Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

Impresje z podróży – cz.2

Autor: Krzysztof Deja 15 czerwca 2012

 

Po wyjeździe z miasteczka Narooma odwiedzaliśmy bajeczne zatoczki i miejscowości.

Wskoczyliśmy do Kianga, Batemans Bay, Nowra itp. Zaskoczyły nas niekończące się skupiska ludzi. Tu nie ma prawie dzikich miejsc, całe wybrzeże zasiedlone.

Dojechaliśmy do Wollongong a tu przykra niespodzianka. Wszystkie miejsca noclegowe w mieście w związku z wielką imprezą sportową są zarezerwowane. Prawdę mówiąc, parę bardzo drogich zostało i jedno tanie które bardziej kojarzyło się nam z… więzieniem, niż motelem. W takiej sytuacji nie pozostało nam nic innego jak gnać dalej. Szkoda, bo chcieliśmy trochę dokładniej obejrzeć to spore miasto. Już głębokim wieczorem dotarliśmy na przedmieścia Sydney i tam nocowaliśmy.

Sydnej jako miasto z turystycznego punktu widzenia nam znane, ominęliśmy przedmieściami i popędziliśmy do Newcastle. Po drodze zatrzymujemy się w Gosford – miłe oku miejsce. Trzeba zauważyć, że drogi w NSW wręcz są najeżone kamerami. Rząd robi z tego niezły biznes. Szczytem bezczelności jest ustawianie kamer w miejscach przeznaczonych do wyprzedzania. To właśnie tu, kamery są szczególnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa na drodze, bo co bardziej płochliwi kierowcy zamiast na gaz (co jest normalnością w takich sytuacjach), gwałtownie naciskają na hamulec i zderzenie gotowe. Ale to tylko „polepsza” statystyki dla rządu potwierdzające potrzebę kamer. Paranoja!

W Newcastle rezydowaliśmy w pobliżu plaży. Akurat była okazja zobaczyć od środka Nobbys Head – ponadstuletnią latarnię morską. Pomoczyliśmy się w Bogey Hole, odwiedziliśmy króla Edwarda w Army Hill, i podziwialiśmy okolice z punktu widokowego Strzelecki Lookout. Siedząc przy piwku w ładnie odnowionym porcie obserwowaliśmy wielkie statki przypływające i opuszczające port rozładunkowy. Żadnych śladów po trzęsieniu ziemi które nawiedziło to miasto w 1989 roku.

Wpadliśmy też do Nelson Bay – ciekawej miejscowości turystycznej. Kiedy dojeżdżaliśmy do Port Macquarie zaczęło lać i tak padało przez całą noc. Krajobraz zmienia się za Grafton gdzie zaczynają dominować pola trzciny cukrowej i bananowce.

Nowa Południowa Walia może poszczycić się pięknym wybrzeżem. Takie miejsca jak Coffs Harbour, Ballina, Lennox Head czy Byron Bay to perełki krajobrazowe. Szczególnie Byron Bay zauroczył nas widokami ze wzgórza latarni. Całe rodziny delfinów umilały nam gapienie sie w toń oceanu. Podobno w lipcu i w sierpniu podziwiać można tu olbrzymie wielorybie mamy z małymi. Pełno dobrych miejsc do uprawiania surfingu i młodzi to wykorzystują.
Zajeżdżamy do Tweed Heads, ostatniego miasta w NSW i pierwszego w Queensland. Super – słonecznie i bardzo ciepło. Przez Coolangattę wjeżdżamy na Gold Coast. Te tereny też już znamy, więc zatrzymujemy się tylko na jedną noc. Trafiamy na motel prowadzony przez Polaka, który za parę dni opuszcza Australię i wraca do kraju. Zapytany dlaczego to robi twierdzi, że „tu się nic nie dzieje”. Trochę nas to zdziwiło, bo gdzie jak gdzie, ale na Gold Coast zawsze jest ruch. No cóż, ile ludzi tyle opinii…

16.jpg

Następnego dnia jedziemy w góry – Mt Tamborine. Od strony Brisbane prosty dojazd, ale ze Złotego Wybrzeża droga trochę pogmatwana. Oglądamy ciekawe krajobrazy i odwiedzamy polski zajazd (The Polish Place) z pięknym panoramicznym widokiem z tarasu restauracyjnego. Łazimy po lesie tropikalnym i oglądamy wodospad.

17.jpg

Przez kilkukilometrowy tunel w Brisbane błyskawicznie przedostajemy się na drugi koniec miasta. I to była jedyna opłata drogowa która czekała na nas po powrocie do domu. Parę dolarów. Pomimo dziesiątek kamer które mijaliśmy po drodze ani razu nie zostaliśmy wychwyceni. To się nazywa szczęście! Bo przecież z prędkością na drodze różnie bywa.

20.jpg

Brisbane też już znaliśmy z poprzednich pobytów więc gnaliśmy na północ. Następna baza Sunshine Coast. Zatrzymujemy się w uroczym Mooloolaba. Motele o tej porze roku są całkiem niedrogie i w nich głównie nocowaliśmy. Stąd zwiedzaliśmy cały Słoneczny Brzeg łącznie z Noosa Heads. Postanowiliśmy w drodze powrotnej jeszcze na parę dni zatrzymać się w Noosa, aby dokładniej to miejsce posmakować.

22.jpg

Po dwóch dniach znowu w drodze. Podziwialiśmy m.in. niezwykle rozrośnięte drzewo fikusa w miasteczku Maryborough, tuż przed nastepną naszą bazą w Hervey Bay. Tam mieliśmy naprawdę luksusowe warunki – cały domek z basenem do swojej dyspozycji. Stąd wypłynęliśmy na wycieczkę do Fraser Island. Ale o tym w następnej korespondencji.
Krzysztof Deja

Komentarze

Autor

Krzysztof Deja

Krzysztof DejaKrzysztof Deja mieszka w Adelaide od ponad 30 lat. Jego Dzienniki Poranne i felietony pisane są właśnie z tej "australijskiej perspektywy". W portalu zaczęliśmy je publikować w sierpniu 2003. Z zawodu inżynier, projektujący pojazdy pancerne i inne środki transportu. Z zamiłowania zajmuje się literaturą. Pisuje dla polonijnej prasy. Wiele jego wierszy zostało nagrodzonych. Jest również autorem opowiadań oraz powieści pt. "W kolejce do raju", traktującej o przygodach w trakcie emigracji z Polski.   Więcej jego utworów można znaleźć pod adresem www.australink.pl/krzysztof   http://www.youtube.com/watch?v=vYArdV1Bnoc http://www.youtube.com/watch?v=x-uQbTeD3aA Więcej artykułów tego autora