Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

60 lat Polskiego Teatru Starego w Adelaide – odcinek II

Autor: Zespół Teatru Starego w Adelaide 3 września 2015

Falstart i spotkanie po latach

Nadszedł Rok Herbertowski, który świętowała Polska i amerykańskie uniwersytety. Polski Teatr „Stary” dołączył się do tych obchodów. „Niedziela z Herbertem” w sali Centralnego Domu Polskiego zgromadziła setkę miłośników poezji i ciekawskich. Widzowie odchodzili z kopiami wierszy poety rozdawanych po spotkaniu, jakby lepsi i życzliwsi dla siebie, prosząc wykonawców, aby takie wieczory z poezją odbywały się częściej, bo tego im brakuje w codziennym życiu.

Nie wszystkim z Polonii adelajdzkiej brakowało poezji, niektórym brakowało słownego boksowania, które odbyło się w wersji „elektronicznej”. Po prostu ktoś z „życzliwych” na tzw. blogu podzielił się tym, co myśli o Teatrze, który przetrwał 50 lat i miał plany na co najmniej następne 10 lat. „Życzliwy” przedstawiający się jako wielbiciel poezji Herberta w sposób żartobliwy (dla niego) opisał kilka osób występujących na scenie teatru – komuś wytknął zmarszczki, komuś pijaństwo i zakończył swoje popisy literackie następująco: „każdy, każdemu obrabia w sposób polski, dupsko na każdej imprezie” (sic).

Po przeczytaniu blogu, wszyscy wzięli zimny prysznic i ruszyli do pracy nad następną sztuką. Sztuka nosiła tytuł „Masztalerz” Marty Grzechowiak, ale po kilku próbach okazało się, ze to falstart. Brak porozumienia między wizją reżysera, parabolą literacką reprezentowaną przez autorkę a występującymi, zmusiło zespół do szukania innego, łatwiejszego tekstu. Sięgnięto do autora, który był grany dla adelajdzkiej Polonii wiele razy, choć mniej więcej z 10 letnim opóźnieniem. Kiedy sztuki Jerzego Jurandota cieszyły się popularnością w Polsce w latach 60-tych, Ryszard Krzymuski wystawiał je w Adelaide w latach 70-tych, m.in. „Męża Fołtasiówny” i „Rachunek nieprawdopodobieństwa” z podobnym sukcesem jak było to wcześniej w Warszawie. „Pamiątkowa fotografia” była prapremierą „australijską” (2008) i wyreżyserował ją Marek Kobyłecki, grając jednocześnie wiodącą rolę. Dzięki jego determinacji i energii doszło do przedstawienia i widzowie otrzymali kolejną premierę „Starego”. W sprawozdaniu ówczesnego prezesa Teatru, Andrzeja Munka, czytamy, że sztuka grana była cztery razy i wziąwszy pod uwagę warunki w jakiej…została przygotowana, ….nie było tak źle. Publiczność bawiła elegancko skrojona komedia z satyrycznym pazurem. Zadbano o kostiumy i charakteryzację. Olimpia Niewiadomska wyglądała jak gwiazda przedwojennych filmów. Niemal nie do poznania na scenie pojawił się Piotr Utnicki w roli Banasika. W jednym tylko przypadku garderobiana poszła za daleko ubierając oficera 20-lecia międzywojennego w mundur oficera Księstwa Warszawskiego. Ale było to nie pierwsze i nie ostatnie faux pas, które po latach wzbogaciło skarbnicę teatralnych anegdot.

Polski Teatr Stary Adelaide - spektakl "Pamiątkowa fotografia" 2008

Polski Teatr Stary Adelaide – spektakl „Pamiątkowa fotografia” 2008

Być może ten fakt zachęcił cały zespół do wystawienia spektaklu, w którym kostium i charakteryzacja będą odgrywać rolę trzeciorzędną. I tak narodził się pomysł na kabaret, który tytuł wymyślił Marek Kobyłecki – „Oto Polska”, nawiązując do wiadomości polskich, emitowanych w australijskiej telewizji. Cały zespół pracował nad konstrukcja scenariusza, korzystano z gotowców, skeczy, które często w mistrzowskich wykonaniach można było obejrzeć na Youtubie, jak na przykład „Babę u lekarza”, który świetnie , a może i lepiej od Tyma i Zofii Merle zagrali Marek Kobyłecki i Małgorzata Masiewicz. Kabaret nie był jedynie składanką słowno-muzyczną, ale pewnego rodzaju podróżą wnuka emigrantki, który trafia nad Wisłę w poszukiwaniu korzeni. Była tu więc okazja to przedstawienia folkloru, gwary i stereotypów polskich. Tak jak i wcześniej na scenie obok osób z wieloletnim doświadczeniem scenicznym jak Edward Strzelbicki czy Jolanta Ratuszyńska pojawiły się osoby nowe. Był to na przykład Bogdan Król, dla którego język polski nie był językiem „pierwszym”, więc doskonale pasował do roli owego zagubionego wnuka. Bogdan Lichtański został zauważony na koncercie Związku Górali Polskich w Adelaide, kiedy opowiadał gadki ks. Tischnera w sposób tak zabawny, że wraz z kostiumem bacy zaangażowano go natychmiast do kabaretu. Elwira Byrt zachwyciła wszystkich „śląską wersją” tuwimowskiej „Lokomotywy” (Jest na banhofie cienżko maszyna), co pochwalili nawet prawdziwe „pieruny” siedzący na sali. W sumie – nawet z perspektywy upływu lat – praca nad tym przedstawieniem przyniosła wiele radości wykonawcom i widzom. Kabaret zagrano dwa razy. Tu i ówdzie pojawiały się głosy, że trzeba zagrać jeszcze raz. Ale wedle przysłowia dobrego po troszeczku i pamiętaniu, że wynajmowanie sceny to poważny wyłom w teatralnej kasie, bez gwarancji że adelajdzka Polonia równie gromadnie przyjdzie na 3 przedstawienie jak na premierę, zaniechano kolejnych przedstawień. Tak oto kabaret „Oto Polska” (2009) przeszedł do historii, do której już nie wracano. A dla osób, które lubią wspomnienia jest nagranie na DVD.

„Spotkanie z Gałczyńskim” przygotowane przez Grzegorza Koterskiego, wielbiciela twórczości wielkiego Ildefonsa miało charakter bardzo kameralnej i skromnej imprezy, pod auspicjami Towarzystwa Kulturalnego , która odbyła się w małej salce Centralnego Domu Polskiego. Nie wiadomo, czy zabrakło dostatecznej reklamy, czy też dlatego, że Gałczyński reprezentuje zupełnie inny charakter poezji, niż Herbert, faktem jest to, ze na spotkanie przyszły niemal wyłącznie osoby spokrewnione czy tez zaprzyjaźnione z członkami Teatru, a ci, którzy kiedyś domagali się poetyckich spotkań po prostu zwiedli.

Jednak sugestia Tomka Wilińskiego i Olimpii Niewiadomskiej, aby teatr prezentował się częściej adelajdzkiej publiczności niezupełnie poszła w las. Jeśli premiera kabaretu miała miejsce w marcu 2009 roku to już w październiku oklaskiwano najświetniejszego polskiego komediopisarza – Aleksandra Fredrę. Pomysł, aby zagrać klasykę zrodził się z czystej kalkulacji. Fredro był najczęściej obok Mrożka granym autorem w Polskim Teatrze „Starym.” Bawił nie tylko dorosłych, ale i dzieci. Poza tym charakter Teatru praktycznie zaczął się kształtować od premiery „Ślubów panieńskich” reżyserowanych w 1957 roku przez Henryka Krzymuskiego. Trzy razy wystawiano „Zemstę”, przyszła więc kolej na następną powtórkę czyli na… ”Gwałtu, co się dzieje”. Główne wykonawczynie tej sztuki sprzed 51 lat – panie Adę Pomianowska, Aleksandrę Krzymuska, Barbarę Niemiec-Warcoch zaproszono na scenę do wspólnego zdjęcia, premiera była więc uroczysta i wzruszająca.

W 2009 roku Adelaide została gospodarzem Polskiego Festiwalu Sztuki Pol-Art. Ostatnie takie święto polskiej kultury i sztuki na emigracji miało miejsce w stolicy Południowej Australii w 1995 roku. Tak wtedy jak i teraz prezesem festiwalu został „człowiek teatru”. Wówczas Henryk Krzymuski, a w 2009 Andrzej Munk. Czystym zbiegiem okoliczności był fakt, że w obu przypadkach „Stary” wystawił Fredrę. Wówczas była to „Zemsta”. Zajmując się koordynowaniem imprez literackich i teatralnych, nie uszedł mej uwadze fakt, że prezentacje teatralne były niezwykle różnorodne. Teatr z Perth przyjechał z „Balladyną” Słowackiego, Teatr Fantazja z Sydney ze współczesną komedią pt.„ Roszada” Mossakowskiego, Teatr Ottoway zaprezentował „Kahlenberg”, widowisko teatralno-filmowe, a „Stary” – fredrowskie „Gwałtu, co się dzieje”. I trzeba przyznać, że było to przedstawienie najbardziej kolorowe z prezentowanych na festiwalu. Stało się to dzięki pomysłowej scenografii Grzegorza Koterskiego, który po rewelacyjnej roli Profesora w „Chłopcach” Grochowiaka w 2003 roku związał się z teatrem wyłącznie jako wolny strzelec-scenograf, co z racji zawodu artysty grafika jest mu bliższe, niż popisy aktorskie.

Polski Teatr Stary Adelaide - spektakl "Gwałtu co się dzieje" 2009

Polski Teatr Stary Adelaide – spektakl „Gwałtu co się dzieje” 2009

Nie wiadomo kiedy, zrodziła się tradycja, aby teatr obchodził swoje jubileusze, nie tylko te okrągłe. 55 lat teatralnej działalności na emigracji (2010) zobowiązywało. I znowu pojawiło się to pytanie – co zagrać, jak świętować. Bo świętować było co. Niewiele scen emigracyjnych ma za sobą 55 sezonów teatralnych. Idąc za ciosem, czyli powodzeniem kabaretu „Oto Polska”, udało się zbudować kolejne przedstawienie, które tym razem w sposób satyryczny portretowało nas samych. W kabarecie „Oto Polonia” na scenie pojawiło się 15 osób i zespół muzyczny pod kierunkiem Stanisława Seroczyńskiego. Tym razem tłem do skeczy i piosenek były kulisy teatru w przeddzień jubileuszu i oczekiwanie na gościa ze „szczebla”, który miał odznaczyć zasłużonych członków teatru. Pisząc scenariusz, nie zdawałam sobie sprawy, że na premierze rzeczywiście pojawi się ktoś „ ze szczebla”. Tą osobą była konsul Dominika Mosek, która wręczyła dyplomy uznania najstarszym stażem członkom teatru – Krystynie Gałązkiewicz (w teatrze od 1990), Marianowi Gawędzie (od 1969 roku), Andrzejowi Munkowi (od 1990), Jolancie Ratuszyńskej (od 1989), i niżej podpisanej Ewie Leśniewskiej (od 1982 roku). Tak to rzeczywistość przeplotła się z kabaretem. Ale życie to nie tylko kabaret, o czym można będzie przeczytać w kolejnym odcinku.

Cdn.

 

Ewa Leśniewska

Kierownik literacki – 1996-2012

Reżyser – 2006- 2012

Komentarze

Autor

Zespół Teatru Starego w Adelaide

Zespół Teatru Starego w Adelaide... Więcej artykułów tego autora