Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

60 lat Polskiego Teatru Starego w Adelaide – szóste dziesięciolecie

Autor: Zespół Teatru Starego w Adelaide 19 sierpnia 2015

Bez kurtyny

Nikt chyba z Polskiego Teatru Starego z Adelaide wchodzącego w szóstą dekadę działalności nie przypuszczał, że to 10-lecie będzie obfitowało w wydarzenia niezwykłe. Że w tym właśnie okresie członkowie teatru będą zaproszeni przez ministra do spraw wielokulturowości Grace Portolesi do parlamentu Południowej Australii, że jeden ze spektakli odbędzie się w Konsulacie RP w Sydney, że reżyserią zajmie się pięć osób, że teatr stanie się tematem filmu dokumentalnego emitowanego w polskiej TV, że „social media” i teatralny portal tak rozpowszechni imię „Starego”, że scena ta doczeka się dwóch prac magisterskich i wielu listów od polskich aktorów zawodowych, chcących ze „Starym” współpracować, a praca teatru zastanie zauważona przez konsulat polski i członkowie Teatru dostaną dyplomy uznania. To uznanie znajdzie też miejsce w wierszu napisanym specjalnie na 50-lecie teatru przez Macieja Wojtyszkę, którego sztukę „Żelazną konstrukcję” Teatr wystawił w 2001 roku, czym autor pochwalił się w przedmowie do swojej książki „Grzechy starości”.

Ale może po kolei.

Dusza słowiańska i pijany autor

Na podsumowanie półwiecznej pracy Polskiego Teatru Starego (2005) ówczesny długoletni reżyser Marian Gawęda, związany z teatrem od 1969 roku, wpadł na pomysł, aby zespół przedstawił z tej okazji sztukę teatralną wraz z kabaretem, który zostanie zakończony poczęstunkiem w salach ”bankietowych” Parks Community Centre, gdzie już tradycyjnie od lat, odbywały się teatralne przedstawienia.

Pomysł chwycił. Sztuka o nośnym tytule „Teatr amatorski” Michała Bałuckiego przypadła do gustu grającym, ze względu na charakterystyczne postacie, dowcipne dialogi i kostiumy z epoki. Na premierze zasłużone oklaski otrzymały panie Gałązkiewicz i Masiewicz wcielając się w matkę i córkę, Marek Kobyłecki odgrywający niemuzykalnego Czecha, debiutujący w roli amanta Henryk Najdowski oraz śliczna jak młodość Monika Walc, którą niestety tuż po premierze porwał narzeczony i do teatru nie oddał.

Polski Teatr Stary Adelaide - spektakl "Teatr Amatorski" - 2005

Polski Teatr Stary Adelaide – spektakl „Teatr Amatorski” – 2005

W kabaretowej części bawiono się starymi skeczami jak Sęk, śpiewano chórem wraz z publicznością Dusze słowiańską i wyrecytowano wspomniany wiersz Wojtyszki napisany z okazji 50-lecia teatru, który kończył się tak:

I nich się czas radośnie plecie,

I nich Wam w dobrym zdrowiu minie

Kolejne pięćdziesięciolecie.

I choć tam rafy, krokodyle

Kangurów moc za każdym krzakiem

Do Polski będzie coraz bliżej,

Bo gdy ktoś rodzi się Polakiem

Umie tęsknotę leczyć sztuką

I tym sposobem, choć w rozterce,

Da sobie jakoś w życiu radę

Bo ma w zapasie – drugie serce.

Całe przedstawienie z okazji półwiecza, które opisano i zilustrowano na potrzeby Kroniki teatru miało krótki tytuł „50 lat…Czyżby?”, że to niby 50 lat minęło, „czyżby” – czyżby aż tak wiele i „czyżby” – czy rzeczywiście poeta-dramaturg miał racje, że wszyscy zebrani pod szyldem „Polski Teatr Stary w Adelaide” mają w zapasie to drugie serce? A jeśli tak, czy to wystarczy, aby rozpocząć następny sezon teatralny? Początek nie był łatwy. Ze względu na stan zdrowia Marian Gawęda zrezygnował z reżyserowania. Trzeba było szukać następnego reżysera, wybór padł na niżej podpisaną. Moja wiedza reżyserska była wyłącznie teoretyczna, miałam jedynie dyplom Uniwersytetu Warszawskiego z teatrologii plus tzw. zainteresowania, no i to, o czym pisał Wojtyszko. Po komedii trącącej nieco myszką (Teatr amatorski) i mieszanki kabaretowej szukaliśmy sztuki współczesnej, co to rozbawi i zmusi do zadumy, a na dodatek da zajęcie wszystkim członkom teatru. „Dobry adres” Władysława Zawistowskiego, gdańskiego pisarza, wydał się sztuką wręcz idealną. Tajemnicza dama z USA, pragnąca kupić mieszkanie, pazerny chłopak, wrażliwa dziewczyna, a w tle postacie z przeszłości niczym widma i wyrzuty sumienia – Niemka, która straciła dach nad głową podczas wojny, mężczyzna aresztowany przez UB, lekarz, zmuszony do emigracji w 1968 roku, młoda kobieta zaangażowana w pracę KORu… Autor sztuki bez zbędnych pytań i komentarzy, jak to na przykład było w przypadku Krystyny Kofty czy Wojtyszki, na pytanie, czy zgadza się na wykorzystanie jego tekstu bez wypłacania mu tantiem – odpisał krótko „Zgadzam się”.

Polski Teatr Stary Adelaide - spektakl "Dobry Adres" - 2006

Polski Teatr Stary Adelaide – spektakl „Dobry Adres” – 2006

Praca nad tekstem, kostiumami, muzyką, światłem była fascynująca, nie sadzę, że tylko dla mnie stawiającej nieśmiałe kroki w sztuce reżyserowania. Było to możliwe dlatego, że brały w niej udział osoby związane od lat ze sceną amatorską, a także debiutanci jak Piotr Utnicki, który zaskoczył wszystkich talentem i obyciem na scenie, które pewnie wyniósł ze szkoły średniej, biorąc udział w szkolnych przedstawieniach. Dobre przyjęcie premiery „Adresu” (2006) przez publiczność było także zasługą pary młodych ludzi, którzy pewnego dnia pojawili się na spotkaniu teatralnym niby przypadkiem. Ona bez zbędnych rozmów obsadzona została w roli Doroty, on zajął się niezwykle precyzyjnie zgrywaniem dźwięków i operowaniem światłami. Olimpia Niewiadomska i Tomasz Wiliński „prosto z Polski” wnieśli do teatru swoją młodość, wiedzę, pewność siebie i inne spojrzenie na pracę teatru amatorskiego na emigracji. Nie ukrywam – wnieśli ferment, ale może właśnie tego, zespół znający się od lat i nieco skostniały – potrzebował. Dziś Ola ma w swoim aktorskim dorobku kilka udanych ról, łączy kierownictwo literackie z Elwirą Byrt i przygotowuje się do reżyserowania kolejnej sztuki w „Starym”, a Tomkowi teatr zawdzięcza, jak dotąd jedyny film dokumentalny, jaki zrobiono o „Starym” i pokazano w polskiej telewizji.

Jedna premiera, kameralne „Spotkanie z teatrem”, mające miejsce w ramach imprez organizowanych przez Polskie Towarzystwo Kulturalne oraz program słowno-muzyczny pt. „W naszej pamięci” – opracowany z okazji 25. rocznicy ogłoszenia stanu wojennego (2006), to były realne możliwości „Starego”. Propozycji Oli i Tomka, aby wystawiano dwie sztuki rocznie, nie wzięto pod uwagę. Tych oczekiwań teatr amatorski nie był w stanie jeszcze sprostać.

W sezonie teatralnym 2006/2007 wystawiono sztukę pt. „Zachciało się Wam Kalwarii” Ryszarda Latko, który był w latach 70-tych swoistym „enfant terrible” polskiej dramaturgii. Pisał gwarą, opisywał absurdalne sytuacje, krytykował świat małomiasteczkowych kacyków. Czasami cenzura nie chciała puszczać tych tekstów, a teatry nie grały, aby się nie narażać. Mimo to „Kalwaria” miała kilkanaście premier w Polsce, a na podstawie innej jego sztuki „Tato, tato sprawa się rypła” powstał film. Reakcja Latki na nasz list, że jesteśmy zainteresowani wystawieniem „Kalwarii”, była wręcz entuzjastyczna. Od dłuższego czasu nie miał kontaktu z teatrami, więc zainteresowanie zza oceanu bardzo go ucieszyło. Słał nam emaile, pytając, co słychać, przysłał książkę ze swoimi sztukami i nagranie „Kalwarii”, którą teatr w Wałbrzychu grał 105 razy. Nie chcieliśmy kopiować tej realizacji, ale za zgodą autora rozpoczęliśmy przedstawienie tak jak w Wałbrzychu. W foyer teatru witaliśmy widzów chlebem…ze smalcem. „Kalwaria” była nietypową komedią o wiejskiej rodzinie, zabobonach i polskich przywarach. Jej bohaterką była babka, która odmłodniała dzięki siedzeniu….. w lodówce. I tak jak to ze sztuką bywa – na głowy aktorów i reżysera posypały się pochwały – że świetny język, że ostre, że inne, a także słowa krytyki. Tomasz Wiliński, który solidnie się napracował przy realizacji tej sztuki oświetlając scenę i koordynując dźwięk i muzykę z występami pseudokapeli ludowej, w swojej recenzji, w lokalnej „Panoramie” napisał tak: ….”warto byłoby jeszcze popracować nad opanowaniem pamięciowym ról… skąpa scenografia nie oddawała atmosfery wiejskiej chaty. Niektóre postacie sprawiały wrażenie słabo ukształtowanych…albo za bardzo przerysowanych… Jak powiadają „diabeł tkwi w szczegółach”. Wydaje się jednak, ze widzowie adelajdzkiej Polonii na szczegóły nie zawracali uwagi i sztukę grano pięć razy, co było absolutnym ewenementem w historii „Starego”, bowiem najczęściej przedstawienia powtarzane były tylko dwukrotnie. Sprzedano blisko 500 biletów. O sztuce mówiono wiele w kuluarach, a w lokalnej prasie obok recenzji pojawił się list czytelnika, który poczuł się oszukany, bo myślał, że „Kalwaria” jest sztuką religijną, poza tym był oburzony, że aktorka, grająca osobę nieuczciwą nosiła na łańcuszku krzyżyk i że wygłaszano teksty o zabiciu i pogrzebaniu za stodołą staruszki i według niego, autor musiał być pijany pisząc taki tekst.

Ale jak mówi poeta „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Jednakże, aby załagodzić nieco obyczaje i zakończyć igranie z rubasznym językiem i absurdalnymi sytuacjami na scenie, sięgnięto do poezji.

A jakie słowa poety i blogisty odezwały się jednocześnie – o tym w kolejnym odcinku naszych wspomnień.

cdn.

 

Ewa Leśniewska

Kierownik literacki – 1996-2012

Reżyser – 2006- 2012

 

Komentarze

Autor

Zespół Teatru Starego w Adelaide

Zespół Teatru Starego w Adelaide... Więcej artykułów tego autora