rzutnik, cień i laser, daje widowiskozjawiskowe, bez wahania powiedzieć można, metafizyczne – gdzie oprócz tancerza na scenie, gra światło i cień, rzeczywistość i wyobraźnia, perfekcja unaocznienia rzeczywistości iluzji scenicznej. Iluzja zwielokrotniona jest obrazami: filmowym, rzutnikowym i rzeczywistym, nakładającymi się na siebie lub swoje cienie. Malowidła na ciele tancerzy oraz choreografia potęgują wielowymiarowość obrazu i sceny. Jeśli posłużyć się tutaj metaforą to chyba tylko platońskiej jaskini! Poznając cień (człowieka) poznajesz jego istotę (światła)! Ngurrumilmarrmiriyu jest tym właśnie – poznaniem tubylców. Przywołując (zwielokrotniwszy perspektywę sceny i wizji) konceptualizacje piękna i sensu, pozwala widzowi na objęcie aborygeńskiego piękna, sensu dreaming i dreamtime. Uczestniczymy w aborygeńskiej multiprzestrzeni, multihistorii i historii w przestrzeni niepoliczalnego kalendarzem linearnym czasu. Ponadto, i w tenże sposób właśnie, aborygeńska Bangarra eksplikuje dzieło sztuki, przekraczając wszelkie ograniczenia sceny wpisuje się na listę kreatorów nowatorskiej sceny, która wNgurrumilmarrmiriyu staje się obszarem ludzkiej rzeczywistości, wyobraźni, snu, wielowymiarowości świata. Obszarem, gdzie czas, tancerz, widz, miejsce i przestrzeń są niczym innym jak kosmosem możliwości, gdzie cień i światło, technika i wyobraźnia tworzą unikalny tubylczy ‘dreaming’! W rzeczy samej, przedstawienie jest krokiem w niewyobrażalne iczasoprzestrzeniomożliwości sceny teatralnej.

 

Pisząc o tym kolejnym nadzwyczajnym spotkaniu z Australijskimi Tubylcami, zastanawiam się nad każdym słowem, szukam przestrzeni słownych i znaczeń, w których to spotkanie jest możliwe do opisania. Zdaję sobie sprawę, że każda próba opisuNgurrumilmarrmiriyu i Bangarry będzie tylko słabą rekonstrukcją użytych efektów i wrażeń przeżywanych w czasie spektaklu. Ponadto, opisanie Ngurrumilmarrmiriyu, jej czasoprzestrzeniomożliwości i wszelkich jej znaczeń wymaga nowego języka. Ngurrumilmarrmiriyu jest teatrem formy i treści tej głębi, gdzie sztuka spotyka nadprzyrodzone, epifaniczne, unikalne, duchowe, estetyczne, gdzie scena kreuje treść, a treść scenę. Ngurrumilmarrmiriyu uaktywnia interpretację wielopoziomową i wielostopniową, ponad- i absolutnie przestrzenną i ponad- i absolutnie czasową. Historyczną, a przecież nie chronologiczną, gdzie czasowość, jednostkowość, wszelkie stworzenie i wszelka kreacja są jednością. Historia wszelkiego stworzenia, kosmosu, świata, życia – mają w Ngurrumilmarrmiriyu wymiar wielu krzyżujących się okresów historii jednostkowej i społecznej oraz zapisu historii tubylczej teraźniejszości. Ngurrumilmarrmiriyu to dzieło w pozycji otwartej, to snująca się interpretacja rzeczywistości.

 

Fabuła Ngurrumilmarrmiriyu, jak już Ci pisałam, jest wielopoziomowa, ale i gatunkowo, zasadzona na motywie miłości zakazanej, wybiega ponad ustalone granice; to taneczny dramat polityczny, społeczny, historyczny, miłosny, ludyczny, a także – folklorystyczny. Ngurrumilmarrmiriyu to aborygeński epos i etos w jednym! Tak więc, i gatunkowo i treściowo sztuka jest cudownie niejednolita. Choć generalnie zaistniała w tradycji ustnej, to przecież w swej super nowoczesnej konwencji teatralnej, jest gatunkiem nowatorskim błyskotliwie ujmującej naturę zmiany. Zmiany nie tylko teatru, jak mi się wydaje, ale zmiany aborygeńskiej tradycji, w szerszym aspekcie zaś – stałej dialektyki Kultury. Czy to nie piękne, że siła twórcza maleńkiej grupy ludzi jest aż tak sprawcza? Pomyśl, jakie to szczęście, że ta tak rutynowo i uniwersalistycznie pojmowana przez nas Kultura nie stoi w miejscu i że dane nam jest doświadczanie wielości i inności jej światów. Czyż to nie wspaniałe, że jeden maleńki ‘atom kreatywności’ o imieniu Bangarra rusza posady Kultury Świata? Pięknie jest sobie wszak uświadomić taką oczywistość, bo przecież to tylko nasz respekt do historii, tradycji, rytuału, w końcu – życie w tym rytuale, czyni naszą (w tej wielości także – polską) Kulturę stałą; chciałoby się powiedzieć tradycjonalną, ale przecież tradycjonalni już dawno w świecie nie jesteśmy, jako że tradycje ulegają transpozycjom; choć zakorzenieni w nich, ciągle je przecież zmieniamy zderzani z siłami zewnętrznymi, szarpani historią, rozkoszujący się globalizacją i ciągle nowymi ‘podróżami’ życia.

 

Oczywiście jednym z wyraźnych i oczywistych planów Ngurrumilmarrmiriyu jest stereotypizacja, mitologizacja i synkretyzm (treściowy i gatunkowy). Zjawiska nie obce Polakom. Któż nie zna kawałów o Niemcach lub Rosjanach! Nie wie, że Węgier i Polak to dwa bratanki! Parodia, dowcip i humor w twórczości Aborygenów Australijskich zajmują ważne miejsce. Aborygeni potrafią dowcipkować na temat nieszczęścia i swych zaborców (podobnie Polacy!?) To pomaga wytrwać! Umniejszyć ciemiężcę i demony. W Ngurrumilmarrmiriyu pojawia się ten rodzaj humoru, a swoisty synkretyzm to intrygująca próba przemieszania trendów, linii melodycznych, gam, dźwięków, zachowań. Stąd w ramach opowieści o rzeczywistości młodzieży tubylczej ‘tańczymy’ aborygeńską zorbę, taniec brzucha. Są też inne muzyczno-taneczne ‘wybryki’ pozwalające na utożsamienie widzów ze znaną sobie formacją kulturową. Komizm tych scen ma także inną rolę; pozwala, aby w świecie tubylczym dla siebie mało lub wcale nieznanym, często pewnie niemożliwym do wyobrażenia, w świecie jeszcze być może nigdy wcześniej nienazwanym widz czuł się bezpiecznie, dobrze, wręcz swojsko! Jeśli masz czas, polecam link do ‘chooky-dancers’. Choć nie możesz zasmakować artyzmu, choreografii i scenografii Ngurrumilmarrmiriyu, możesz zasmakować dowcipu, jakim ono bawi.

 

Inną opowieścią przedstawienia, a przecież rzeczywistością tubylczej współczesności jest disco. Artystycznie jest to jeden z najbardziej pomysłowych i wielowymiarowych obrazów scenograficznych widowiska; obrazu oglądanego w kilku perspektywach jednocześnie: tancerza na żywo, jego cienia rzuconego na ekran, cienia na podłodze, także w perspektywie filmu i jego realiów. Wyobraź sobie, w kilku nakładających się obrazach, rzeczywistym i filmowym (projektowanym), widz ogląda tancerzy. ALE JAK!! Ci na scenie tańczą dokładnie lub prawie dokładnie to, co tańczą Ci na filmie. Ci na scenie odtwarzają tych sfilmowanych i to ‘żywe’, sceniczne dzieje się także na planie ich cieni! Polecam link do filmu, który stanowi tło do układu scenicznego Ngurrumilmarrmiriyu. Na tym tle, postać w postać ‘tańczą tancerze i ich cienie’. Ruchy tancerzy są tożsame z ruchami sfilmowanych dzieci. Cienie aktorów nakładając się na sceny filmu, nie przesłaniają tychże. Tylko czasami się rozbiegają lub lekko przesuwają tworząc nowe układy współgry tańczących bytów. Taka perspektywa to z jednej strony historia postkolonialna, z drugiej – teraźniejszość i jej rzeczywistość. Z drugiej strony, symbolika cieni ‘zawiera tubylczą przeszłość’; to jak wiesz symbolika ‘dreaming’, historii Przodków, korzeni, dzięki którym codzienne, wypełnione tv i radiem życie młodziutkich tubylców – skazanych na nowe, często niewyobrażalnie trudne (klimatyczne i socjalne) australijskie warunki – jest pełne nadzwyczajnych, epifanicznych wręcz znaczeń.

 

Głębia sceny i znaczeń wszechogarnia. Niweluje wszelki dystans. Pozostaje emocjonalne sprzężenie tancerza i widza. Scena i widownia stają się jednym. Przeżycie estetyczne osiągnięte poprzez nakładające się na siebie obrazy filmu w tle, tancerzy i ich cieni na scenie oraz rezonansu rzeczywistości filmowej w perspektywie przestrzennej widocznej z wielu rozmieszczonych na scenie monitorów potęguje malowidło na ciele i światło. Ten multimedialny obraz uruchamia ‘poczucie historii’, aktywizuje pokłady metafory i pamięci. Stajemy się uczestnikami wydarzeń, ale instynktownie wiemy, że naszą świadomość podporządkowano scenicznej złudzie. Oto przed nami – na różnych wysokościach przestrzeni scenicznej – widzimy odbiorniki TV, które ‘jawią’ się jako jeden. Każdy z ekranów wyświetla inne ujęcie filmowego tła, którym jest disco aborygeńskich dzieci ujmowanych z różnych perspektyw. Uzyskany efekt to wynik talentu wizjonerskiego!!! Oczywiście, scena Bangarry ani przez chwilę nie przestaje zachwycać. Na jej środku, usytuowany jest poprzecznie płócienny ekran. ‘Wyzierają’ z niego na nas dekoracje: ściany domostw, wnętrza, krajobrazy, busz…. Ekran-zasłona jest jednocześnie kurtyną, spoza której wychodzą, jakby przenikali drzewa, niebo, wodę, zwierzęta, tancerze. W ten sposób doświadczamy odsłon, tyle, że nie przez wymianę dekoracji na scenie, ale filmowe ‘transformacje ekranu’. Naturalnie taka multimedialna scenografia daje wrażenie przemieszczania się (akcji), wielokrotnej zmiany czasu i czasów, nakładają się na siebie różne historie, widzimy różne okresy powtarzającej się boleśnie kolonialnej, historii. Ta scenografia to multimedialne TU i TERAZ AUSTRALII, także informacja w artystycznej formie. To obraz sceny-symbolu. Oto uczestniczymy w życiu całej młodzieży tubylczej, w życiu wszystkich tubylców. TO JEST ŻYCIE ABORYGENÓW. Tak jak na scenie, tak dzieje się w całej Aborygeńskiej Australii.

 

Ngurrumilmarrmiriyu jest przeżyciem artystycznie niebywałym; w tymże samym czasie (czasie przedstawienia) widz otrzymuje różne ‘perspektywy widzenia’ i widoczności. Jednocześnie, obejmuje wzrokiem więcej niż byłoby to możliwe w rzeczywistości, więcej niż jest to możliwe do przeczytania na lekcji historii, lub obejrzenia na tradycyjnej scenie. Nie będąc ‘w środku’, można OBJĄĆ i BYĆ w środku. W czasie przedstawienia rozszerza się nie tylko perspektywa oglądu, ale świadomość i wiedza widza! Z jednostkowej pozycji, obserwatora-widza widoczny jest obraz nie tylko panoramiczny, ale czasoprzestrzenny!! Widzisz i wiesz więcej niż uczestnik wydarzenia. Widz Ngurrumilmarrmiriyu widzi więcej i pełniej, doświadcza i widzi jednocześnie wielu rzeczywistości, i z wielu punktów. Absolutny ‘odlot’, jak mówi młode pokolenie. Estetyczna fantazja! Te głębie i ich ciągle inne obrazy – jak różne powierzchnie tej samej materii albo różne wyroby z tego samego materiału – to różne werniksy malowidła-życia. Zmienne opowieści i prawdy oglądane/ pokazywane za każdym razem w innym świetle.

 

Ngurrumilmarrmiriyu ‘ogląda się’ poza czasem. Jak w kalejdoskopie, jest się tu i tam, teraz i wtedy jednocześnie. Nie ma oszustwa, choć tworzy je iluzja; tancerz-aktor mówi nam wprost: ‘gram, w rzeczywistości jest tak a tak, patrz, słuchaj, przeżywaj’. I dzieje się TEATR! Pokonujemy własne możliwości. Widzimy tę rzeczywistość z różnych perspektyw. Nie pozwala się nam na pasywne oglądanie. Nie śledzimy wzrokiem jednego tancerza, widzimy wielogłębię, wielu tancerzy w wielu przestrzeniach jednocześnie. Wyobraź sobie, żyjesz w czasie tego spektaklu na kilku poziomach emocjonalnych. Odkrywasz poprzez scenografię i technikę Ngurrumilmarrmiriyu siebie i świat. Co więcej, w czasie spektaklu masz czas, aby to zauważyć. Ta ‘opo-wieść’ (hi-storia) ma miejsca niedookreślone, jakby maleńkie pauzy! Wtedy dostrzegasz nadzwyczajność sytuacji, wyrywkowość oglądu. Rozumiesz, że fizycznie nie ma takiej możliwości, żeby widzieć cokolwiek z każdej strony, albo patrzeć jednocześnie na wszystko! I widzisz, tu jest sedno! Ngurrumilmarrmiriyu podkreśla oczywistość, że każda historia ma w sobie wiele historii, że nasza percepcja jest niepełna, wybiórcza, emocjonalna, że nie powinniśmy zapominać, że nigdy nie ma jednej wersji historii. Używając techniki – może powinnam powiedzieć poetyki – scenicznej głębi, Bangarra ukazała Kulturę w Przemianie. Tradycje, korzenie, sztukę, kreację wiedzę umieściła na ‘współczesnej karuzeli’. Pokazała, że współczesność jest tak samo historyczna, polityczna i społeczna, jak – mówiąc w kategoriach czasu – historia!

 

Ta aborygeńska historia to oczywiście także historia zwierząt, metamorfoz i wierzeń. To historia piktogramu jako zapisu świata, historii, kreacji. Podczas, gdy na jednej płaszczyźnie ekranu oglądasz żółwia (tancerz) zmieniającego się w wieloryba (film), na drugiej – oczy przyciąga tradycyjny piktogram. Obie płaszczyzny nakładają się na siebie tak, by ten filmowany wieloryb był w niebieskim oczku malowidła. ‘Jesteś oglądana’, mówi wieloryb, tancerz, Bangarra. To oko (w jego płaszczyźnie oglądasz film) – najazdem lub odjazdem kamery, przejściem obiektywu, zaciemnieniem obrazu – ‘jawi’ się też jako woda. W ten sposób malowidło ‘zmienia się’ w rzeczywistego (tancerza), a niebieska kropka piktogramu ‘rozciąga się’ i ‘ściąga’ stając się wodą, jednym z elementów Natury. Naturalnie, efektem artystycznym jest przejście od filmowania do namalowanej kropki!! I odwrotnie. Są to przejścia płynne, delikatne, piękne, abyś zauważyła, że piktogram, film, taniec to po prostu języki. Często o tym zapominamy. Bangarra nam to uświadamia wielowarstwowością obrazu-ekranu-sceny. W tym ujęciu, tancerze są za ekranem, stanowią tło. Film i malowidło są w planie pierwszym. Cień – jakżeby inaczej! – jest wszędzie! Tancerz naśladuje rzeczywistość z ekranu, wykonuje te same co ‘filmowy tancerz’ ruchy, tyle, że w bogatszej choreografii. Tym razem ludzie, a raczej ich cienie mają kształt wieloryba! Pięknego! Po chwili jest ich dwa. W tym momencie, wyobraź to sobie, światło reflektora skierowane jest na ciało tancerza. Przez moment oko widza łapie tylko malowidło na jego ciele, ciało tancerza wygląda jak ssak z piktogramu. Znowu płynne przejście, pozostała część ciała tancerza odbija się cieniem na tym samym ekranie, na którym wyświetla się film. Scena zapełnia się cieniem wieloryba, drugiego, trzeciego… Przemieszczają się i przenikają ciała, cienie, obrazy. Scena ciemnieje. Na jej podłodze odbicie światła sylwetki wieloryba. Widownia zaczarowana. Cisza, cisza. Brawa.

 

A mnie bardziej podobał się jednak żółw… Metamorfoza żółwia czy wieloryba na Ngurrumilmarrmiriyu jest bajeczna! I ma do siebie to, że nie trzeba się zmienić w Romea lub Julię! Bowiem, kto choć raz był się zmienił w żółwia, nie obce mu jest przysłowie Brzechwy o wolności Tomka i Krasickiego – o domku ciasnym. Jak widzisz, aktywizacjom interpretacyjnym nie ma końca! Nie mam wątpliwości! Scenografia i choreografia Ngurrumilmarrmiriyu jest dziełem samym w sobie! Ale nie jest to sztuka dla sztuki! To teatr treści życia. W antrakcie w większości słychać zachwyty, czasem zdziwienie, że ‘nie wiedziałem’, czasem – dumę, bowiem wśród widzów jest sporo tubylców. Z wyraźną ekscytacją, jeszcze przed dzwonkiem, ludzie wracają na widownię. Ciekawe! Gdy parodiowano ‘nie-tubylca’ rozlegały się największe brawa. Można się zastanowić czy Australia śmiała się sama z siebie!? Czy śmiała się z ‘innych’?! Temat takich rozważań zostawiam na inny czas! Dziś śpieszno mi na ‘OF EARTH AND SKY’ i ‘ARTEFACTS’.

 


Teresa Podemska Abt

Komentarze

Autor

Teresa Podemska - Abt

Teresa Podemska - AbtPonad 30 lat temu, gdy przyjechałam do Australii, niewiele wiedziałam na temat oryginalnych mieszkańców tego kontynentu - Indigenous Peoples, znanych nam jako Aborygenów. W czasie tutejszych studiów szybko się zorientowałam, że na moich oczach dzieje się tu HISTORIA – walka tubylców o niepodległość kulturową, o zachowanie tożsamości na własnej ziemi, o utrzymanie tradycji ... Więcej artykułów tego autora